Czym jest muzyka?


Share this :   | | | |
Czym jest muzyka?

fragment książki DOMINIKANIE W CZASACH KRUCJAT, KATEDR I HEREZJI
Krystian Neścior OP 

 

 

Pobierz artykuł

Send to Kindle

 
 

„Wbrew temu, co można wnosić, na przykład, z muzyki Orffa, muzyka wcale nie bierze początku z rytmu barbarzyńskich bębnów i tańca wokół ognia, lecz z filozofii”1. Czasami wydaje się, że odpowiedź na pytanie, czym jest muzyka, jest banalnie prosta. Wikipedia podaje krotką definicję: „Muzyka – sztuka organizacji struktur dźwiękowych w  czasie”2. Kiedy chcemy poszerzyć naszą wypowiedź na ten temat, możemy wymienić elementy, które wchodzą w  skład muzyki: rytm, melodia, harmonia itd.

 

Muzyka ma za zadanie przekazywać coś więcej niż tylko dźwięki, melodie czy rytmy. Już dla starożytnych była odwzorowaniem porządku świata. „To zachwyt nad stosunkiem proporcji dźwięków, ich układem, który oddaje harmonię nie tylko własną, ale całego istnienia, zachwyt nad proporcjami, które dawały się ująć w obiektywnym porządku ścisłej wiedzy, otworzył Grekom oczy na nieskończone piękno i nieograniczone możliwości muzyki”5.

 
 

Ś

redniowieczna teoria muzyki

 

Pierwszym pytaniem postawionym przez filozofię było pytanie o ἀρχή – początek, przyczynę, zasadę. Księga Mądrości głosi, że Bóg stworzył wszystko „według miary, liczby i wagi” (Mdr 11, 20). Dla ludzi wieków średnich cały świat był pełen ładu i porządku. Znajdowało to swoje odzwierciedlenie m.in. w muzyce, której nie traktowano wyłącznie jak zwykłej rozrywki. W średniowieczu do muzyki przywiązywano zdecydowanie dużo większą wagę niż dzisiaj. Przenikała cały ówczesny świat.

 

Z jednej strony zwykli cantori, którzy uprawiali wręcz barbarzyńską, przyziemną muzykę, aby wtórować niskim gustom, a przy tym zarobić haniebny grosz. Z drugiej wierzono w istnienie muzyki, która góruje nad wszystkim. To właśnie harmonia wszechświata, najdoskonalsza ze wszystkich rodzajów muzyki, swoim brzmieniem wprawia w ruch „całą maszynerię nieba”6.

 

W średniowiecznej Europie można odnaleźć również prawdziwych musici, którzy zajmowali się wzniosłą muzyką. Zgodnie z ówczesnymi poglądami na zaszczytne miano muzyka zasługiwali jedynie teoretycy. Posiadali rozległą wiedzę filozoficzną oraz teologiczną. Prawdziwy muzyk poszukiwał piękna, dobra i prawdy. Dla wielu z nich muzyka stawała się drogą do świętości. Musimy pamiętać, że dla ówczesnych przynależała ona do sfer niebieskich. Wymownym poświadczeniem tego twierdzenia jest moralitet Ordo virtutum skomponowany przez św. Hildegardę z Bingen. Tematem tego dzieła jest zmaganie szesnastu Cnót z Diabłem o Duszę, która początkowo ulega pokusie, jednak ostatecznie zwraca swoje serce ku Bogu. Partie Cnót oraz Duszy były śpiewane, natomiast Diabeł, pozbawiony udziału w harmonii, recytował swój tekst. Taka aranżacja wynikała z przekonania, że muzyka jest sztuką, która ma boskie pochodzenie. Jeżeli tak, to nie może być dla niej miejsca w piekle, gdzie musi panować nieopisany chaos lub przerażająca cisza.

 

Poszukując źródeł średniowiecznego myślenia o muzyce, musimy w końcu natknąć się na traktat De institutione musica. Boecjusz syntetyzuje i rozwija w nim całą antyczną wiedzę na temat muzyki. Przekazuje nam m.in. jej trójwarstwową systematykę, której początki sięgają pitagorejczyków, św. Klemensa Aleksandryjskiego oraz św. Ambrożego. Według ówczesnego myślenia muzyka obejmowała całą rzeczywistość. Jak pisze Boecjusz, „istnieją mianowicie trzy rodzaje muzyki;

  • pierwszy stanowi muzyka wszechświata (musica mundana),
  • drugi ludzka (musica humana),
  • a trzeci, to ta, która jest wykonywana na pewnych instrumentach (musica instrumentalis)”7.

 

Wspomniana już wcześniej musica mundana ogarnia całą rzeczywistość. To ona wprawia w ruch cały wszechświat. To dzięki niej poruszają się wszelkie ciała niebieskie, a wszystko dzieje się według masy i liczby, porządku i ładu.

 

Musica humana to harmonia duszy i ciała. Przedstawia ona człowieka jako odwzorowanie harmonii kosmosu. Człowiek jest potraktowany i przedstawiony jako odbicie wszechświata; jako świat, tylko w mniejszej skali. „Muzykę ludzką uświadamia sobie każdy, kto patrzy w siebie. Cóż to mogłoby być innego, co miesza każdą niecielesną rzecz z ciałem, jak nie pewna harmonia i konstrukcja, która powoduje jednocześnie jedyny konsonans głosów wysokich i niskich?”8. Trzeba tu zaznaczyć, że ani musica mundana, ani musica humana nie są słyszalne dla ludzkiego ucha.

 

Trzeci rodzaj muzyki to musica instrumentalis. Nazwa ta nie jest do końca precyzyjna, gdyż obejmuje nie tylko, jakby się mogło wydawać muzykę instrumentalną, ale wszelką muzykę mieszczącą się w ludzkiej percepcji. W zakresie estetyki oraz wszelkiej działalności artystycznej średniowiecze pozostawało pod wpływem myśli antycznej – działalność ludzka była naśladowaniem natury. Jeżeli będziemy porównywać musica instrumentalis z pozostałymi dwoma rodzajami muzyki, to z łatwością dostrzeżemy, że znajduje się ona na samym dole hierarchii. Nic dziwnego w świetle zasady, że w rękach ludzkich nie może powstać nic doskonalszego od natury. Jednak nie jest też tak, że musica instrumentalis to muzyka nędzna i godna pogardy. Nic bardziej mylnego. Popatrzmy na to z innej strony: cóż doskonalszego może powstać w rękach ludzkich niż to, co naśladuje doskonałą harmonię wszechświata?

 

Znany nam podział na muzykę poważną i rozrywkową można z  łatwością odnaleźć w  epokach wcześniejszych. Można doszukiwać się takich wzorów w  starożytności, a już na pewno w średniowieczu. Wszystko zależy od tego, jakie funkcje ma spełniać muzyka. Można powiedzieć, że jest ona tworem absolutnym i nie ma żadnej funkcji, nie istnieje ze względu na jakiś partykularny cel, jednak takie myślenie jest współczesne i pojawiło się dopiero w XX w. Z muzyką już od początku albo wiązała się jakaś głęboka filozofia i  przez to muzyka miała przekazywać coś więcej niż tylko dźwięki, albo była ona tworzona dla przyjemności.

 

Również w  średniowieczu znajdziemy muzykę poważną – religijną, która stała na szczycie hierarchii musica instrumentalis. Przez swoje proporcje odwzorowywała harmonię wszechświata. Swoim tekstem opowiadała o Bogu. Miała być uwielbieniem Stwórcy a jednocześnie miała przynosić pożytek duszy i prowadzić wiernych do zbawienia. W tej samej epoce, na uboczu ówczesnego świata naukowego, rozwijała się ówczesna muzyka rozrywkowa.

 

Muzyka swoim pięknem pociągała nie tylko do wzniosłych idei czy filozofii, ale również zachęcała do zabawy czy odpoczynku. Kościół oficjalnie potępiał muzykę świecką. Przyczyna jest prosta – towarzyszyła ona przede wszystkim rożnej maści zabawom, które mogły się kończyć w rożny sposób, niekoniecznie godny pochwały. Często była to muzyka, która wtórowała do tańca, a ten mógł wzbudzać namiętność lub pożądliwość.

 

Jednak nie zawsze tak musiało być. Również i dzisiaj wiele osób odpoczywa przy pięknych kantylenach lub kojących rytmach. Podobnie było i  w średniowieczu. Już wtedy dostrzegano dobroczynne działanie muzyki, która miała zdolność rozpędzania melancholii, a nawet uzdrawiania9. Ludziom zamożnym lekarze często polecali właśnie muzykę, która mogła ulżyć ich cierpieniom w chorobie lub pomoc przy rekonwalescencji i przyśpieszyć proces powrotu do zdrowia10. Spokojna gra na instrumentach strunowych łagodziła ból i pomagała przy bezsenności, dlatego też z czasem zaczęto zatrudniać muzyków w hospicjach. Zdaniem ówczesnych medyków muzyka pomagała przy podejmowaniu decyzji politycznych. To właśnie medycyna dawała przyzwolenie na obecność muzyki świeckiej na dworach (nawet biskupich).

 

Jak można się domyślać, wbrew kościelnym zakazom muzyka świecka rozwijała się prężnie w średniowiecznej Europie. Pojawiało się coraz więcej szkół, w których jej nauczano, dzięki czemu kształcono już nie tylko wybitnych teoretyków, ale również zwykłych grajków czy trubadurów. Z czasem muzyka świecka zaczęła przenikać również do religijnej. Można odkryć zamiłowanie mnichów niskiego pochodzenia do muzyki świeckiej, którzy w  melodie gregoriańskie wplatali fragmenty pochodzące ze świeckich pieśni.

 

Jednak ze względu na oficjalne stanowisko Kościoła uczeni teoretycy pomijali muzykę świecką w  swoich rozważaniach. Skupiali się jedynie na kościelnej, dlatego trudno w ich traktatach znaleźć echa chanson de geste czy innych gatunków muzyki, uprawianych przez trubadurów.

 

Jeżeli mówimy o muzyce religijnej w średniowieczu, to mamy przede wszystkim na myśli chorał gregoriański, który do dzisiaj – chociaż często już tylko w teorii – jest oficjalnym śpiewem Kościoła. Jeżeli chcemy w pełni zrozumieć muzykę chorałową, to musimy, po pierwsze, zrozumieć myślenie ludzi, którzy ją tworzyli i wykonywali każdego dnia.

 

Średniowieczne społeczeństwo było skupione na Bogu – Christus in medio (Chrystus [był] w centrum). Życie i kulturę w Europie kształtowało chrześcijaństwo. Centrum ówczesnego życia stanowił Kościół jako wspólnota, przez co w  sposób zupełnie naturalny życie rozwijało się wokół kościołów, katedr i klasztorów. Głównym celem ludzi żyjących w  tamtej epoce było zbawienie. Dla nich rzeczą oczywistą było to, że Bóg istnieje. Ludzie gromadzili się w kościołach, gdzie mogli usłyszeć przepiękne melodie wyśpiewywane ku czci Najwyższego. To jest kolejny element, który wyjaśnia istotę chorału – jest on ściśle związany z liturgią.

 

Śpiewy gregoriańskie nie powstały po to, by ich słuchać. Ich zadaniem nie jest zaspokojenie potrzeb estetycznych czy kulturalnych. To nie jest muzyka koncertowa. Chorału się nie słucha – trzeba go śpiewać. Tuż po pojawieniu się śpiewów w Kościele pojawiło się też pytanie: jak je wykonywać?

 

Już w  pierwszych wiekach chrześcijaństwa w  Europie pojawiają się rożne tradycje liturgiczne i  związane z nimi śpiewy. Już w IV w. możemy wyróżnić cztery główne rodzaje chorału: rzymski, mediolański (ambrozjański), gallikański i mozarabski. Uporządkowanie śpiewów w Kościele przypisuje się św. Grzegorzowi Wielkiemu – właśnie od jego imienia pochodzi nazwa „chorał gregoriański”. Jednak dalej pojawiały się wątpliwości związane z wykonywaniem przygotowanych już melodii. Chorał jest dość wygodny do śpiewania, na pewno dużo bardziej intuicyjny niż wykształcony w XVIII w. system tonalny, jednak pozostają wątpliwości związane chociażby z rytmiką utworów.

 

Ludzie średniowiecza stąpali twardo po ziemi i  starali się wszystkie sprawy przedstawiać jasno. Świadczą o tym wielkie dzieła średniowiecza, np. Suma teologiczna, św. Tomasza z  Akwinu, który bardzo jasno odpowiada na konkretnie postawione pytania, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Na wzór tego dzieła swój traktat o  muzyce przygotował Hieronim z Moraw, współbrat Akwinaty. Tractatus de musica jest odpowiedzią na wciąż pojawiające się pytania, jak dobrze śpiewać i modlić się podczas liturgii. Jest to nie tylko zebranie ówcześnie panujących poglądów filozoficznych na temat muzyki, ale również szereg praktycznych uwag dotyczących wykonywania chorału podczas liturgii.

 

Ś

redniowieczna lekcja dla współczesnego słuchacza

 

„Muzyka budzi radość, która może mieć wymiar duchowy”11. To bardzo wzniosła teza. Myślę, że współcześnie może ona niektórych przerastać lub wręcz przygniatać poziomem swojej abstrakcyjności. Jednak wydaje się, że dla ludzi średniowiecza ta prawda była czymś oczywistym. Spotkanie z muzyką, która jest odbiciem doskonałości, powinno i w nas wzbudzać radość, bo cóż może być bardziej radosnego od kontemplacji Prawdy, która przecież objawia się w pięknie? Więc obcowanie z prawdziwym pięknem prowadzi również do Boga. Tylko czym właściwie jest to piękno?

 

Mało kto zauważa, jak wielkie znaczenie ma średniowiecze dla całej historii muzyki, teorii muzyki czy kompozycji. To przecież w zaciszu klasztorów powstawały podwaliny pod współczesną notację muzyczną. Od czterech linii chorału gregoriańskiego jest tylko niewielki przeskok do pięciolinii. Można mieć wrażenie, że średniowieczni mnisi znaleźli sens muzyki, jej najpiękniejsze i sycące Źródło. Może zamiast szukać nowych form wyrazu, powinniśmy wrócić do początków, czerpać z chorału i stale go odkrywać?

 


1 P. Huelle, Śpiewaj ogrody, Kraków 2014, s. 285. Na początku mojej pracy

chciałbym bardzo podziękować za pomoc Błażejowi Matusiakowi OP, ktory udostępnił

mi swoj artykuł Hieronim – dominikanin z Moraw w Paryżu oraz swoje tłumaczenie

pierwszego rozdziału Traktatu o muzyce Hieronima z Moraw. W sposob

szczegolny dziękuję Albertowi Bażykowi za pomoc przy tłumaczeniu z języka francuskiego

Wstępu do nowej edycji traktatu.

2 http://pl.wikipedia.org/wiki/Muzyka (dostęp: 31 maja 2014 r.).

3 W. Lutosławski, Muzyka wczoraj, dziś i jutro, w: tenże, O muzyce. Pisma i wypowiedzi,

red. Z. Skowron, Gdańsk 2011, s. 423.

4 Mała encyklopedia muzyki, red. S. Śledziński, Warszawa 1981, s. 656.

5 P. Huelle, Śpiewaj ogrody, s. 285.

6 Boecjusz, O podstawach muzyki, I, 2, tłum. D. Burakowski, w: D. Burakowski,

Ontologia pitagorejska w świetle nauki harmoniki. Perspektywa boecjańska, Warszawa

2008, s. 184.

7 Tamże.

8 Tamże, s. 185.

9 Zob. J. Verdon, Przyjemności średniowiecza, tłum. J.M. Kłoczowski, Warszawa 1998, s. 137.

10 Zob. tamże, s. 137–138 .

11 J. Verdon, Przyjemności średniowiecza, s. 137.

 

Leave a reply