Reforma bez odnowy ? Liturgia po Soborze Watykańskim II


Marek Rojszyk OP

n9_i1
 

P

onad trzydzieści lat, które upłynęło od reformy liturgii, to czas zbyt krótki, by w pełni urzeczywistnić zamierzenia Soboru, a jednocześnie wystarczająco długi, by osłabła pierwotna gorliwość i wiele z tych zamierzeń poszło w zapomnienie. Zadowolenie z reformy (lub w wielu przypadkach niezadowolenie) może dodatkowo przysłonić potrzebę i konieczność liturgicznej odnowy, która jest podstawową troską Soboru i której reforma ma służyć. Słuszne jest chyba przekonanie, że pewien kryzys w liturgii, jaki obecnie przeżywamy, wypływa przede wszystkim z tego, że tak wiele soborowych postulatów czeka na realizację, a wiele też zrealizowano w sposób, wydaje się, niezgodny z podstawowymi założeniami Soboru odnośnie do tej dziedziny. Bardzo często pociąga to za sobą złe i widoczne dla wielu z nas skutki. Zwykle jednak, za sprawą przyzwyczajenia, przestajemy zwracać na nie uwagę i stają się one dla nas czymś normalnym do tego stopnia, że nie widzimy potrzeby żadnych zmian. Często wierni, nie z własnej winy, nie poczuwają się do odpowiedzialności za liturgię, traktując ją jako dzieło księdza i hierarchii kościelnej, przyjmując po prostu podaną formę. Problem zaczyna się wtedy, gdy hierarchia, która rzeczywiście odpowiada za sposób celebracji liturgii, nie troszczy się o wychowanie liturgiczne wiernych lub może bardziej o należyty sposób sprawowania liturgii. Wydaje się, że brak wrażliwości liturgicznej nie jest, po prostu, brakiem wrażliwości artystycznej, ale jest przede wszystkim brakiem w wychowaniu, które Sobór mocno podkreśla. Tak często możemy spotkać się w czasie liturgii z niedbałością, brakiem należytej powagi, pośpiechem, złą i nieuprawnioną dowolnością ze strony kapłanów. Jan Paweł II w czasie wizyty ad limina biskupów amerykańskich przypomina: „Kapłan, który jest sługą liturgii, a nie jej wynalazcą czy twórcą, jest szczególnie odpowiedzialny w tym względzie, by nie pozbawić liturgii jej prawdziwego znaczenia lub nie przysłonić jej sakralnego charakteru.”1 Obserwując sposoby sprawowania liturgii można czasem odnieść wrażenie, że nie jest ona szczytem i źródłem Kościoła, jak czytamy w Konstytucji o Liturgii Świętej, lecz pewnym dodatkiem. Dlatego przemyślenia wymagają takie problemy: jak, brak instytutów czy ośrodków prowadzących badania nad liturgią, czy zbyt mała ilość czasu, jaki poświęca się w seminariach na kształcenie w tej dziedzinie, tak praktyczne jak i teoretyczne. Formacja przyszłych kapłanów ma znaczenie szczególne, gdyż to właśnie oni, przeniknięci duchem i mocą liturgii, mają być jej nauczycielami.2 Istnieją oczywiście wspólnoty, w których troska o liturgię jest obecna, w których realizuje się odnowa, jednak wciąż jest ich zbyt mało, nie ogarniają one wszystkich wspólnot parafialnych. Pełne, świadome i czynne uczestnictwo wiernych w celebracji, które Sobór poleca szczególnej trosce, pozostaje domeną nielicznych. W pewnej mierze wypływa to z ogólnego poziomu zaangażowania w życie religijne, jednak nie należy pomijać faktu wzajemnego oddziaływania liturgii i osobistej pobożności. Chciałbym podzielić się zaledwie kilkoma refleksjami na temat pewnych zjawisk obecnych dzisiaj w liturgii i krótko tylko wspomnieć o problemie związanym z samą reformą liturgii ostatniego Soboru.

 

Kontrowersje wokół reformy

Zamierzona przez Sobór reforma liturgii w wielu środowiskach do dziś jest tematem drażliwym, spotyka się z krytyką i ma wielu przeciwników. Nie chcę tutaj zatrzymywać się nad stanowiskiem skrajnych tradycjonalistów, którzy praktycznie w całości negują reformę i w wielu punktach krytykują ją bezpodstawnie i z przesadą, podpierając się np. autorytetem kardynała Ratzingera, tendencyjnie i wybiórczo traktując jego wypowiedzi. Przytoczę jeden przykład, z którym dość często się spotykam. Kardynał Ratzinger w wywiadzie z Peterem Seewaldem rzeczywiście mówi, że „wspólnota, która wszystko, co dotychczas było dla niej najświętsze i najszczytniejsze, ni stąd, ni zowąd uznaje za surowo zakazane (chodzi tu o zniesienie przedsoborowego rytu Mszy św.), a tęsknotę za tymi zakazanymi elementami traktuje wręcz jako nieprzyzwoitość, stawia samą siebie pod znakiem zapytania. Bo właściwie jak człowiek ma tu jej jeszcze wierzyć? Czy dzisiejsze nakazy nie staną się jutro zakazami?”3 Ale zaraz potem dodaje, że „zwykły nawrót do dawnych rytuałów nie byłby rzeczywistym rozwiązaniem. W ostatnich trzydziestu latach nasza kultura tak radykalnie się zmieniła, że liturgia odprawiana wyłącznie po łacinie musiałaby generować poczucie obcości, które dla wielu byłoby nie do przezwyciężenia.”4 Ten fragment jednak trudno spotkać wśród cytatów przytaczanych na łamach pism tradycjonalistycznych. Innym problemem jest fakt, że wskutek reformy łacina prawie całkowicie wyszła z użycia, co nie było zamierzeniem Soboru. Punktem najbardziej spornym i wzbudzającym największe kontrowersje pozostaje zniesienie tworzącego się przez wieki Mszału Piusa V i wprowadzenie nowego, ułożonego przez komisje liturgiczne. Chciałbym przytoczyć na ten temat dłuższą wypowiedź kardynała Ratzingera: „Ogłoszenie zakazanym mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii i jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Jak to już zdarzało się wiele razy w przeszłości, konieczność rewizji mszału była w pełni sensowna i całkowicie zgodna z dyspozycjami Soboru, przede wszystkim biorąc pod uwagę wprowadzenie języków ojczystych. Ale tym razem wydarzyło się coś więcej: burzono starożytną budowlę i tworzono inną, nawet jeśli używano do tego materiałów, z których zbudowana była stara konstrukcja i wykorzystując poprzednie plany. Nie było wątpliwości, że ten nowy mszał przyniósł w niektórych rzeczach rzeczywistą poprawę i wzbogacenie. Ale sam fakt, że był on przedstawiany jako nowa konstrukcja, przeciwstawiana tej, która uformowała się przez wieki historii, że zabraniano używania starego i w pewien sposób sprawiano wrażenie, że liturgia nie jest już żywym procesem, lecz produktem specjalistycznej erudycji i jurysdykcyjnej kompetencji, przyniósł nam wyjątkowo poważne starty. W ten sposób powstało rzeczywiście wrażenie, że liturgia jest «robiona», że nie jest czymś, co istnieje przed nami, czymś «danym», ale że zależy od naszych decyzji. Z tego wynika konsekwentnie, że nie tylko specjaliści i władza centralna mogliby podejmować decyzje w tej materii, lecz ostatecznie każda «wspólnota» mogłaby ustalić swoją własną liturgię. Gdy jednak liturgia jest czymś, co każdy sam tworzy, wtedy nie daje nam tego, co stanowi o jej autentycznej jakości: spotkania z tajemnicą, która nie jest naszym produktem, ale naszym początkiem i źródłem naszego życia.”5

Bardzo ważne jest to, że wiele nieodwracalnych szkód oraz ubocznych skutków wynikło z błędnego, wydaje się, zrozumienia zamierzeń Soboru. „Do uświadomienia jest również to, że nie wszędzie i nie wszystkim zmianom towarzyszyło konieczne wyjaśnienie i katecheza, czego rezultatem, w niektórych przypadkach było niezrozumienie prawdziwej natury liturgii, prowadzące do nadużyć, polaryzacji, a czasem nawet ciężkiego skandalu.” (AL, 2) Wiele zaleceń Soboru, co do których powinniśmy czuć się zobowiązani, poszło jakby w zapomnienie. A sama zmiana form, wprowadzenie języków narodowych, to przecież nie koniec odnowy, ale jej początek. Można natomiast odnieść wrażenie, że w wielu miejscach na tym poprzestano. Zakres wielu zmian, którego Konstytucja dokładnie nie określa, lecz pozostawia to władzom lokalnym, biskupom, (SC, 22, §2), często zdaje się wykraczać poza ogólnie podane zasady. A więc w przypadku reformy liturgii mamy do czynienia z dwoma problemami. Pierwszy dotyczy samej reformy, czyli istoty pewnych posunięć, które rzeczywiście mogą budzić wątpliwości, jak np. odwrócenie ołtarza, zmiana Mszału, w tym słów Przeistoczenia, układanie modlitw eucharystycznych, a o których Konstytucja nic nie mówi. Drugi zaś dotyczy sposobu i zakresu jej przeprowadzenia. Problemy te w pewnej mierze ciągle powinny być przedmiotem namysłu, choć pewne zmiany wydają się już nieodwracalne.

 

Sacrum czy „miła atmosfera”?

Z posoborowym okresem liturgii wiąże się często spotykane twierdzenie o jej desakralizacji. W wielu przypadkach jest ono niestety prawdziwe. Pytanie: sacrum czy „miła atmosfera” w sposób szczególny dotyczy wspólnot młodych ludzi, którzy zwykle w swoim gronie regularnie gromadzą się, by sprawować liturgię. W środowiskach takich istnieje niebezpieczeństwo kreowania liturgii według własnej miary i upodobań. Spotykane czasem próby stwarzania miłej atmosfery przez różnego rodzaju zabiegi w gruncie rzeczy mogą łatwo zasłonić prawdziwy sens liturgii. Hans Urs von Balthasar pisze wręcz, że „gdyby (…) wspólnota, zgromadzona dla oddania czci Bogu i wysławiania Go, miała coś innego na myśli, niż akt doskonałego uwielbienia i oddania siebie – na przykład własne zbudowanie czy też jakiekolwiek przedsięwzięcie, gdzie obok Pana, któremu ma składać hołd, ona sama chciałaby stać się tematem, byłoby to dziwne, choć bardzo naiwne oszukiwanie siebie.”6 I dalej cytując Balthasara: „Wykluczone jest na pewno wszystko to, co odwraca uwagę wspólnoty od Boga i Jego przyjścia i wzrok jej kieruje na nią samą – poza momentem rachunku sumienia, wyznania win i Domine non sum dignus; Cała uroczystość nabożeństwa, jeśli nie skierowuje serc i myśli ku Temu, którego wielbi jest złem, i to tym bardziej, w im większym stopniu uroczystość nabożeństwa oddala się od jego przedmiotu i sama staje się ośrodkiem (…) Istnieją wspólnoty, które – być może nieświadomie – znacznie bardziej wielbią siebie niż Boga.”7 Spotkać się można ze stawianymi wobec liturgii wymaganiami, by była jak najbliższa życiu, jak najbardziej odpowiadała naszej wrażliwości i naszym sposobom przeżywania. Sacrum kojarzy się z obcością, z czymś odległym, niedostępnym. Próbuje się więc je jakoś złagodzić czy wręcz oddalić. Tymczasem liturgia z samej swej natury ma charakter sakralny, a więc jest czymś co nas przekracza, co nie jest i nigdy nie może być na naszą miarę. Sakralność liturgii, jej swoista „nieziemskość” jest czymś, co może nas pociągnąć ku Bogu i pomóc zobaczyć swoje życie w innym świetle i nie oznacza to w żadnym stopniu ucieczki ani oderwania od życia. „W (…) Sacrum, które się urzeczywistnia w różnych formach liturgicznych, może brakować jakiegoś elementu drugorzędnego, ale nie może być ono w żaden sposób pozbawione swojej istotnej świętości i sakramentalności, które pochodzą z woli Chrystusa i są przekazywane i strzeżone przez Kościół. (…) Oderwane od swojej ofiarniczej i sakramentalnej istoty Mysterium eucharystyczne po prostu przestaje być sobą. Nie przyjmuje żadnej «świeckiej» imitacji. Taka imitacja bardzo łatwo – jeśli nie wręcz z reguły – staje się profanacją. O tym trzeba zawsze pamiętać, a chyba zwłaszcza w naszych czasach, w których obserwujemy skłonność do zacierania granic pomiędzy sacrum a profanum na tle ogólniejszej (przynajmniej w niektórych stronach) dążności do desakralizacji wszystkiego.”8

 

Piękno i profesjonalizm

Zagadnienie to nie wiąże się w ścisły sposób z reformą liturgii, ale niewątpliwie dotyczy sfery jej odnowy. Sztuka jako jeden z najważniejszych elementów kultury, jako nośnik prawdy i piękna, zawsze, w sposób nieodłączny, była związana z liturgią i z liturgii najczęściej wyrastała. Przez wieki największe dzieła sztuki powstawały w Kościele, a sama twórczość artystyczna była drogą do świętości, jak to było w przypadku chociażby Fra Angelico. Dzisiaj jest inaczej. Kryzys kultury, kryzys piękna nie ominął również Kościoła. Dziś sztuka ma szokować, przerażać, dziwić lub śmieszyć, ale raczej nie zachwycać. Kicz w sztuce sakralnej stał się czymś normalnym, codziennym. Często uważa się, że stare formy nie przemawiają już do współczesnego człowieka. Dlaczego więc zwiedzamy średniowieczne katedry, oglądamy starożytne freski, zabytkowe rzeźby, obrazy? Dlatego, że są piękne, dlatego, że zachwycają i porywają, choć czasami mogą być niezrozumiałe. Problemem nie jest z pewnością zużycie starych form ale fakt, że dziś już prawie nikt nie potrafi ich wypełnić, sprostać ich wymaganiom. Wskutek tego, w miejscu piękna pojawia się pospolitość, trywialność czy po prostu kicz, a tłumaczy się to tym, że kościół to nie galeria, sala koncertowa itp. Rzeczywiście, ale to przecież nie oznacza, że jest miejscem na „byle co” i „byle jak”. Warto przytoczyć tu, po raz kolejny, słowa Balthasara: „Jeśli któreś pokolenie nie jest w stanie stworzyć prawdziwych obrazów religijnych dla Kościoła, niech nie mówi, że nagie ściany pozwalają skuteczniej koncentrować umysł na tym, co istotne. Jeśli staliśmy się ludźmi małego formatu, nie wolno nam dążyć do sprowadzenia tajemnicy, którą czcimy, do naszych własnych wymiarów.”9 Z problemem piękna dość znacząco wiąże się problem profesjonalizmu. Bez wątpienia tego również brak w naszych kościołach. Dość dziwne jest np. to, że zawodowi muzycy zajmujący się muzyką sakralną, która zresztą często funkcjonuje poza liturgią (uwzględnić należy fakt, że nie każdy rodzaj muzyki sakralnej jest muzyką liturgiczną), poświęcają jej godziny, dni i tygodnie pracy, by wykonać ją na … koncertach lub płytach. A ile czasu i zaangażowania wkłada się w muzykę wykonywaną w czasie liturgii? Kogo angażuje się do jej wykonywania? Nierzadko można spotkać organistów, którzy nie umieją grać lub śpiewać i to nie w wiejskich parafiach, ale także w katedrach. A przecież śpiew jako nieodzowna i integralna część uroczystej liturgii (SC, 112) powinien być otoczony szczególna troskliwością, co zresztą Sobór usilnie poleca (SC, 114). Tymczasem rozdział VI Konstytucji dotyczący muzyki sakralnej jest, wydaje się, najbardziej zaniedbany.

 

Uczestnictwo, rozumienie, przeżywanie

Największą chyba troską Soboru, jeśli chodzi o reformę liturgii, było umożliwienie wiernym pełniejszego w niej uczestnictwa. Pierwszym ku temu krokiem było jedno z najbardziej nowatorskich posunięć Soboru czyli wprowadzenie języków narodowych do liturgii. Bez wątpienia fakt ten przyniósł wiele dobrych owoców, choć zakres w jakim dokonały się zmiany wydaje się dużo większy niż zamierzył Sobór. Łacina prawie w ogóle wyszła z użycia w liturgii, a wraz z nią „własny śpiew liturgii rzymskiej”, czyli chorał gregoriański, który powinien zajmować „pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu” (SC, 116-117). Motyw uczestnictwa wiernych w liturgii pojawia się w Sacrosanctum Concilium dość często (11, 14, 19, 30, 48, 113, 124), jednak troska o jego urzeczywistnianie przebiega często w złym kierunku, po najmniejszej linii oporu. Niebezpieczeństwo jest bowiem takie, że w imię uczestnictwa będziemy przykrajać liturgię do naszych własnych wymiarów i możliwości. Tą drogą zaś możemy dojść do tego, że ksiądz będzie odprawiał Mszę własnymi słowami (spotkałem się z tym osobiście), by była bardziej przystępna dla ludzi. Tutaj można jeszcze raz wspomnieć o nieuprawnionej dowolności w zakresie celebracji. Tymczasem Sobór wyraźnie stwierdza, że nikomu, nawet kapłanowi, nie wolno na własna rękę niczego dodawać, ujmować lub zmieniać w liturgii (SC, 22). Jan Paweł II zaś dodatkowo przestrzega: „Wymaganie wierności obrzędom i autentycznym tekstom liturgicznym jest wymaganiem lex orandi, które zawsze musi odpowiadać lex credendi. Brak wierności w tym zakresie może także dotknąć samej ważności sakramentów.”10 Wiele dziedzin wymaga znalezienia odpowiednich rozwiązań. Trudno np. uczyć wiernych łaciny, ale praktyka dwujęzycznych mszalików jest już jakimś rozwiązaniem. Przy założeniu jednak, że nie ma znaczenia, w jakim języku sprawuje się liturgię (a jest to złe założenie; co do języka patrz SC, 36, 54, 63, 101), problem przestaje istnieć, przynajmniej w tym względzie, bo są przecież inne dziedziny, w których redukcja jest możliwa. Redukowanie liturgii w jej symbolach, znakach prowadzi do wielu zniszczeń, a nawet do zagubienia jej istoty. Jedynym antidotum wydaje się być próba sprostania jej wymaganiom. To jednak jest wyzwanie trudne, wymagające nakładu sił, trudu wprowadzania w liturgię, katechezy (o czym poniżej). Ponadto często boimy się w liturgii czegokolwiek, co mogłoby być zbyt trudne dla wiernych, w co nie mogliby się aktywnie włączyć. Zapominamy o tym, że słuchanie, to również aktywność, również uczestnictwo. „Aktywne uczestnictwo oczywiście oznacza, że w geście, słowie, pieśni i służbie wszyscy członkowie wspólnoty biorą udział w akcie kultu, który nie jest tylko czymś biernym i obojętnym. Mimo to aktywne uczestnictwo nie wyklucza aktywnej bierności milczenia, bezruchu i słuchania: przeciwnie, zakłada je. Wierni nie są pasywni, na przykład, gdy słuchają czytań lub homilii, czy następnie modlitw celebransa, śpiewu oraz muzyki liturgicznej. Są to doświadczenia milczenia i bezruchu, ale one są na swój sposób głęboko aktywne. W kulturze, która ani nie preferuje ani nie popiera medytacyjnego spokoju, tylko z trudem uczy się sztuki wewnętrznego słuchania.” (AL, 4) Uczestnictwo, pełne, czynne i owocne jako podstawowa troska Soboru, powinno być również podstawowym przedmiotem katechezy. Z zagadnieniem uczestnictwa wiąże się poruszane nieraz pytanie o wagę rozumienia i przeżywania, o ich wzajemny stosunek. Pomocą może być tutaj porównanie sposobu celebracji liturgii w Kościele Zachodnim i Wschodnim. Nieco upraszczając, powiedzieć można, że Kościół Zachodni na pierwszy plan wysuwa rozumienie, dlatego celebracja, dość „sucha” i powściągliwa, jest bardziej nastawiona na słowo. W Kościele Wschodnim zaś ważniejsze wydaje się przeżycie, co owocuje większą ilością znaków, obrazów, symboli, pełnym zaangażowaniem zmysłów. Oczywiście rozumienie i przeżywanie nie wykluczają się ze sobą, przeciwnie, wzajemnie się wzmacniają. Pełniejsze przeżycie pozwala lepiej zrozumieć, a lepsze rozumienie pozwala pełniej przeżyć. Warto pamiętać o tym celebrując liturgię.

 

Liturgia i katecheza

Systematyczna katecheza dorosłych jest dziś dla Kościoła niezbędna. Musi ona dotyczyć zarówno świeckich jak i kapłanów (SC, 11, 14, 18, 19, 35). Liturgia, jako naturalne środowisko wiary (lex orandi lex credendi) potrzebuje jej w sposób szczególny. Kardynał Ratzinger mówi o tym bardzo dosadnie: „Dla Kościoła jest dramatycznie konieczne odnowienie świadomości liturgicznej (…) potrzebujemy nowego ruchu odnowy liturgicznej, który przywróci do życia prawdziwe dziedzictwo Soboru Watykańskiego II.”11 Właśnie owo dziedzictwo wydaje się najbardziej zapoznane, w czym tkwi źródło większości problemów. I dlatego ono szczególnie powinno być objęte katechezą. Wciąż istnieje potrzeba kompetentnych i wykształconych w tej dziedzinie ludzi (SC, 15), którzy mogliby takie katechezy prowadzić, uzdalniać do właściwego przeżywania liturgii. Katecheza liturgiczna jest o tyle wymagająca, że nie może odbywać się przy okazji liturgii, jak to się często zdarza, lecz potrzebuje osobnej formy. Jan Paweł II we wspominanym wyżej przemówieniu mówi o tym w ten sposób: „świadome uczestnictwo wzywa całą wspólnotę by była właściwie pouczona o tajemnicach liturgii, żeby doświadczenie kultu nie było zdegenerowane do formy rytualizmu. Ale to nie oznacza stałej próby otwartego mówienia wewnątrz liturgii o tajemnicach, ponieważ to często prowadzi do przegadania i swobody, które są obce dla Rytu Rzymskiego, a ostatecznie do trywializacji aktu kultu.” (AL, 4) Katecheza liturgiczna musi ponadto wyrastać z systematycznych studiów nad liturgią i jednocześnie łączyć teorię i praktykę, a więc jeszcze bardziej wyrastać z doświadczenia i uczestnictwa w liturgii, bo tylko wtedy prawdziwie może w liturgię wprowadzać. Jeszcze raz zacytujmy Kardynała Ratzingera: „Liturgika jest po to, by wprowadzać człowieka w istotę święta i uroczystości, by czynić go zdolnym do misterium. Powinniśmy się tu uczyć nie tylko od Kościoła Wschodniego, lecz w ogóle od tych wszystkich religii, które wiedzą, że liturgia jest czymś innym niż wymyślanie nowych tekstów i rytuałów, że liturgia żywi się właśnie tradycją, którą nikt nie może manipulować.”12

 

Kierunek i nadzieja

Podstawowym i koniecznym kierunkiem odnowy liturgicznej jest urzeczywistnianie tego co Sobór zawarł w Konstytucji Sacrosanctum Concilium. Trzeba mieć ciągle świadomość, że w przeciwieństwie do reformy, odnowa dokonała się jednak w niewielkim stopniu, szczególnie we wspólnotach parafialnych. O ile reforma dotyczy wymiaru zewnętrznego, o tyle odnowa musi dotyczyć wewnętrznego nastawienia. „Wiele należy jeszcze zrobić, by kapłanom i wiernym dopomóc w zgłębianiu obrzędów i tekstów liturgicznych, w zakresie troski o godność i piękno nabożeństw i miejsc świętych, w zainicjowaniu, na wzór Ojców Kościoła, «katechezy mistagogicznej» sakramentów.”13 W niewielkim jednak stopniu podejmuje się działania w tym kierunku. Celebracja liturgii, w wielu miejscach, jakby zatrzymała się na pewnym, często niskim, poziomie i nie jest przedmiotem szczególnej troski. W tym względzie, przede wszystkim, musi dokonać się odnowa. „Zachodzi bowiem niesłychanie ścisły związek pomiędzy odnową liturgii a odnową całego życia Kościoła.”14 Sprawą do przemyślenia jest również stosunek do dobrze pojmowanej tradycji. Wydaje się bowiem, że często odchodzimy od własnych korzeni, skupiając się na wymyślaniu nowych form, często niezgodnych z duchem liturgii, zapominamy o tych, które w Kościele rozwijały się przez wieki. Modernizm zaś, w przypadku liturgii, jest jeszcze bardziej destrukcyjny niż skrajny tradycjonalizm. „Użycie miejscowych języków oczywiście otworzyło skarbiec liturgii dla wszystkich, którzy biorą w niej udział, ale to nie znaczy, że język łaciński a szczególnie śpiewy, które tak znakomicie są przystosowane do geniuszu Rytu Rzymskiego, mają być całkowicie porzucone.” (AL, 4)

Zawarte tutaj myśli to zaledwie zarys kilku problemów, z którymi można spotkać się na co dzień, obserwując życie liturgiczne polskich kościołów. Problemy te,jak i wiele innych, najczęściej wynikają z niewiedzy, z braku odpowiedniego wychowania. Studia liturgiczne, odpowiednia formacja przygotowujących się do kapłaństwa, katecheza mistagogiczna wiernych, tak dzieci, jak i dorosłych, to wciąż aktualne wyzwania, których podjęcie może przyspieszyć odnowę liturgii. Kierunek przeciwny wskazują nam w wielu przypadkach kościoły w krajach zachodnich. Jest to jednocześnie przestroga. Od naszego bowiem wysiłku, zaangażowania i działania w określonym przez Sobór kierunku, w dużej mierze zależą losy liturgii w naszych kościołach.

 


1 Przemówienie Jana Pawła II do Biskupów Kościoła w Waszyngtonie, Oregon, Montana, Idaho i na Alasce w czasie wizyty „ad limina” 9 .X.1998 (odtąd w tekście AL), 3 (wykorzystałem tekst z Internetu: http://praiseofglory.alabanza.com/jp2liturgy.htm).

2Por. Konstytucja o Liturgii Świętej Sacrosanctum Concilium Soboru Watykańskiego II (odtąd w tekście SC), 14.

3Kard. Joseph Ratzinger, Sól ziemi. Chrześcijaństwo i Kościół katolicki na przełomie tysiącleci, tłum. Grzegorz Sowinski, Kraków 1997, s.152.

4Tamże.

5Kard. Joseph Ratzinger, Moje życie. Wspomnienia z lat 1927-1977, tłum. Witold Wiśniowski, Częstochowa 1998, ss.132-133.

6 Hans Urs von Balthasar, W pełni wiary, tłum. Janina Fenrychowa, Kraków 1991, s.463.

7 Tamże, ss. 465-466.

8List Jana Pawła II, „Dominicae Cenae”, o tajemnicy i kulcie Eucharystii (24 lutego 1980), 8.

9Dz. cyt., s. 468.

10 List Apostolski Jana Pawła II, „Vicesimus quintus annus”, w 25 rocznicę ogłoszenia Konstytucji soborowej „Sacrosanctum Concilium” o Świętej Liturgii, 10.

11Moje życie, dz. cyt., s. 133.

12 Sól ziemi, dz. cyt., s. 153.

13 Vicesimus quintus annus, 21.

14Dominicae cenae, 13.

Artykuł jest w numerze:



Liturgia

Zobacz numer »

KUP NUMER

Spis Treści

Dodatek teofila

    Philospohia viva teofila

    • Antropologia mistyki według Edyty Stein
      Jacek Truszczyński OP
    • Teoria mikrokosmosu w pismach Hildegardy z Bingen
      Błażej Matusiak OP
    • Koncepcja Boga i Jego relacja do świata w Środowisku Bożym P. Teilharda de Chardin
      Paweł Matwiejczuk OP

    Spory, dyskusje, polemiki teofila

      Rozmowa teofila

      • Odejść od rytualizmu
        rozmowa z o. Mirosławem Pilśniakiem OP
      • Nade wszystko nie lubiłem chorału
        rozmowa z Marcinem Bornusem-Szczecińskim

      Ankieta teofila

        Artykuły teofila

        Horyzonty teofila

          Dominikalia teofila

          • Dominikańska Brevitas w świetle źródeł
            Błażej Matusiak OP
          • Czy chwaląc Boga należy posługiwać się śpiewem ?
            Św. Tomasz z Akwinu

          Wykład teofila

            Poezja teofila

              inne