Bądź jak sęp


  • Grudzień 11, 2018
Share this :   | | | |
Bądź jak sęp

 

W

ostatnim etapie podróży do Jerozolimy Jezus wprowadza uczniów w głębie ich serc i pokazuje, jak bardzo liczy się wewnętrzne pragnienie Boga, zwłaszcza w momentach, kiedy nie będzie się rozumieć tego, co się dzieje wokół.

 
Chodzi tutaj o mękę Chrystusa, którą zapowiada, i która zaraz ma się wydarzyć – to przekracza ludzkie (apostolskie) pojęcie, ale ma też na myśli Dzień Ostateczny. To pierwsze zdarzenie nie jest dla nas zaskoczeniem bo już się wydarzyło (dużo już wiemy, znamy homilie i komentarze), ale drugie ma nastąpić i na pewno przekroczy nasze ludzkie pojęcie. Wszyscy tak samo jedzą i piją, ale jedni będą wzięci do królestwa niebieskiego, a drudzy nie. Uczniowie nie rozumieją w jakim kluczu ma się to dokonać. Pytają Go gdzie w takim razie mają się zgromadzić ci wybrani w Dniu Ostatecznym? Jezus odpowiada im przysłowiem:
 

Gdzie jest padlina, tam gromadzą się i sępy. Łk17,37

 
Kładzie w nim akcent na wewnętrzną uwagę. Ci, którzy prawdziwie pragną i kochają Boga, będą czuli to Boże poruszenie, tak jak sęp wyczuje padlinę. Uważność nie jest skierowana tylko na nasze wnętrza, kontrolując postęp w wierze, w dobrych i złych uczynkach oraz przeprowadzając wnikliwy rachunek sumienia, ale uważność jest też skierowana na zewnątrz, gdzie mamy odpowiedzieć na wezwanie drugiego człowieka.
 
Czasami zauważamy lub czujemy, że coś się dzieje z kimś w naszym otoczeniu i może warto wyjść i się zapytać: co się dzieje? Może ktoś właśnie czeka na takie pytanie? Może warto docenić jakiś postęp lub dzieło za jakie jest odpowiedzialny? Może warto powiedzieć miłe słowo, bo wasza relacja na to czeka?
 
Przykładów jest pewnie wiele, a my się czasem boimy lub wstydzimy porozmawiać, zakładając że na pewno się mylimy, albo że wezmą nas za natręta lub dziwaka. Tym czasem sam gest niesie ze sobą najważniejszą treść: widzę Cię i nie jesteś dla mnie obojętny. Czasami wystarczy się po prostu o kogoś w ten sposób zatroszczyć. Bo jak mówi święty Jakub w liście:
 

Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. (Jk 2,17-18)

 
Ten rozdźwięk między wiarą a uczynkami odkrywa jeszcze jeden aspekt uwagi – my sami nie jesteśmy dobrymi kompasami. Czasem chcemy pomóc za bardzo, albo nie chce nam się wcale – grozi nam przesadny aktywizm lub zbytna bierność. Potrzebujemy gwiazd, żeby odnaleźć kierunek naszej żeglugi. Dlatego potrzebujemy zewnętrznej miarki, która jest dostosowana do indywidualnych zdolności – czyli Ducha Świętego, dzięki któremu będziemy sobie przypominali dokąd zmierzamy w naszym życiu. Jan Tauler, dominikański mistyk, w swoim kazaniu opisuje taki stan:
 

A jeśli wydaje ci się, że uczynki zewnętrzne, takie jak uczęszczanie do chóru czy obowiązujące cię posługi domowe, przeszkadzają ci w życiu wewnętrznym, wiedz, że przeszkadzają ci nie te uczynki, lecz tkwiący w nich nieład, polegający na tym, że w swojej miłości, pragnieniach i uczuciach nie szukasz samego Boga, jesteś rozproszony, niezrównoważony, a twego wnętrza On nie wypełnia. Tak, właśnie to ci przeszkadza, a nie zewnętrzne uczynki ani cokolwiek innego poza tobą samym.

 
Kiedy więc słuchamy swojego głosu sumienia i szczerze konsultujemy się z Duchem Świętym, czyli weryfikujemy nasze pragnienia i uczucia w odniesieniu do Boga, wtedy Miłość w naszym wnętrzu będzie nas pchała by podejść porozmawiać lub odejść i pomodlić się. W swoim liście święty Jakub pisze dalej, wskazując postać Abrahama:
 

Widzisz, że wiara współdziałała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała. (Jk 2,22)

 
Bo w każdym wypadku, niezależnie od formy reagowania, przede wszystkim chodzi o pragnienie Boga; o wiarę, a ona wyraża się w naszych działaniach, a przez działania udoskonalamy naszą wiarę. Droga do Jerozolimy to droga do zbawienia i idąc nią, kierowani pragnieniem, będziemy zbliżać się do królestwa Bożego, jak sępy do padliny, żeby się nasycić.

 


autor: Michał Wojtczyk OP

Leave a reply