O wspólnym mieszkaniu przed ślubem


Krystyna Slany, Magdalena Ślusarczyk

C

zy zamieszkasz ze mną? – zamiast – Czy wyjdziesz za mnie? – w ten sposób najprościej chyba byłoby opisać kohabitację w porównaniu do małżeństwa. Kohabitacja to jedna z alternatyw tradycyjnego życia małżeńsko-rodzinnego. Określa się ją jako paralelną, ponie­waż realizuje podobne funkcje jak rodzina tradycyjna. Kluczową różnicą – znacząco wpływającą na sposób funkcjonowania związku – jest brak forma­lizacji. W niektórych krajach (np. skandynawskich) jest to forma głęboko zakorzeniona w tradycji, w innych zaczęła się pojawiać na szerszą skalę od lat sześćdziesiątych XX wieku. Upowszechnia się też szczególny typ związku kohabitacyjnego Living Apart Together (LAT – razem, ale osobno), gdzie nie zakłada się wspólnego zamieszkiwania partnerów.

W świadomości społecznej funkcjonuje najczęściej dychotomiczne spojrze­nie na kohabitację, tj. jako na „wstęp” do małżeństwa lub jako jego alter­natywę (kohabitacja małżeńska). Nie zwraca się uwagi na fakt, że dla każdej jednostki ma ona inne znaczenie, które zmienia się w trakcie kohabitacji i cyklu życia. To, co jest zaledwie wspólnym dzieleniem mieszkania lub jest „strate­gią randkowania”, może przekształcić się w poważny związek i prowadzić do małżeństwa lub do zerwania związku.

Kohabitacja jest tylko jednym z przejawów zmian życia rodzinnego, z któ­rymi mamy współcześnie do czynienia. Niewiele jest dziś krajów, w których nie toczy się dyskusja o przekształceniach, ewolucji, rozpadzie czy generalnie o przyszłości rodziny. Patrząc najszerzej, możemy wskazać na dwie koncepcje teoretyczne wyjaśniające te zjawiska.

Pierwsza z nich to hipoteza konwergencji, która zakłada nieuchronne i jed­norodne przemiany w sferze małżeńsko-rodzinnej, prowadzące do upodobnie­nia się wielkości struktury, form oraz funkcji rodzin i gospodarstw domowych. Podkreśla się szczególnie wielość i różnorodność rodzin, czemu sprzyja pono- woczesność wraz z jej pluralizmem systemów wartości. Zdaniem socjologów o orientacji liberalnej, pojawienie się różnorodnych form życia małżeńsko-ro­dzinnego nie wskazuje na „koniec rodziny”, ale na nowy trend, idący w kie­runku indywidualizmu, który odnosi się także do relacji pomiędzy członkami rodziny. Według niektórych badaczy[1] w społeczeństwie następuje nowa kon­strukcja normalności, która niekoniecznie wiąże się z legalizacją, przywiąza­niem, trwałością. Opóźnianie zawierania małżeństwa, przyzwolenie na życie seksualne przed zawarciem małżeństwa, wzrost liczby rozwodów i natężenie oznak destabilizacji małżeństwa, torują bezpośrednio drogę do kohabitacji.

Drugą hipotezę możemy określić jako klasyczno-uniwersalistyczną. Akcen­tuje ona rodzinę jako posiadającą powszechne, pierwotne i nieprzemijające własności. Alternatywne formy życia rodzinnego są tu ujmowane raczej jako patologiczne i dysfunkcjonalne dla ładu społecznego.

Co sprzyja heterogenizacji życia rodzinnego?

Po pierwsze – rozwój życia pozarodzinnego, a więc społeczeństwa obywa­telskiego zorientowanego na tworzenie zrzeszeń, instytucji, organizacji. Wspie­rają one jednostkę, ale niejednokrotnie konkurują z życiem rodzinnym.

Po drugie – zastępowanie starszych pokoleń młodszymi, nastawionymi bar­dziej indywidualistycznie. Rosną nowe pokolenia, nastawione na związki wyso­ce satysfakcjonujące, które nie muszą być trwałe, ich cechą jest epizodyczność i tymczasowość[2]. Nowe pokolenia jak nigdy wcześniej mają w swoim życiu wielu partnerów i nowe doświadczenia określające ich kariery życiowe, takie, których nie doświadczyło pokolenie ich rodziców, a tym bardziej pokolenie dziadków. Wydłuża się zatem w nowoczesnych społeczeństwach okres „sorto­wania” partnerów, ich doboru, a to przede wszystkim w związku ze zmianą w cyklu życia, wiążącą się z długim okresem edukacji i stabilizowaniem kariery. Powoduje to, że wydłużony okres szukania odpowiedniego partnera pozwala na przejście przynajmniej przez kilka związków kohabitacyjnych.

Istotna jest też zmiana pozycji kobiety w społeczeństwie. Dla wykształ­conych kobiet, mających szansę na karierę, zawarcie związku małżeńskiego i stworzenie rodziny może być pojmowane jako ryzyko (np. zgodnie z eko­nomiczną koncepcją rodziny Gary’ego Beckera[3]). Ponadto, oczekują one od partnera zaangażowania także w życie domowe. W potocznym oglądzie (nie­koniecznie zgodnym ze stanem faktycznym) formalny związek sprzyja bardziej tradycyjnemu podziałowi ról. Dodatkowym czynnikiem jest rozwój antykon­cepcji i technologii reprodukcyjnych.

Małżeństwo straciło także swoją jednoznaczność. W społeczeństwie trady­cyjnym bogactwo rodziny wiązało się z liczbą posiadanych dzieci. Dzieci miały wartość ekonomiczną. Obecnie dziecko staje się wartością autoteliczną, poja­wiły się pojęcia „dzieci wyższej jakości” i „kosztów posiadania dzieci”. W tej sytuacji misja rodzicielska w małżeństwie nie jest tak oczywista. Świadczy tym np. ideologia par trochę żartobliwie, ale znamiennie określana jako DINKS (Double Income No Kids), gdzie podstawą jest inwestowanie w siebie, związek zaś trwa, dopóki nie wymaga ograniczeń we własnym rozwoju.

Nietradycyjne formy życia rodzinnego są nie do pogodzenia z wymoga­mi i funkcjami standardowego życia rodzinnego. Niektórzy badacze podnoszą zalety i korzyści wypływające z alternatywnego stylu życia, inni zaś katego­rycznie go odrzucają. Dowodzą, że alternatywne formy są wskaźnikiem li tylko poszukiwań więzi bliskości z ludźmi w świecie, w którym znaczenie emocjonalaności i intymności bezgranicznie się zagubiło. Badanie alternatywnych form może być bazą do porównania tradycyjnych i nietradycyjnych form życia, pozwala rzucić światło na to, jak funkcjonują nasze rodziny, jakie są korzyści jakie minusy pozostawania w różnych typach związków.

Kohabitacja w Polsce

W Narodowym Spisie Powszechnym z 2002 roku rodzina po raz pierwszy została zdefiniowana jako „dwie lub większa liczba osób, które są związane jako mąż i żona, wspólnie żyjący partnerzy (kohabitanci) – osoby płci prze­ciwnej – lub jako rodzic i dziecko. Tak więc rodzina obejmuje parę bez dzieci lub parę z jednym lub większą liczbą dzieci, albo też samotnego rodzica z jed­nym bądź większą liczbą dzieci”[4]. Takie rozumienie rodziny stanowi novum w stosunku do definicji poprzednio stosowanych, bowiem poszerza kategorię osób uznanych za jej członków, włączając w jej skład także osoby niepozostające w formalnym związku małżeńskim5. Daje nam także możliwość wejrzenia w „praktykowanie” kohabitacji w Polsce.

Chociaż NSP 2002 nie ujawnił dużych rozmiarów kohabitacji w Polsce oraz tego, że nie jest ona alternatywą dla małżeństwa, to w opinii licznych socjo­logów i demografów ukazane dane są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej[5]. Dlaczego?

Pierwszą – możemy ją określić jako metodologiczną – przyczyną jest brak tradycji tego rodzaju badań, a w przypadku ich prowadzenia brak pytań np.
poprzedzanie małżeństwa kohabitacją. Możliwe jest także niezrozumienie terminu lub brak świadomości tego, że daną relację należy uznać za kohabitację. Stan taki możemy określić jako swoistego rodzaju aleksytymię (rodzaj ślepoty społecznej). Dla wielu ludzi młodych bez wątpienia kohabitacja jest wstępem do małżeństwa lub próbą życia w związku. Wskaźnik zawieranych małżeństw spada, co nie oznacza jednak, że życie intymne w innych typach związków nie istnieje. Jak wykazało wielu badaczy, popularność fenomenu kohabitacji wzrasta właśnie wtedy, gdy obniżają się współczynniki zawierania małżeństw[6].

Druga przyczyna to niechęć społeczeństwa do ujawniania faktu kohabito- wania – z powodów religijnych, społecznych i obyczajowych. Gdyby ukazywać Polaków tylko w wymiarze deklarowanych wartości i orientacji rodzinnych, Polska okazałaby się krajem homogenicznym. Badania, które bazują na de­klarowanych wyborach, sugerują, że małżeństwo i rodzina są bardzo ceniony­mi wartościami. W opinii większości respondentów (79,3%) już sama decyzja zawarcia małżeństwa w sposób zgodny z obowiązującymi normami prawnymi jest wyrazem jego poważnego potraktowania. Za formalnym zawieraniem mał­żeństwa przemawiają również takie argumenty jak dobro potomstwa (64%), poszanowanie istniejącej w tym zakresie tradycji (48%) czy romantyczny cha­rakter rytuału ślubu i wesela (42%). Znaczenie małżeństwa i rodziny dla Po­laków ujawnia się jeszcze wyraźniej, gdy ich postawy wobec tych wartości po­równa się z postawami przedstawicieli innych społeczeństw europejskich. Ba­dania „Europejskie Systemy Wartości” (EVS), przeprowadzone na początku pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku w dwudziestu siedmiu krajach, przyniosły następujące wyniki: rodzinę jako wartość najważniejszą w osobistej hierarchii wartości wymieniło ponad 90% Polaków ankietowanych w ramach drugiej serii EVS[7]; większość, bo blisko 77% badanych uznało też, że mał­żeństwo nie jest instytucją przestarzałą; na wysokich pozycjach uplasowały się również takie wartości jak wierność (78%), wzajemny szacunek (76,8% wskazań) i posiadanie dzieci (55,3%)[8].

Jeżeli jednak przyjrzymy się konkretnym, np. demograficznym zachowa­niom Polaków w sferze małżeńsko-rodzinnej, odkrywamy daleko idącą nie­spójność.

W świetle danych spisowych z 2002 roku, liczba osób żyjących w związ­kach partnerskich wynosiła 396 tysięcy i wzrosła o 48% w porównaniu do roku 1978[9], przy czym największą liczbę takich związków tworzą kawalerowie (ok. 52%) i panny (49%), następnie osoby rozwiedzione (34% mężczyzn, 30% ko­biet), osoby pozostające w związku małżeńskim (8% mężczyzn, 6% kobiet) i stosunkowo rzadko osoby owdowiałe (5% mężczyzn, 14% kobiet)[10].

Istotną zmienną demograficzną charakteryzującą kohabitantów jest ich wiek, gdyż pozwala określić, w jakiej fazie cyklu życia się znajdują. Bada­nia prowadzone w krajach zachodnich wskazują jednoznacznie, że najczęściej kohabitują ludzie młodzi w wieku do 30 lat, aczkolwiek wyraźny jest także wzrost kohabitacji wśród osób rozwiedzionych i stanu wdowiego[11]. W wielu krajach zauważa się również nową tendencję, która sprzyja kohabitacji, a jest nią przedłużanie pobytu w domu rodziców wśród osób grubo powyżej 30 lat. Taki fenomen określa się terminem „crowded nest” (zatłoczone gniazdo)[12]. Nowe badania spisowe odkrywają ważną zmianę, która wyraża się tym, iż następuje wyraźne „odmłodzenie” kohabitacji w porównaniu z badaniami mi- krospisowymi z 1995 roku. W roku 1995 ludzie młodzi (do 29 roku życia) stanowili tylko 18,9% ogółu kohabitujących[13], podczas gdy w roku 2002 na­stąpił wzrost do 29%[14]. Wzrost kohabitacji w tej grupie wiekowej, w której tradycyjnie formowało się małżeństwo, pozwala wysuwać przypuszczenie, że forma ta powoli staje się jeśli nie alternatywą wobec małżeństwa, to fazą po­przedzającą zawarcie formalnego związku, nowego rodzaju „narzeczeństwem”, „chodzeniem ze sobą”. Nie tyle bowiem mamy do czynienia z odrzuceniem fazy narzeczeństwa, ale ze zdefiniowaniem go na nowo, właśnie w formie kohabita­cji. Jeśli weźmiemy pod uwagę odsetek kohabitujących wśród ogólnej liczby osób mieszkających razem (związki małżeńskie i nieformalne) to okaże się, że jest on również wyższy w młodszych grupach wiekowych niż w grupach starszych[15].

Jak wskazują dane spisowe, odsetki kohabitantów różnicują się, jeśli wziąć pod uwagę ich wiek, płeć i miejsce zamieszkania. Kobiety częściej niż męż­czyźni kohabitują w młodszych grupach wieku (do 29 lat), natomiast odsetek kohabitujących mężczyzn systematycznie wzrasta po 30 roku życia.

W porównaniu do danych z roku 1995 (ok. 30%), w roku 2002 obserwujemy wyraźny wzrost poziomu wykształcenia kohabitujących. Połowa kohabitantów (50,1%) legitymuje się co najmniej średnim poziomem wykształcenia, w tym wyższym – 12%. Widoczne są różnice pomiędzy wsią a miastem (odsetki te wynoszą odpowiednio: 5,6% i 14,7%). Wykształcenie średnie posiada 38,1% kohabitantów, przy czym na wsi 28%, a w mieście 42,3%[16].

Zarysowane ogólnie zmiany w sferze małżeńsko-rodzinnej w skali całego kraju upoważniają do zadania pytania o przebieg interesujących nas zjawisk w przekroju regionalnym[17] i wojewódzkim. W celu zobrazowania przestrzen­nego zróżnicowania „zaawansowania” (natężenia) tzw. ponowoczesnych prze­mian rodziny, Krystyna Siany stworzyła „syntetyczny wskaźnik zachowań po- sttradycyjnych”19 dla regionów oraz województw. Wskaźnik ten budowano, biorąc pod uwagę: odsetek ludności w wieku 15 i więcej lat w związkach part­nerskich, odsetek rodzin partnerów, odsetek matek z dziećmi, odsetek urodzeń pozamalżeńskich, poziom rozwodów i separacji. Dla każdego województwa dys­ponowano także ekonomiczno-społecznymi wskaźnikami, takimi jak: PKB na jednego mieszkańca w zł[18], stopa bezrobocia, odsetek ludności posiadającej co najmniej średni poziom wykształcenia.

Najniższe natężenie zachowań post tradycyjnych występuje w wojewódz­twach na ścianie wschodniej, najwyższe – w rejonach północnych i północ­no-zachodnich. Nie można w prosty sposób wskazać powiązania między zacho­waniami posttradycyjnymi a wskaźnikami ekonomicznymi. Niezwykle istotne

jest też uwzględnienie specyfiki deklarowanych wartości (co znajduje swój wyraz także w poparciu określonych opcji politycznych), w znacznym stopniu uwarunkowanych przez tradycję i historię danego regionu.

Wracając do wspomnianej powyżej rozbieżności między deklaracjami o war­tości rodziny i znaczeniu małżeństwa a rzeczywistością, pierwszym wyjaśnie­niem jest przesunięcie akcentu w spojrzeniu na małżeństwo i rodzinę – z wy­miaru instytucjonalnego na indywidualno-prywatny. Jest ono wynikiem na­silania się procesów modernizacji, sekularyzacji i indywidualizacji. W obra­zie, który wskazywałby na utrzymywanie się w naszym społeczeństwie mode­lu zunifikowanych wyborów aksjologicznych[19], podtrzymywanego przez wpły­wy religii i tradycji narodowej, pojawiają się z coraz większą siłą nowe ak­centy, świadczące o stopniowym wypieraniu cech tego tradycyjnego modelu przez konkurencyjny model zindywidualizowanych wyborów aksjologicznych[20], charakterystyczny dla ponowoczesnego społeczeństwa. Wpływy tego modelu ujawniają się w głównej mierze na płaszczyźnie postaw wobec małżeństwa i prokreacji. Sfera ta jest traktowana jako bardzo prywatna. W odniesieniu do małżeństwa bardzo poważnie kwestionowana jest taka jego cecha jak nie­rozerwalność, a także – chociaż na razie w mniejszym stopniu – potrzeba formalizacji. Kohabitacja nie jest zobowiązaniem „do śmierci”, w przeciwień­stwie do przysięgi i jej wagi społecznej i religijnej składanej w małżeństwie, które pomimo normatywnie określonego charakteru staje się formą nietrwałą.

Wolicjonalny charakter związku jest wyraźnie eksponowany i trwa, dopóty istnieje wola strony lub obu partnerów i związek jest funkcjonalny (wygoda, miłość, seks, korzyści ekonomiczne) dla partnerów.

Drugie wyjaśnienie wiąże się z pierwszym, daje nam jednak w większym stopniu możliwość zaobserwowania swoistego pęknięcia moralności Polaków. Możemy to dostrzec, gdy poddaje się eksploracji poziom aprobaty członków naszego społeczeństwa dla zachowań niemieszczących się w ramach „tradycyj­nego” podejścia do małżeństwa i rodziny, takich np. jak kohabitacja, samot­ne macierzyństwo z wyboru, dobrowolna bezdzietność czy rozwody. Zwłasz­cza rozwód jako forma rozwiązania małżeństwa zyskuje powszechną aprobatę i świadczy o nasilaniu się sekularyzacji, co sugeruje, że także m.in. akcepta­cja dla kohabitacji może wzrastać. Z badań przeprowadzonych w 2001 roku wynika, że zdecydowany sprzeciw wobec tego typu związku ujawnia jedynie niewielki odsetek Polaków – niespełna 15% uczestników badania dotyczącego postaw i zachowań prokreacyjnych młodego i średniego pokolenia Polek i Polaków, 8% uczestników badania „Postawy Polaków wobec rodziny”[21] i podobny odsetek (11,9%) studentów polskich wyższych uczelni[22]. Statystyczna większość ją aprobuje, ale – i to jest nadzwyczaj istotne – często pod pewnymi wa­runkami (np. zakładając, że będzie ona stanowić tylko wstęp do małżeństwa, a nie jego trwałą alternatywę lub że jej istnienie nie wpłynie negatywnie na sytuację psychospołeczną dzieci zrodzonych w takim nieformalnym związku).

Perspektywy

 

(…) jeśli już chodzi o związki, to staliśmy się tak wymagający, że te związ­ki prawie nie mogą istnieć! (…) jeśli oboje partnerzy są zbyt wymagający, jeśli każde z nich oczekuje, że drugie będzie żyło w jego czy jej świecie, że zawsze dołączy się do jego czy jej wybranych zajęć, to nieuchronnie zaczyna się wielka bitwa na ego.

Redfield

Jak przewidują demografowie, proces radykalnych przemian modelu rodzi­ny nie zakończył się i nadal będzie kontynuowany[23]. Obserwujemy stopniowe przechodzenie od homogenicznego do heterogenicznego modelu rodziny, któ­rego jednym z przejawów są właśnie związki kohabitacyjne. W świetle badań niekoniecznie jest to forma konkurująca z małżeństwem; jak już wspomniano, najczęściej traktowana jest jako wstęp do niego. Najczęściej przytaczanym powodem akceptacji kohabitacji jako stylu życia jest uznanie jej za test na właściwy dobór partnerów i szanse ich zgodnego pożycia.

Czy jednak w wypadku „testowania” mamy większe szanse uniknięcia owej bitwy na ego? Wśród głównych przyczyn akceptacji jest też przekonanie, że kohabitacja wymaga mniejszego zaangażowania emocjonalnego w związek, a tak­że argument, iż nie wymaga ona od partnerów takiej wierności jak w związku małżeńskim. Trzeba też uwzględnić wspomniany wcześniej jej wyraźnie pod­kreślany wolicjonalny charakter i przekonanie, że daje ona partnerom więcej wolności. W tej sytuacji nietrwałość wydaje się istotną cechą kohabitacji. Badania wskazują, że związki osób uwikłanych w kohabitację – zarówno nie­formalne, jak i formalne – są nietrwałe[24]. Spośród małżeństw poprzedzonych kohabitacją wiele kończy się rozwodem[25]. Przyczyn tego stanu rzeczy można dopatrywać się w charakterystyce społeczno-demograficznej osób wchodzą­cych w te związki – często są to osoby biedniejsze, gorzej wykształcone – lub w ich cechach osobowościowych. Istotniejsze są jednak bardziej liberalne „z góry” postawy w stosunku do małżeństwa i rozwodu, a także cel samej kohabitacji – testowanie/sprawdzanie życia razem, często też mniejsze zaan­gażowanie w związek. Wskazuje się, że kohabitacja przyciąga osoby, które bardziej są skłonne do rozstania, jeśli związek nie funkcjonuje zgodnie z ich oczekiwaniami. Tę postawę łatwo przenieść na związek małżeński i raczej nie sposób poprzeć tezy, że kohabitacja przedmałżeńska zwiększa szanse na sta­bilne i satysfakcjonujące małżeństwo.

Wśród odrzucających kohabitację również znacznie większy odsetek pod­kreśla mniejsze zaangażowanie i wyższy poziom niepewności niż wyraża prze­konanie, że jest ona moralnie zła. Dodatkowo towarzyszy temu świadomość, że takie związki są rzadziej akceptowane społecznie. Te charakterystyki koha­bitacji, które skłaniają do wejścia w taki związek, mogą przyczyniać się też do jego rozpadu. W sytuacji, gdy nie jesteśmy pewni, czy partner jest tym właściwym, a małżeństwa były lub nadal są (jak w Polsce) kosztowne, ko­habitacja stała się alternatywnym (tańszym) wzorem formowania związków. Kohabitacja małżeńska ma długą tradycję w Skandynawii i nierozerwalnie wraz z małżeństwem formalnym wpisana jest w historię tego regionu. Inna przyczyna to cechy osobowościowe niektórych osób, nie pozwalające im na zawarcie małżeństwa, które wymaga podjęcia definitywnej decyzji, formaliza­cji – strach przed instytucją czy księdzem, zobowiązania trwałości.

Badania amerykańskie pokazują, że pary kohabitacyjne w sposób bardziej partnerski podejmują decyzje odnoszące się do sfery seksualnej związku niż związki małżeńskie, które są tutaj bardziej tradycyjne i w których mężczyźni cechują się większą aktywnością od kobiet. Ponadto, jeśli w takim związku kobieta chce dominować, to rozpadnie się on o wiele szybciej w porówna­niu ze związkiem małżeńskim. Dla kobiet biednych związki małżeńskie są ko­rzystniejsze niż dla kobiet zamożnych. Kobiety dzielą wydatki z mężczyznami nawet w sytuacji, gdy mniej zarabiają, co niekorzystnie odbija się na ich pozio­mie autonomii. Partner lepiej zarabiający gromadzi nadwyżki dla siebie, dba o swój rozwój i zakup różnych „ekstra” dóbr. W parach kohabitacyjnych part­nerzy najczęściej mają oddzielne konta, w małżeństwie – wspólne. Odzwier­ciedla to również język potoczny – małżonkowie mówią: „nasze pieniądze”, kohabitujący: „moje pieniądze”. Jeśli nie istnieje taka zasada, to podważa to sens istnienia małżeństwa, które opiera się na zasadzie wzajemności, wspólnej gotowości tworzenia i budowania.

Właśnie finansowe aspekty związku kohabitacyjnego pozwalają przesądzać o przyszłości związku kohabitacyjnego. W kohabitacji immanentnie zawarte są dwa sprzeczne ze sobą zjawiska: rozmiar zaangażowania oraz relacja zależ­ność/niezależność. Decyzja o łączeniu kapitału, jego gromadzeniu i dokony­waniu wspólnych inwestycji (np. zakup mieszkania) jest sygnałem, że konflikt został rozwiązany na rzecz tworzenia wspólnoty. Para staje się całością.

Kohabitacja w porównaniu do małżeństwa traktowana jest jako instytucja mniej kompletna, chociaż realizuje często podobne funkcje. W percepcji spo­łecznej związki powinny być trwałe, solidne, legitymizowane i normatywnie określone.

Społeczne niedookreślenie tego rodzaju związków dramatycznie uwidacz­nia się w następujących sytuacjach, które generują konieczność podjęcia de­cyzji:

  1. zajście kobiety w ciążę,
  2. podział majątku po rozpadzie związku lub po śmierci partnera,
  3. ustalenie podziału kosztów mieszkania, powadzenia gospodarstwa, pła­cenia za wakacje, wychodzenia do kina, teatru, zakupu prezentów, przygoto­wania przyjęć it p.,
  4. sposób podejmowania decyzji – czy podejmowane są wspólnie,
  5. relacje z rodzinami i stosunek rodziny wobec partnera/partnerki,
  6. stosunek do dzieci, jeśli takie są (zwłaszcza te z poprzednich związków).

Szczególnie pierwsza z wymienionych sytuacji znacząco zwiększa presję na zawarcie małżeństwa i często wtedy para podejmuje decyzję o formalizacji związku.[26]

To, w jakim kierunku będą rozwijać się polskie rodziny, zależy przede wszystkim od ludzi młodych. Oni bowiem będą podstawą normotwórczą i wzo­rem dla następnych pokoleń.


[1] U. Beck, E. Beck-Gernsheim, Individualization. Institutionalized Individualism and Its So­cial and Political Consequences, London 2002.

[2] Z. Bauman, Ponowoczesność jako źródło cierpień, Warszawa 2002.

[3] G. Becker, Ekonomiczna teoria zachowań ludzkich, Warszawa 1990.

[4] Gospodarstwa domowe i rodziny 2002, GUS, Warszawa 2003, s. 19.

[5] K. Siany, Alternatywne formy życia malżeńsko-rodzinnego w ponowoczesnym świecie, Kra­ków 2002; E. Frątczak, Postawy i zachowania rodzinne i prokreacyjne młodego i średniego pokolenia kobiet i mężczyzn w Polsce (w:) Sytuacja demograficzna Polski. Raport 2001, Warszawa 2003.

[6] A.E. Duvander, The Transition from Cohabitation to Marriage, „Journal of Family Issues” 1999, tom 20, nr 5, s. 698.

[7] J. Poleszczuk, Rodzina, małżeństwo i prokreacja: racjonalizacja strategii reprodukcyjnych (w:) A. Jasińska-Kania, M. Marody (red.), Polacy wśród Europejczyków. Wartości społe­czeństwa polskiego na tle innych krajów europejskich, Warszawa 2002, s. 266.

[8] J. Poleszczuk, dz. cyt., s. 273.

[9]Według danych NSP z roku 1978 wyniosła 189 tysięcy, w 1988 – 250 tysięcy, a z danych Mikrospisu z roku 1995 – ponad 310 tysięcy.

[10] Ludność. Stan i struktura demograficzno-społeczna 2002, GUS, Warszawa 2002.

[11] W porównaniu z rokiem 1988 w roku 2002 w każdej grupie wieku wystąpił wzrost odsetka panien i kawalerów; w wieku powyżej 50 lat wzrósł on z 4,3% do 6,5%. Nie znaczy to jednak, że osoby te są „czystymi singlami”, gdyż de facto mogą pozostawać w związkach nieformalnych. Biorąc pod uwagę newralgiczny dzisiaj wiek 30-34 lat dla określenia stanu cywilnego, należy wskazać, iż w roku 2002 prawie 14% kobiet w tej grupie wieku było de iure pannami, zaś w roku 1988 – 9%. Odpowiedni odsetek dla mężczyzn wynosi zaś: 25% i 18% (Ludność…, 2003).

[12]K. Siany, Alternatywne formy życia malżeńsko-rodzinnego w ponowoczesnym świecie, Kra­ków 2002.

[13]K. Siany, Alternatywne formy życia malżeńsko-rodzinnego w ponowoczesnym świecie, Kra­ków 2002, s. 187.

[14]K. Siany, Związki partnerskie w Polsce w świetle NSP 2002, „Małżeństwo i Rodzina” 4/2004.

[15]K. Siany, Związki partnerskie w Polsce w świetle NSP 2002, „Małżeństwo i Rodzina” 4/2004.

[16]Badania zagraniczne dowodzą, że najczęściej kohabitują osoby z najwyższym i najniższym poziomem wykształcenia, lecz o fakcie kohabitacji częściej informują osoby legitymujące się niższym niż wyższym poziomem wykształcenia (K. Siany, Alternatywne formy życia malżeńsko-rodzinnego w ponowoczesnym świecie, Kraków 2002, s. 184).

[17] Według GUS w Polsce wyróżnia się następujące regiony: północno-zachodni (woj. zachodniopomorskie, lubuskie, wielkopolskie), region północny (woj. pomorskie, warmińsko-mazurskie, kujawsko-pomorskie), region centralny (woj. mazowieckie, łódzkie), region południowo-zachodni (woj. dolnośląskie, opolskie), region południowy (woj. mało­polskie, śląskie) i region wschodni (woj. podlaskie, lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie).

[18]Źródłem tych danych jest GUS: http://www.stat.gov.pl/dane_spol-gosp/. Ze względu na dane NSP 2002 obrazujące zmiany w typach rodzin, wszystkie dane pochodzą z roku 2002.

[19] Sytuacja, gdy wszyscy lub zdecydowana większość członków zbiorowości społecznej apro­buje te same określone wartości i kieruje się nimi w swoich wyborach.

[20] Jest to sytuacja, gdy brak jest wyraźnie zarysowanego społecznego układu odniesienia ak­sjologicznego. Jednostki podejmują wtedy decyzje na podstawie osobistego sposobu postrze­gania świata.

[21] E. Frątczak, Postawy i zachowania rodzinne i prokreacyjne młodego i średniego pokolenia kobiet i mężczyzn w Polsce, (w:) Sytuacja demograficzna Polski. Raport 2001, Warszawa 2003.

[22] K. Siany, Alternatywne formy życia malżeńsko-rodzinnego w ponowoczesnym świecie, Kra­ków 2002.

[23] Sytuacja demograficzna Polski. Raport 2001, Warszawa 2003, s. 115.

[24] A. Booth, D. Johnson, I. N. Edwards, Measuring Marital Instability, „Journal of Marriage and the Family” 45/1989.

[25]Manuel Castells podaje, że do 50% (M. Castells, The Power of Identity, Malden 1997). Część badaczy nie zgadza się tak wysokimi odsetkami (W.G. Axinn, A. Thornton, The Relationship between Cohabitation and Divorce: Selectivity or Casual Influence?, „Demo­graphy” 29/1992), niemniej nie sposób zaprzeczyć, obserwując założenia kohabitacji i dane o rozpadach związków, że sprzyja ona swoistemu „recyklingowi małżeńskiemu”.

[26] Znamienne jest, iż kohabitujący coraz częściej stają się rodzicami – posiadają dziecko z aktu­alnego lub z poprzedniego związku. Zauważa się, że kobiety „single” będące w ciąży częściej decydują się na kohabitowanie aniżeli zawarcie małżeństwa z ojcem dziecka do czasu jego urodzenia. W tradycyjnym i modernizacyjnym typie społeczeństwa dążyły do szybkiego zawarcia małżeństwa przy ogromnej presji rodziny i wspólnoty, w której żyły.

Artykuł jest w numerze:



Od zakochania do pełni miłości

Zobacz numer »

KUP NUMER

Spis Treści

Dodatek teofila

  • Rytuał sakramentu małżeństwa

Philospohia viva teofila

    Spory, dyskusje, polemiki teofila

      Rozmowa teofila

        Ankieta teofila

          Artykuły teofila

          • Komentarz do liturgii sakramentu małżeństwa
            Dominik Jurczak OP
          • Przysięga małżeńska – czy wiem, co ślubuję?
            ks. Jacek Konieczny
          • O wspólnym mieszkaniu przed ślubem
            Krystyna Slany, Magdalena Ślusarczyk
          • Granice przyzwoitości w narzeczeństwie
            Małgorzata Wałejko
          • Zrozumieć seksualną pokusę
            Ksawery Knotz OFMCap
          • Czego warto nauczyć się w czasie narzeczeństwa?
            Jerzy Grzybowski
          • O singlach
            Maciej Roszkowski OP
          • Miłość – ekstaza przyjaźni
            Joachim Badeni OP
          • Jak ożywiać miłość?
            Zbigniew Nosowski
          • Ożywiać zakochanie czy miłość?
            ks. Marek Dziewiecki
          • Między zakochaniem a miłością
            Jacek Pulikowski
          • Nadać sens narzeczeństwu
            Mirosław Pilśniak OP

          Horyzonty teofila

            Dominikalia teofila

              Wykład teofila

                Poezja teofila

                  inne