Nie bój się!


  • Maj 13, 2018
Share this :   | | | |
Nie bój się!

 

O

statnio przy różnych okazjach dużo słyszałem o wychodzeniu ze strefy komfortu. Jest to teraz dość popularne stwierdzenie. Wszystko co mówią trenerzy mentalni i różnego rodzaju kołczowie w związku z wychodzeniem ze swoich stref komfortu, można sprowadzić do jednego – po prostu działaj.
 
Zauważyłem, że w moim życiu było sporo momentów, w których zabrakło działania, podczas gdy teoretycznie miałem wystarczającą ilość danych, umiejętności i talentu by zadziałać. W zasadzie tego czego brakowało to zrobienie kroku, czasem nawet niewielkiego. Może w tym momencie komuś z Was przyszła do głowy taka sytuacja, która miała miejsce. Mogło to być związane z relacją z kimś, kto był ważny, z niepodniesieniem ręki w odpowiednim momencie, niewysłaniem zgłoszenia na konkurs, albo nieprzyłączeniem się do projektu. Zabrakło nieco ryzyka i działania, a jedyną przeszkodą było to, że pojawiał się strach. U mnie było kilka takich zmarnowanych sytuacji.
 
Jak się temu przyjrzeć, to świadomość tego, że tak było, jest doskonałą okazją do wylania na siebie fali hejtu. Zmarnowane szanse, okazje, które już nigdy się mogą nie powtórzyć, a które można –dodatkowo wzmacniając hejt – odbierać jako zmarnowane prezenty od Pana Boga, od ludzi, są doskonałymi momentami, by obwiniać się i zamartwiać tym. Zwłaszcza jak się dołoży do tego, co w moim przypadku często słychać, że facet powinien być facetem, pewnym siebie, wolnym, z porządnym portfelem itd. Ale takie myślenie może zrobić tylko więcej szkody niż pożytku.
 
Myślę, że już sama świadomość tego jest bardzo pomocna. W sytuacjach, które mogą teoretycznie powodować stres, podczas gdy nie ma realnych zagrożeń, może zapalić się lampka ostrzegawcza, która zasygnalizuje co najmniej dwie drogi. Pierwsza to ta, którą już znam dobrze, wydaje się być bezpieczna, bo zazwyczaj nią chodziłem, a druga to ta nowa, która jeszcze nie jest dobrze udeptana. Wybór drugiej drogi wiąże się z wysiłkiem, pracą, a więc z trudem i nie dzieje się sam. Trzeba sporo razy pojawić się na tej drodze, by ją dobrze udeptać. I to właśnie jest zmiana nawyków myślenia.
 
Boimy się o przyszłość, o bliskich, o bezpieczeństwo, konsekwencji różnych decyzji, utraty kontroli nad swoim życiem. Jest lęk przed chorobą, stabilizacją finansową, albo czy osoby z naszego otoczenia nas nie zranią. To są realne, rzeczywiste, czasem uzasadnione powody, by pojawił się strach. Bać się można wszystkiego. I jak się nad tym pomyśli to może być tego wiele, a już samo myślenie o tym bardzo przytłaczające. Otoczenie często nie pomaga. Może to jest narzekanie, ale jak się posłucha radia, obejrzy wiadomości to jest się czego bać. Czasem może się wydawać, że czasy w których żyjemy są bardziej niebezpieczne niż kiedyś, ale wydaje mi się, że to nieprawda.
 
Dajmy na to: dinozaury, walki plemienne, wojny, piraci, kataklizmy itd. – świat nie był bardziej niebezpieczny niż teraz. Oczywiście strach jest potrzebny, chroni przed zagrożeniami, ale nie powinien przejmować sterów w momencie, gdy realnego zagrożenia nie ma.
 
My, którzy wierzymy, mamy łatwiej. Jezus często mówi: nie bój się, jestem z Tobą, poniosę razem z Tobą te ciężary, które teraz Cię przytłaczają. Nie jesteśmy sami. Świadomość tego, że mam takie „plecy” powoduje, że strachy jakby same odchodzą 😉
 
Dobrze przyglądać się naszym strachom, potworom i nie dawać im urosnąć, a jak nawet urosną, to każdy z nas, ma na tyle siły, by odebrać im drapieżność, stępić pazury i ostatecznie zniszczyć. Jezus Zbawiciel chce, żebyśmy byli wolnymi ludźmi. Dzięki Niemu niepostrzeżenie stajemy się silniejsi. On może całkowicie odmienić nasze życie.
 
Kiedyś usłyszałem takie słowa: jakby mi ktoś 2o lat temu powiedział, że przeżyję to co przeżyłem, to bym w to nie uwierzył.
 
Mamy o wiele więcej siły niż nam się wydaje.

Leave a reply