Każda tragedia jest największa na świecie


Małgorzata Majewska

T

en tekst jest o cierpieniu[1]. O doświadczaniu przez człowieka czegoś, buy viagra co przekracza wszystko, purchase co dotychczas było jego udziałem. I o tym, że spojrzenie temu doświadczeniu w twarz może pomóc odkryć w samym sobie człowieka. O języku, który temu towarzyszy. W końcu o najlepszej roli, jaką mogą odegrać bliscy ? roli towarzysza. Zamierzam pokazać, że w sytuacji granicznej człowiek dochodzi do kresu swoich możliwości poznawczych. Staje w obliczu tajemnicy, wobec czegoś dotąd nieznanego i przerastającego go. Z psychologicznego punktu widzenia sytuacja graniczna jest bardzo ważnym, zazwyczaj traumatycznym doświadczeniem, zaś reakcja na nie jest indywidualna i zależna wielu różnych czynników. Sytuacja taka bowiem zmusza człowieka do spotkania z samym sobą, skonfrontowania się ze swoim dotychczasowym życiem, światopoglądem, emocjami. Istotą sytuacji granicznych jest kwestia mentalnych granic ? jeśli człowiek potra? je przekroczyć, to często takie doświadczenie jest dla niego tak trudne, że początkowo nie jest zdolny o nim mówić. Mówienie jest wtórne względem doświadczenia, gdyż aby móc opisać doświadczenie, najpierw musi ono zaistnieć, ale w przypadku sytuacji granicznej jest jeszcze drugi powód. Konfrontacja z granicznością wymaga bowiem często przekroczenia ograniczeń własnego języka. Prawdopodobnie sam akt odbywa się na poziomie nieświadomym, nie możemy go uchwycić w momencie, kiedy się dzieje. A nawet jeśli człowiekowi wydaje się, że właśnie tego doświadcza, owo przekonanie może być błędne, ponieważ zwykle jest to proces przebiegający poza naszą świadomością. Ważne jest więc nie samo przekraczanie, ale konsekwencje które ono za sobą pociąga, a więc fakt wyjścia poza siebie na spotkanie tajemnicy[2]. Żeby człowiek wytworzył nowy sposób mówienia o sobie i świecie, będący odzwierciedleniem jego nowego postrzegania świata, musi przejść z pozycji doświadczania do pozycji wiedzy i zmienić swój punkt widzenia na scenę zdarzeń, aby móc ją obserwować z szerszej perspektywy, a więc dokonywać aktu konceptualizacji. Zmiana spojrzenia na daną sytuację będzie się wtedy wiązać z nabraniem do niej dystansu. A dystans jest możliwy dopiero wtedy, gdy człowiek w jakimś stopniu oswoi już to, czego doświadcza. Oczywiście można mówić o zdarzeniu bez dystansu, wówczas jednak zapewne nie będzie to całościowy obraz danego problemu. Nie będzie on zgodny z rzeczywistością, mimo to jego opis będzie jak najbardziej możliwy, tyle tylko, że ? jak sądzę ? język przyjmie wówczas inną funkcję niż orzekająca. Będzie opisywał to, co się wydarza, a nie analizował po to, by zrozumieć wydarzenie.

Pewnego dnia po prostu coś się zdarza. Się zdarza. Wyniki badań nie pozostawiają złudzeń co do tego, że w płucach zadomowiła się niezwykle złośliwa odmiana guza. Widok ciałka własnego dziecka nie daje nadziei, że jego serce jeszcze będzie biło. Wzrok lekarza wychodzącego z sali operacyjnej wymownie przekazuje informacje o stanie zdrowia operowanego. Już się zdarzyło. Już nic nie można zrobić, choćby się nie wiadomo jak bardzo tego chciało. W morzu rozpaczy zaczynają pojawiać się pytania, seria pytań: Dlaczego? Czy można było coś zrobić? Dlaczego Bóg na to pozwolił? Czym sobie na to zasłużyłem? Lista jest długa i nie o szukanie odpowiedzi w niej chodzi. Jeszcze nie teraz. Znak zapytania jest zawieszeniem, podważeniem całej dotychczasowej rzeczywistości. Doświadczenie, w którym (ang. ?in?) jesteśmy, a raczej którego częścią jesteśmy (ang. ?of?)[2] jest tak trudne i tak nowe, że misterna konstrukcja dotychczasowego odbioru świata legła w gruzach. Cierpienie, czy to związane z bólem spowodowanym chorobą, czy z rozpaczą z powodu utraty kogoś bliskiego, umieszcza nas w bezpośrednim doświadczaniu emocji i napływie nowych myśli, nieobecnych w życiu codziennym. ?Nie ma wówczas nawet ? pisze Paul Ricoeur ? żadnego ?więc?, jak w słynnym stwierdzeniu Kartezjusza: ?myślę, więc jestem?. Niemożliwe jest jakiekolwiek zapośredniczenie. Istnienie i cierpienie są ze sobą bezpośrednio złączone: ?cierpię, jestem?. W cierpieniu ?zycznym człowiek doświadcza swego istnienia do żywego?[4]. Ponieważ cały jest doświadczeniem, nie może jeszcze mówić o tym, co się wydarza bądź wydarzyło. Jest jeszcze za wcześnie, by tę nową rzeczywistość pojąć. Człowiek staje twarzą w twarz z faktem istnienia własnej choroby albo nieobecności w świecie tu i teraz kogoś, kogo bardzo kochał. Taka jest rzeczywistość. Co z nią zrobić? Jedną z możliwości rozwiązania takiej sytuacji jest naturalne zrodzenie się potrzeby opisu rzeczywistości, ponieważ opis pomaga w zrozumieniu nowego stanu rzeczy. Jednak opis tej nowej rzeczywistości wymaga ogromnego trudu, trzeba bowiem znaleźć odpowiednie słowa, które i tak nigdy nie oddadzą w pełni głębi naszych przeżyć. Jeśli mimo to mówiący będzie chciał opisać swoją nową rzeczywistość, będzie musiał pogodzić się z tą nieadekwatnością słów. Pojawia się również problem wybrania kategorii, z którą się światopoglądowo identy?kuje. Jeśli ktoś wierzy w Boga, wówczas przywołanie kategorii religijnej może przynieść pewną pociechę lub choćby jej obietnicę. Jeśli jednak wiara ma jedynie charakter powierzchowny, jest bezre?eksyjnie przyjętą spuścizną kulturową ? wówczas szansa na znalezienie sensu w czymś, co tak naprawdę sensu do tej pory nie miało, jest naprawdę mała. Chyba że człowiek właśnie w tym momencie dokona transgresji, przekroczenia dotychczasowych ram odbioru świata i odnajdzie Boga. Co ciekawe, owo odrzucanie bądź przyjmowanie pewnego sposobu myślenia o świecie często odbywa się nie z pozycji umysłu ? racjonalnej, logicznej i dającej się uzasadnić, ale z pozycji emocji. Innymi słowy, albo coś przynosi realną pociechę, albo nie. Mimo że racjonalnie pewne wytłumaczenie może mieć sens, jeśli dana osoba nie będzie się z nim utożsamiać emocjonalnie, to nadal będzie unikać konfrontacji ze swoją sytuacją graniczną.

n28_i1

Spojrzenie w oczy rzeczywistości, która właśnie nastała, wymaga dużej odwagi i gotowości wewnętrznej. Gdy ich brak, możliwe są inne scenariusze. Mówiący może stanąć przed faktami, dostrzegać ich obecność, ale nie wyrażać na nie zgody. Dopóki nie skonstruuje wypowiedzi, w której pojawi się informacja: ?on nie żyje?, jest jeszcze przestrzeń na niedopuszczenie tego faktu do świadomości. W przestrzeni mentalnej mówiącego niemożliwe jest pojęcie, że ?jego? już nie ma. Ze śmiercią osoby bliskiej umiera też jakaś część osoby mówiącej. Pojawia się w niej złudzenie, że bliski umrze dopiero wówczas, gdy ona wyrazi swe przyzwolenie. Dopóki jednak nie wypowie tego głośno, jeśli wystarczająco mocno uwierzy w świat, którego już nie ma, może ocali jakąś jego część. Nie mówi o śmierci, bo się na tę nową rzeczywistość nie zgadza. Świat bez kogoś, kto był w tym świecie kimś bardzo ważnym, jest światem nowym i nieznanym, a więc niewyrażalnym. Nazywanie jest znakiem oswajania, nadawania sensu i uzyskiwania dystansu. Mówienie o czymś jest przyzwoleniem na zaistnienie tego w świecie mówiącego.

Zmaganie się z granicami własnego poznania wiąże się z zakwestionowaniem wszelkiej oczywistości, a więc zawieszeniem jakiegokolwiek sensu. Stąd ludzie w takich momentach często zadają tysiące pytań, na które nie ma jednej odpowiedzi. W pewnym sensie ważniejszy od treści pytań jest sam akt ich zadawania ? ubrania w słowo własnej bezsilności, gniewu i rozpaczy. Zaczynamy pytać, podważać oczywistości. Bo przeżycie doświadczenia sytuacji granicznej pozbawia cech pewności największą oczywistość. Pytania nasuwają się wtedy, gdy ?dobrze dotąd znany, powszedni świat zaczyna tracić swą oczywistość i staje się problemem. Normalnie żyjemy jak w uporządkowanym domu, w którym wszystko jest nam znane i nie nastręcza żadnych wątpliwości. Z chwilą wszakże, gdy ta swojskość zostaje w nas zakwestionowana, znajdujemy się naraz ?jak w szczerym polu? (M. Buber, I, 317). Wszystko nagle staje pod znakiem zapytania?[5].

Pytanie jest przejawem otwierania się. Sytuacje graniczne są zaś momentami otwarcia pełnego, dlatego tak często ludzie opisują je takimi słowami jak: ?obnażenie?, ?nagość?. Sądzę, że jest elementem stawania się człowiekiem, bo wyjątkowość tych zdarzeń i ich osobisty charakter nie pozwalają na długo uciec od siebie, od dialogu z samym sobą. Tadeusz Gadacz słusznie zauważa, że ?cierpienie pozbawia człowieka możliwości oparcia się na czymś zewnętrznym. Ludzka świadomość jest zawsze świadomością czegoś. Zawsze myślimy o czymś, czegoś chcemy, do czegoś dążymy. Kierując się ku przedmiotom, odwracamy uwagę od samych siebie. Cierpienie natomiast powoduje, że nasza świadomość zwraca się ku nam samym. Właśnie wtedy, gdy tym bardziej chciałoby się uciec od siebie w sferę marzeń, dążeń, aby zapomnieć o przeżywanym bólu ? znikają wszystkie podpórki. Ludzkie istnienie, które kiedy indziej rozprasza się na różne doświadczenia i przedmioty, tutaj zostaje skupione na sobie samym?[6]. Cierpienie wypełnia sobą całą scenę zdarzeń właśnie dlatego, że nie pozwala o sobie zapomnieć. Bardzo często osoby, które przeszły przez trudne doświadczenia, opowiadały mi o próbach ucieczki. O tym, że to, co zazwyczaj pozwalało zapomnieć, okazywało się nagle nieskuteczne.

Marta (41, nowotwór płuc): Wie Pani, ja tyle się przed sobą naudawałam, że o nim [guzie] nie myślę, że mam go gdzieś. Chodziłam na imprezy, upijałam się do nieprzytomności, rzucałam w wir życia. Ale mnie w końcu dopadało. W taksówce, w łazience, przed snem. Chciało mi się wyć: odczep się ode mnie, choćby na chwilę. Ale skubaniec nic sobie z tego nie robił.

Piotr (47, białaczka): Jak już się lepiej poczułem po lekach, to zacząłem robić. Cokolwiek. Musiałem coś robić. By się zmęczyć. Zmęczyć tak, by spać na stojąco. By nie myśleć.

n28_i3

Kiedy rozmawiam z ludźmi terminalnie chorymi, często najtrudniejszy jest moment, kiedy nic nie mówimy, kiedy powstaje nieustrukturyzowana przestrzeń ? milczenie. W codziennym życiu momenty te wypełniamy błahostkami, rozmowami o niczym. W dialogu z osobami chorymi ta chwila milczenia często przyczynia się do otwarcia, jednak nierzadko okazuje się, że ci, którzy sami chcieli porozmawiać o swojej chorobie, oczekują z mojej strony jedynie potaknięcia: ?tak, ma pan/pani rację?. Nazywam to w swoich badaniach ?efektem kościelnego aniołka?, ?gurki, która macha główką, kiedy wrzuci się do niej monetę. Podczas takich rozmów odnoszę wrażenie, że moją rolą jest nadanie statusu prawdy słowom mówiącego poprzez potaknięcie. Takie oczekiwanie wskazuje przede wszystkim na fakt, że chory jeszcze nie skonfrontował się z rzeczywistością. Potwierdzenie w świecie zewnętrznym ma stać się dla niego oparciem. Paradoks jednak polega na tym, że jedyne prawdziwe oparcie chory może odnaleźć w sobie.

Maria (61, rak piersi): Widać tak miało być. Nie myśli pani?
Ja: patrzę wyczekująco.
Maria: Jeśli pani myśli, że się mylę, to proszę mi powiedzieć, w którym miejscu. Gdzie popełniłam błąd?
Ja: dalej nic nie mówię.
Maria: Myśli pani, że mogłam coś zrobić? Ale co? No, niech mi pani powie co?

Maria tak naprawdę toczyła dialog sama ze sobą, ja byłam jedynie kimś, w czyje usta chciała włożyć swoje lęki i obawy. Spotykałam też ludzi, którzy patrząc na rzeczywistość, widzieli nie to, co jest, ale to, co chcieliby widzieć. Zaklinali świat, wierząc, że przywołanie w języku sprawi, że realnie zaistnieje pożądany stan rzeczy.

Marta (34, jej ojciec w ciężkim stanie znajduje się w hospicjum): Byłam wczoraj u taty. Mówię pani, nowy człowiek. Uśmiechnięty, zadowolony. Wróciłam do domu i posprzątałam jego pokój. Przewietrzyłam porządnie. Pościel zmieniłam. Będzie gotowy, kiedy tylko pozwolą mu wrócić do domu.

Choć było dla mnie oczywiste, że ojciec tej kobiety nigdy już nie wróci do domu, nie miałam odwagi tego głośno powiedzieć. Kobieta opowiadała ze szczegółami, gdzie pojedzie z ojcem na wakacje, gdy odstawią mu leki. Postrzegała świat tak, jak chciałaby go widzieć. Postawiła znak równości między tym, co jest, a tym, czego chciałaby. Nie dopuściła do świadomości prawdziwego obrazu świata.

Gdy zaś następuje sytuacja graniczna, trzeba się z nią zmierzyć. Musimy skonfrontować się z czymś, co często uśpiliśmy w sobie, zakłamaliśmy, wyparliśmy ze świadomości. Pojawiają się w związku z tym nowe emocje, dochodzi więc do konfrontacji z nieznaną częścią samego siebie. Uruchamiają się nie tylko pierwotne lęki przed śmiercią i cierpieniem, ale pojawiają się też zupełnie nowe, związane choćby z nierozwiązanymi problemami w relacjach z bliskimi.

Zdarza się i tak, że człowiek doświadczający sytuacji granicznej ma ogromną potrzebę drobiazgowego wręcz werbalizowania swoich myśli. I znowu, ważne jest nie tyle to, co mówi, ile sam akt mówienia. Jakby usiłując nie dostrzec prawdy, zamiast patrzeć, po prostu mówi i mówi. Pośpiesznie wyrzuca z siebie potok słów, gdyż samo wypowiadanie słów jest dla niego sposobem na pozbycie się nagromadzonych emocji. Taką sytuację Martin Heidegger określa mianem grade, czyli formą ucieczki przed autentycznym byciem, przed uświadomieniem sobie, że jest się ?bytem ku śmierci?. Bliscy takiej osoby mogą odnosić wrażenie, że mówi ona w kółko to samo i że w pewnym sensie nie ma dla niej znaczenia, kto jest słuchaczem. Byle mogła mówić. Byle zagadać. Byle tylko mówić w taki sposób, żeby w trakcie wypowiadania słów nie pojawiła się luka ? niepotrzebna pauza. Ten potok słów nie pozwala rozmówcy na zadanie pytania (pytanie to zawieszenie oczywistości), a równocześnie na otwarcie się na nieznane. By możliwe było przekroczenie granic, konieczne jest wyjście poza dotychczasowość, oczywistość, a więc nazywalność. Zagadywanie często bywa próbą opóźnienia tej konfrontacji. Cisza to przestrzeń na nowe emocje.

W doświadczaniu sytuacji granicznej zmagamy się nie tylko z własnym cierpieniem czy rozpaczą po odejściu kogoś bliskiego, ale równocześnie stajemy twarzą w twarz z zablokowanymi emocjami, które dotąd były niedostrzegalne w codzienności. I z tą nieznaną częścią samego siebie też trzeba się zmierzyć. Dlatego też w takich momentach często pojawia się potrzeba uporządkowania życia. Czasem przeproszenia kogoś. Czasem prośby o wybaczenie. A nade wszystko pojawia się pragnienie szukania sensu. Rzeczywistość nabiera nowych, niekoniecznie lepszych barw i właśnie to odkrycie bywa trudne. ?Cóż nam odsłania doświadczenie [cierpienia]? Odsłania nam ono fakt, że świat, w którym żyjemy, nie jest takim światem, jakim może i powinien być. Pierwotne doświadczenie aksjologiczne nie mówi nam, że powinno być coś, czego nie ma. Nie mówi nam też, że powinienem coś zrobić, czegoś zaniechać. To wszystko okazuje się wtórne. Pierwotne jest wyłącznie to: jest coś, czego nie powinno być?[7].To coś jednak jest. I z tym jestestwem trzeba coś zrobić, odwołać się do jakiejś znajomej kategorii i w niej to nowe doświadczenie umiejscowić. Problem w tym, że to, czego doświadczamy, jest absolutnie jednostkowe, niepodobne do niczego innego. Niepowtarzalność przeżywanych emocji nie pozwala mówić o nich dawnym językiem, gdyż ?mowa nasza nie może transcendencji okiełznać?[8]. Nie ma odpowiednich słów, by opisać ten smutek, tę rozpacz, tę bezradność, których doświadczenie w konkretnej sytuacji granicznej jest nieporównywalne z żadnym dotychczas przeżytym smutkiem, rozpaczą, bezradnością. Fenomen takiego doświadczenia polega również na tym, że jest ono nieporównywalne z podobnym doświadczeniem u kogoś innego. I porównywanie go do zdarzenia z tej samej kategorii nie ma żadnego sensu. Każda tragedia jest największa na świecie dla tego, kto jej doświadcza. Każde z tych doświadczeń jest jedyne, jednostkowe i po brzegi wypełnia swoim bezmiarem rozpaczy tego, kogo dotyczy. Tadeusz Gadacz zauważa, że ?cierpienie jest przeżyciem bezradności także w tym sensie, który odsłania nam sam źródłosłów: w cierpieniu niemożliwa jest jakaś rozstrzygająca rada. Trudno jest radzić innym, jak mają postępować, jakie podjąć decyzje. Żadna bowiem rada nie przystaje w pełni do samego doświadczenia cierpienia?[9]. Nie ma rady na rozpacz. Sytuacja graniczna zmusza do pełnej konfrontacji z samym sobą. Jedna z badanych przeze mnie osób w taki sposób opisała swoje doznania:

Ja: Jak czułaś się po śmierci Michałka?
Kobieta, która straciła dziecko przed jego narodzeniem: Jakbym była naga. Leżałam na szpitalnym łóżku zwinięta w kłębek. Patrzyłam na ścianę. Czułam się, jakby pękała na mnie skorupa. Gdy Michaś umarł, poczułam, że już nic mnie nie chroni. Naga. Absolutnie naga. Wobec siebie. Wobec ludzi.

Karl Jaspers wskazuje na fakt, że sytuacji granicznych ?nie da się przeniknąć poznawczo: empirycznie nie widzimy już poza nimi nic innego. Są jak mur, o który uderzamy, o który się rozbijamy. Nie potra?my ich zmienić, lecz jedynie naświetlić, nie mogąc ich odnieść do czegoś innego?[10]. To uderzanie w mur jeszcze nie jest nadaniem sensu. Sens pojawia się wtedy, gdy człowiek, który doświadcza, znajdzie obszar, do którego może odnieść nowe doświadczenie. Może religię: Bóg tak chciał. Może zawieszenie w postaci przekonania: tak miało być; albo znalezienie racjonalnego wytłumaczenia, że tak musiało się stać, BO… Proces oswajania sytuacji trwa od pierwszych słów, które są sygnałem procesu nakładania sensu na to, co się wydarzyło. Nie uważam, że to słowa nadają sens, ale twierdzę, że ubranie w słowa własnych myśli jest znakiem procesu oswajania, którego elementem jest przyzwolenie na ontyczne zaistnienie jakiejś rzeczy czy faktu. Nie oznacza to, że moment mówienia o czymś jest równoznaczny z zakończeniem procesu oswajania. Wskazuje raczej pewien etap przeżywania sytuacji granicznej. Słowa mają na celu zracjonalizowanie doświadczenia, czyli uznanie go. A więc nadanie mu sensu przez konkretnego człowieka, gdyż obiektywne sensy same w sobie nie istnieją. Istnieją fakty, których sens jest odkrywany, a znakiem tego procesu jest werbalizacja. Warto doprecyzować, że mówiąc o werbalizacji, mam na myśli symboliczną funkcję języka, a nie magiczną, która miałaby kreować nieistniejącą rzeczywistość.

n28_i2

Nasuwa się całkiem zasadne pytanie: jak można pomóc osobie w takiej sytuacji? I kolejne: czy sposoby pomocy zakorzenione w naszej kulturze rzeczywiście ową pomoc ze sobą niosą? Uważam, że fundamentem tej części rozważań jest teza Claire Kebers: ?o śmierci można mówić, jedynie zaczynając od siebie samego, to znaczy, od sensu, jaki sami jej nadajemy. Znaczy to, że relacja, w jakiej pozostajemy wobec doświadczenia cierpienia i choroby drugiego człowieka ? czy to będzie dziecko, czy dorosły ? nie różni się od naszej relacji do naszego doświadczenia, cierpienia i choroby?[11]. Nie mam odwagi wskazać jednoznacznie na fakt, że w sytuacji granicznej możliwa jest pomoc drugiej osobie. Z pewnością możliwe i oczekiwane jest bycie w pełni z człowiekiem przeżywającym swoją sytuację graniczną, jednakże dopiero wtedy, gdy osoba towarzysząca ma w jakimś stopniu oswojone własne pierwotne lęki. Będąc blisko osoby doświadczającej sytuacji granicznej, człowiek dotyka także swojej graniczności. Zmierza się nie tylko z własnymi lękami związanymi z cierpieniem i śmiercią, ale także z poczuciem bezradności wobec chorego. Ken Wilber celnie wskazuje na najważniejszą rolę, jaką może przyjąć bliski ? to zadanie bycia ?emocjonalną gąbką?. ?Większość ludzi uważa, że [rolą osoby wspierającej] jest dawanie rad, pomoc w rozwiązywaniu problemów, użyteczność, gotowanie obiadu, wożenie do lekarza. Ale wszystkie te zadania tracą na ważności w porównaniu z podstawowym zadaniem opiekuna, jakim jest rola emocjonalnej gąbki. Ukochany chory, który stoi w obliczu prawdopodobnie śmiertelnej choroby, doświadcza niezwykle silnych emocji: niekiedy jest całkowicie obezwładniony przez strach i przerażenie, gniew, histerię i ból. Twoim zadaniem jest być z nim i po prostu absorbować tyle emocji, ile jesteś w stanie. Nie musisz rozmawiać, nie musisz niczego mówić (tak naprawdę nie można powiedzieć niczego, co by rzeczywiście było pocieszające), nie musisz dawać mu żadnych rad (i tak byłyby nieprzydatne) i nie musisz niczego robić. Po prostu musisz z nim być, oddychać jego bólem, strachem i cierpieniem. Odgrywasz rolę gąbki?[12].

Tymczasem w życiu takie sytuacje często zaskakują całe otoczenie. W efekcie ci, którzy chcą pomóc cierpiącej osobie, sami zaczynają potrzebować pomocy. Chcą towarzyszyć w cierpieniu, ale nie zdołali jeszcze oswoić swoich lęków na tyle, by ich próby pomocy nie okazały się dla chorego dodatkowym obciążeniem. Jeden z pacjentów, z którymi rozmawiałam, miał odczucie, że rodzina, odwiedzając go w szpitalu, ?wiesza? się na nim. Przychodzi go pocieszyć, ale tak naprawdę sama oczekuje pocieszenia.

Pacjenci często też wskazują na fakt, że osoby bliskie, czy to z powodu rzeczywistej zażyłości emocjonalnej, czy struktury rodzinnotowarzyskiej, odczuwają potrzebę zaradzenia w jakiś sposób nowej rzeczywistości. Warto zauważyć, że imperatyw udzielania rad jest niezwykle silnie obecny w naszej kulturze. Jolanta Antas zauważa, że w polskiej grzeczności niezwykle ważna jest zasada: ?udzielę ci rady, nawet jeśli o to nie prosisz, tzn. powiem ci, co powinieneś robić, myśleć i czuć?[13]. U podstaw nawet najszczerszej rady tkwi przekonanie mówiącego, że on wie lepiej, co jest dobre dla jego rozmówcy. Rada zawsze sytuuje radzącego na wyższej pozycji. Potrzeba stworzenia asymetrii pozycji przez radzącego jest głęboko uzasadniona, gdyż ? w moim przekonaniu ? w sytuacji granicznej pozwala uniknąć konfrontacji z własnym lękiem. Dopóki radzący sytuuje siebie wyżej od swojego rozmówcy i dopóki ma pomysł, co chory powinien zrobić i jak powinien się zachować, dopóty w pewnym sensie jest chroniony. Chroni go typ relacji, który zbudował ze swoim rozmówcą. Rada jest skupieniem uwagi na samym sobie, na świecie powinności, a nie na rzeczywistej sytuacji komunikacyjnej. Chodzi o to, że rozmówca nie oczekuje żadnej rady, gdyż ? o czym była już mowa ? nie istnieje dobra rada w tak trudnych sytuacjach. On musi ?dojść do ściany?, przeżyć najtrudniejsze emocje w swoim życiu i albo znajdzie w nich siłę, albo ucieknie przed tą konfrontacją. W takiej relacji pomóc możemy jedynie poprzez towarzyszenie, czasem przez wspierające milczenie, czasem przytulenie, pogłaskanie, zrobienie herbaty ? bycie w sferze doświadczenia, a nie sytuowanie siebie w domenie wiedzy.

Ten tekst jest o spotkaniu z tajemnicą. O spotkaniu, które może być pretekstem do spotkania z samym sobą, do którego ? gdyby nie zaistniała sytuacja graniczna ? mogłoby nigdy nie dojść. I o tym, że wielu ludzi w trakcie tego spotkania nie dopuści do konfrontacji ? zagada problem, przemilczy go, ucieknie od niego w inny sposób. W końcu o tym, że jedyną formą pomocy, która może się sprawdzić, jest autentyczne bycie z drugą osobą, ale i o tym, że dla wspierającego jest to również spotkanie z samym sobą.

Małgorzata Majewska ? dr językoznawstwa, lingwistyka w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ, zajmuje się teorią komunikacji. Współpracuje ze Stowarzyszeniem Unicorn, prowadzi wykłady o komunikacji dla osób duchownych, zajęcia we Wszechnicy Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz warsztaty dla lekarzy organizowane przez Okręgową Izbę Lekarską w Krakowie. Mieszka w Krakowie.

Przypisy

[1] Gorąco dziękuję Monice Zając za pomoc przy opracowywaniu całości tekstu.
[2] Dziękuję Mai Gorczycy-Bednarskiej za te uwagi i dalsze sugestie uwzględnione w tekście.
[3] Por. M. Merleau-Ponty, Fenomenologia percepcji, Warszawa 2000.
[4] P. Ricoeur, Filozo?a osoby, [cyt. za:] T. Gadacz, O umiejętności życia, Kraków 2005, s. 206.
[5] A. Anzenbacher, Wprowadzenie do ?lozo?i, Kraków 2008, s. 17.
[6] T. Gadacz, op. cit., s. 205?206.
[7] T. Gadacz, O ulotności życia, Warszawa 2008, s. 97.
[8] L. Kołakowski, O co pytają nas wielcy ?lozofowie, seria III, Kraków 2007, s. 96.
[9] T. Gadacz, O umiejętności życia, Kraków 2005, s. 203?204.
[10] K. Jaspers, Sytuacje graniczne, [w:] R.Rudziński, Jaspers, Warszawa 1978.
[11] C. Kebers, Jak mówić o cierpieniu i śmierci?, tłum. A. Królikowska, Kraków 1994, s. 9.
[12] K. Wilber, Śmiertelni nieśmiertelni, tłum. A. Możdzyńska, Warszawa 2007, s. 443.
[13] J. Antas, Polskie zasady grzeczności,[w:] Język trzeciego tysiąclecia II. Nowe oblicza komunikacji we  współczesnej polszczyźnie, red. G. Szpila, Kraków 2002, s. 348.

Artykuł jest w numerze:



Wobec cierpienia

Zobacz numer »

KUP NUMER

Spis Treści

Dodatek teofila

    Philospohia viva teofila

      Spory, dyskusje, polemiki teofila

        Rozmowa teofila

        • On nie patrzy, On współcierpi
          Jan Andrzej Kłoczowski OP

        Ankieta teofila

          Artykuły teofila

          • Każda tragedia jest największa na świecie
            Małgorzata Majewska
          • Cierpienie rodziny umierającego dziecka
            ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
          • Bezludna wyspa
            Tomasz Mika OP
          • Teolog o przeżywaniu cierpienia – głos z życia
            ks. Edward Staniek
          • O depresji, pokusach diabelskich i bólu zęba
            Joachim Badeni OP
          • „Tylko cierpiący Bóg może pomóc”. Boska cierpiętliwość we współczesnej teologii
            Richard Bauckham
          • Teolog i jego studnia
            Tomasz Gałuszka OP
          • Jak Bóg odpowiada na nasz krzyk? Zrozumieć na nowo wszechmoc
            ks. Adolphe Gesché
          • Stabat Mater, czyli współczucie, które staje się muzyką
            Jakub Grzywa OP

          Horyzonty teofila

          • Dialog na dwa serca
            Dominik Jarczewski OP
          • Tajemnica i dar spotkania
            Maciej Chanaka OP

          Dominikalia teofila

          • Sacra praedicatio i duchowość dominikańska
            Liam Walsch OP

          Wykład teofila

          • Ucząc się od Wittgensteina
            Fergus Kerr OP

          Poezja teofila

            inne