Dobry pasterz i klasztor za lasem


  • Sierpień 13, 2018
Share this :   | | | |
Dobry pasterz i klasztor za lasem

 

C

zytając wpis mojego serdecznego przyjaciela, postanowiłem również podzielić się trochę tym, co od Pana Boga dostaję. Szczerze przyznaję, że ostatni czas mojego życia w Zakonie jest, tak jakby, „na opak”. Wiele rzeczy, które zaplanowałem, nie udały się.
 
Wielka „przyjaźń”, której byłem pewny, rozpadła się. Inne, zamiast ostygnąć, zapłonęły na nowo. Tam gdzie modlitwa miała być najtrudniejsza, stawała się lekka i przyjemna, za to tam, gdzie spodziewałem się cudów i odpocznienia, doświadczałem niemocy i zmęczenia. Także wyjazd na Ukrainę miał być inny – razem z braćmi, we trójkę – skończyło się, że było nas dwóch i granice przekraczaliśmy oddzielnie. No i chyba największa zmiana – nie planowałem wyjazdu rocznego za granicę, a wyjeżdżam na rok do Irlandii. Miał jechać inny brat, jadę ja. Z tego powodu wylądowałem w „klasztorze za lasem”, jak nazywa go Paweł Krupa OP, tamtejszy kapelan, w felietonach dla miesięcznika W drodze. Tam odbyłem swoje rekolekcje przed odnowieniem profesji.
 
Nie ukrywam, że bardzo lubię przyjeżdżać do Radoń. Jest to miejsce niezwykłe. Bardzo lubię siostrzaną kaplicę, która robi ogromne wrażenie w swojej prostocie. Wszystko to za sprawą sióstr, które wiernie, dzień w dzień, przychodzą na wszystkie modlitwy, czuwają przed Najświętszym Sakramentem, śpiewają, dbają o piękno liturgii Mszy świętej i brewiarza poprzez przygotowywanie najmniejszych detali liturgicznych, od świeczek przez kwiaty, welony po naczynia liturgiczne – nawet wtedy, gdy kaplica jest zamknięta, np. w wigilie liturgiczne, kiedy to wstają w nocy i odmawiają godzinę czytań. Lubię też klasztorną część dla gości, np. rozmównice, szczególnie tę, która zamienia się w porach posiłków w refektarz dla kapelana i gości.
 
Czas upłynął mi przy czytaniu Ewangelii wg św. Jana – rozdz. 10 – 21. Swoje rekolekcje rozpocząłem słuchaniem pierwszego czytania na Mszy – z księgi Jeremiasza (Jr 3, 14- 17), gdzie padło zdanie:
 

„I dam wam pasterzy według mego serca, by was paśli rozsądnie i roztropnie”.

 
Jakie było moje zaskoczenie, gdy otworzyłem potem 10 rozdział Ewangelii Jana, który zaczyna się opowieścią o Dobrym Pasterzu. Bóg u Jeremiasza mówi o roztropnych pasterzach. Zastanawiałem się nad tym wszystkim – w końcu chciałbym być w przyszłości jak Dobry Pasterz. Nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że zupełnie inaczej pojmuję dobroć. Bo czytając, nie mogłem przestać myśleć, że ten pasterz, o którym Chrystus mówi, delikatnie mówiąc, jest po prostu niemądry. Kto mądry oddaje swoje życie, bądź co bądź, za owce. Czy to jest dobry pasterz, który oddaje życie za owce? Czy taka śmierć ma sens? Czy tak warto przeżyć życie? Przecież rozbójnik czy zwierz i tak te owce skrzywdzi albo rozszarpie prędzej czy później. A jednak Chrystus mówi „Ja jestem dobrym pasterzem”.
 
Zadałem sobie pytanie o to, czy jestem gotowy przeżyć swoje życie, po ludzku mówiąc, bez sensu, być głupim w tym swoim życiu, by w oczach Bożych przeżyć je mądrze. Czy jestem wstanie zrezygnować ze swoich planów, nadziei, a dać się poprowadzić i pójść tam, gdzie nie chcę? Czy chcę oddać życie za ludzi? Są to wielkie pytania i nie chce na nie tu odpowiadać, bo wierzę, że życie da mi na nie odpowiedź i Bóg w tym wszystkim będzie działał i się opiekował. Chcę za to powiedzieć, gdzie tych dobrych pasterzy spotkałem.
 
I tu muszę wrócić do klasztoru za lasem. Bo dobrych pasterzy znalazłem właśnie tam. Pasterzy nie w sensie kapłańskim, jak od razu nam do głowy to przychodzi, a o czym kompletnie nie mam intencji mówić, ale w perspektywie tej właśnie ewangelii i czytania z ks. Jeremiasza. Tymi pasterzami są właśnie moje siostry, mniszki. W jednej rozmowie z tercjarką usłyszałem, że jej koleżanka, rozeznając powołanie, mówi, że dominikaninem zostałaby od razu, ale za bardzo lubi kontakt z ludźmi, by zostać mniszką. Bardzo mnie to zastanowiło i dało światło na tekst, który rozważałem. Zrozumiałem, że jest to nieprawda. Moja Siostra, która się za mnie modli (i nie tylko ona), wielokrotnie daje po sobie poznać, że ludzką biedę spoza klauzury zna całkiem nieźle – z rozmów z ludźmi, z próśb o modlitwę, z towarzyszenia – chociażby mnie, bo wie ile potrafię mówić i jak. Inna siostra, dbając, by wspólnocie niczego nie brakowało, troszczy się, by i goście mieli wszystko co potrzebują. Inna siostra dba o ogród zewnętrzny, by ludzie przyjeżdżający do kaplicy mogli podziwiać piękno stworzenia, odpocząć, nabrać sił. Wszystkie czynnie uczestniczą w liturgii, by przez czytanie Słowa, śpiew móc również głosić.
 
Długo można by wymieniać zaangażowania sióstr, które przecież całe swoje życie spędzają w ścisłej klauzurze. Przypomniał mi się mój nowicjat, gdy byłem praktycznie odłączony od kontaktu z moją rodziną, przyjaciółmi, a z którymi relacje i bliskość bardzo się pogłębiła. Dlatego wydaje mi się, że, w pewnym sensie, być może są najbliżej człowieka. Najbliżej jego radości, trudów, cierpień, bo to ludzie im dają i one to wszystko wzięły na siebie, w sposób „głupi dla tego świata”, ale z Bożej perspektywy w mądry i dobry. Bo one oddają swoje życie za owce. I dlatego modląc się o dobrych pasterzy, módlmy się też, by nigdy nie zabrakło naszych mniszek.
 
A może Ty, która to czytasz, rozeznajesz właśnie swoje powołanie i szukasz odpowiedzi? Cytując jednego z ojców, zakończę: „Pamiętaj, że nasze mniszki czekają”. A cierpliwości nie można im odmówić – są w niej naprawdę dobre i wytrwałe – jak Dobry Pasterz.
 

polskie mniszki dominikńskie:

Comments (1)

Damian

18 sierpnia 2018 Reply

Ale dobry tekst! Mi rzuca nowe światło na małżeństwo. Dzięki :)

Leave a reply