Francja ma reumatyzm


  • Kwiecień 22, 2019
Share this :   | | | |
Francja ma reumatyzm

W

VI wieku w palestyńskim klasztorze w okolicach Gazy uczeń pyta starca Barsanufiusza: Gdy reumatyzm wykręca mi ręce i nogi, mam wrażenie, że zsyłają go na mnie demony. Powiedz mi,ojcze, jak to jest. I co mam czynić w mojej chorobie? Odpowiedź Barsanufiusza: Nie dręcz się, mój kochany. To, co cię spotyka, nie pochodzi od demonów,ale… jest to po prostu reumatyzm.

Przed tygodniem spłonęła paryska katedra. Może rzeczywiście ten pożar jest obnażeniem pozorności francuskiej potęgi i zapowiedzią tego, co stanie się z Piątą Republiką, jeśli nie zostanie uzdrowiona reformami. Może faktycznie płomienie na dachu Notre Dame to łabędzi śpiew Kościoła umierającego w postchrześcijańskim społeczeństwie. Może, może… Skoro nie chcemy iść za radą starca Barsanufiusza i koniecznie musimy w tym wydarzeniu doszukiwać się teologicznej czy historiozoficznej głębi, warto byłoby dopuścić do głosu jeszcze jedną myśl, cicho czekającą na wypowiedzenie gdzieś z dala od kasandrycznych wizji i krokodylich łez („doigrali się, bezbożnicy!”). Bo może być też i tak, że oto ta od dwustu lat bezlitośnie oczyszczana z ziemskiego blichtru, odrodzona w wierze najstarsza córa Kościoła znalazła u Pana upodobanie i okazała się godna takiego właśnie doświadczenia. Kogo Pan miłuje, tego i doświadcza… Czy Kościół francuski nie został właśnie obrabowany z jednego ze swoich ostatnich materialnych skarbów, niczym biskup Bienvenu okradziony przez Jeana Valjeana ze złotych świeczników w „Nędznikach” Victora Hugo? Ale też czy właśnie wypuszczenie z rąk drogocennych lichtarzy, jedynej zbytkownej rzeczy w skromnym domostwie biskupa, nie pozwoliło mu uratować duszy Jeana Valjeana? Może osmalone kamienie Notre Dame wołają do Kościoła: po oddaniu władzy politycznej, po oddaniu bogactw i majątków, oddaj i muzealne świątynie (które i tak nie do Ciebie, a do państwa należą)? One wciąż wołają o Bogu i wołać będą, ale może pulsującego życiem Kościoła lepiej szukać nie w zadeptanym przez turystów gotyckim przepychu, a w rozsianych po całej Francji, z dyskretną mocą promieniujących na otoczenie wspólnotach: Emmanuel, Chleb Życia, Nowa Droga, Arka, Wspólnoty Jerozolimskie, Wspólnota Błogosławieństw, Taizé…

Pełen życia był też ten brzydki kościół w leżącym jeszcze dalej niż północ Le Portel, gdzie w lecie 2016 r. zawitaliśmy w rodzinnej pielgrzymce do grobów przodków poległych w rzezi I wojny światowej. 15 sierpnia naciskaliśmy klamkę kościoła ze smutną nadzieją, że świąteczna msza została odwołana z powodu braku uczestników, co wybawiłoby nas od kłopotliwego bycia jedynymi wiernymi – bez znajomości języka i lokalnych zwyczajów kiedy się wstaje, siada i klęka (o ile gesty takowe w ogóle się zachowały w bezbożnej Francji). Tymczasem w środku powitała nas radosna wiarą, żywotna i liczna wspólnota, chętnie przyjmująca nas na ostatnie wolne miejsca w tylnych ławkach (poza nami nikt się nie spóźnił). Dawno nic tak mnie nie zaskoczyło i nie uradowało. Podobnych doświadczeń mieliśmy we Francji dużo więcej. Zalane wodą gotyckie strzelistości Notre Dame przypomniały mi też, by Zmartwychwstanie świętować w szczególnej łączności z tymi, którzy dopiero teraz zostali obmyci wodą i przyjęci do Kościoła, zwłaszcza zaś z tysiącami katechumenów we Francji, którzy w tę Wielką Noc przyjęli chrzest.

Kończę, czas powtórzyć świąteczne słówka z francuskiego, by rozumieć, co pierworodna córa ma do powiedzenia siostrzanym Kościołom, a ma wciąż bardzo wiele. Wystarczy jej tylko posłuchać, zamiast ciskać gromy i pouczać z pozycji samozwańczego prymusa. Na koniec znów Barsanufiusz: Choroba jest doświadczeniem od Boga i służy temu, aby za wszystko dziękować Stwórcy. Czyż Hiob nie był prawdziwym przyjacielem Boga? A ile zniósł, błogosławiąc i wielbiąc Stwórcę? Również i ty, jeśli potrafisz trochę znieść, zobaczysz chwałę Boga. Ja też płaczę widząc zniszczoną katedrę. Ale to nie koniec jej 900-letniej historii. I piszę to z murów 800-letniego kaznodziejskiego konwentu, wraz z całym Krakowem spustoszonego ogniem w 1850 r. Powstała legła w gruzach Warszawa ze swą katedrą, w 60 lat po wojnie odrodził się drezdeński Frauenkirche, powstanie i Notre Dame. Quasimodo będzie dalej wspinał się na wieże i obwieszczał dźwiękiem dzwonów płynącym nad dachami Paryża, że Chrystus zmartwychwstał. Joyeuses Pâques!


autor: Szymon Bialik OP

Leave a reply