Bywam kosmitą


  • Maj 02, 2018
Share this :   | | | |
Bywam kosmitą

 

P

amiętam rozmowę z moim dobrym kumplem (trzeba dodać, że to było długo zanim zacząłem studiować filozofię). Przebiegała ona mniej więcej tak: „Zobacz Daniel, jak byśmy tak zupę pomidorową, albo frytki, które tak lubimy, jedli codziennie to kiedyś by nam zbrzydło, a chleb jemy całe życie i nam się nie brzydzi…” – czysta filozofia.

 

Do dziś nie wiem dlaczego chleb się nie nudzi, ale doświadczyłem już monotonii i to w przeróżnych przestrzeniach mojego życia. Monotonia usypia, wprowadza znużenie, czy wysysa powietrze.

 

Jednym z wydarzeń, w którym uczestniczymy bardzo często, jest Eucharystia. Na Mszę chodzimy całe życie i wydaje mi się, że większość zna ją na pamięć, łącznie nawet z niektórymi modlitwami czy tekstami księdza, więc nic dziwnego, że może się znudzić, oraz że już mało co może zaskoczyć. I u mnie też tak bywa.

 

Któregoś dnia popatrzyłem na Mszę w inny sposób. Postawiłem siebie w roli kosmity, który nigdy nie był w kościele. Pojawia się na Mszy, którą widzi zupełnie pierwszy raz. Cała Msza wygląda jak wielkie wydarzenie wypełnione różnymi gestami, słowami i muzyką.

 

Zaczyna się wszystko w Imię Trójcy, jest zawiązanie wspólnoty, publicznie wypowiadamy swoje grzechy, mówiąc: spowiadam się Bogu i Wam bracia i siostry, że zgrzeszyłem. I to jest jakby przygotowanie to tego wszystkiego co ma się za kilka chwil wydarzyć. Towarzyszy temu takie napięcie jak np. przed oczekiwaniem wizyty ważnego gościa. Siadamy, czytamy Biblię, np. Listy Apostołów (można je czytać jak list pisany dzisiaj, który ma pozdrowienie, wstęp, rozwinięcie, zakończenie), śpiewamy Psalmy i pieśni. Później modlitwa wiernych, podczas, której modlitwą obejmujemy cały Kościół, łącznie ze zmarłymi, czyli łącznie ze światem istot duchowych.

 

Następnie jest przygotowanie stołu Eucharystii, po którym wszyscy kapłani podchodzą bliżej ołtarza, żeby jeszcze bardziej skupić całą uwagę Zgromadzenia na tym miejscu, na którym za chwilę wydarzy się coś bardzo ważnego. Śpiewamy razem z chórami anielskimi święty święty Pan Bóg zastępów, hosanna na wysokości, a wiadomo kiedy to było śpiewane – witamy Króla, który właśnie nadjeżdża. Następuje przeistoczenie i staje się Obecność. Zaczyna się trwanie razem z Chrystusem, tak jakby był jednym z tych kapłanów, którzy tam stoją i modli się razem do Boga Ojca.

 

Dalej modlitwa, którą zna każdy wyznawca Chrystusa, niezależnie od tego czy jest katolikiem, protestantem itd. To jest modlitwa, która nas łączy najbardziej, w jedną wielką rodzinę. I wszystko co się do tej pory wydarzyło było właśnie po to, żeby nastąpiła komunia, czyli maksymalne złączenie, potem chwila uwielbienia. Na końcu posłanie, by iść i opowiadać o tym co się właśnie wydarzyło, posłanie do tego, by głosić Dobrą Nowinę o Chrystusie.

 

To oczywiście duże uproszczenie z pominięciem wielu elementów Mszy, ale chodziło mi o spojrzenie, może już na „oklepane” rzeczy z taką ciekawością, jakby się to robiło pierwszy raz, a może tego być mnóstwo np. pacierz, liturgia, relacja z chłopakiem, dziewczyną, codzienna droga do pracy i wiele wiele innych.

 

Bądźmy czasem kosmitami.

Leave a reply