Sztuka upadania


  • Luty 07, 2019
Share this :   | | | |
Sztuka upadania

 

B

adania psychologiczne wskazują dwa okresy kiedy wzrasta ryzyko prób samobójczych. W czasie letnich wakacji oraz w Święta i w okresie Nowego Roku. Przełom grudnia i stycznia to skomplikowany czas, który charakteryzują (w większości mało wiarygodne) obietnice i próby zmian. Rodzinna atmosfera dla wielu osób generuje dodatkowe napięcie, a po Nowym Roku człowiek orientuje się, że z postanowień noworocznych nici. Powody te jakkolwiek mogą wydać się błahe, okazują się wystarczające, by targnąć na swoje życie.
 
I choć przyznam, że moje „czarne myśli” nie sięgają tak daleko, to doświadczenie rozczarowania sobą i światem, w którym żyję, nie jest mi obce. Doświadczenie, że znów nie starczyło sił, zabrakło silnej woli, znów idzie nie tak, jak sobie postanowiłem. Spadam. Nie mam się czego uchwycić. Upadek jest nieunikniony.
 
Mogę upaść na różne sposoby. Jedne upadki mnie tylko lekko poturbują, ale człowiek szybko staje na nogi i wraca do siebie. Inne upadki druzgoczą kości i ból czuć tygodniami. Jeszcze inne paraliżują. Są też takie, po których szybko się podnosimy i udajemy, że nic się nie stało, ale ból jest nie do wytrzymania. Jest jednak taka technika upadania, która mimo doznanych obrażeń, może okazać się zbawienna.
 
Trędowaty upada przed Jezusem i mówi: Jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić. Zwierzchnik synagogi upada i prosi Jezusa, by uzdrowił Jego córkę. Kobiety spotykające Zmartwychwstałego padają mu do stóp i po chwili słyszą: Nie bójcie się.
 
W tych upadkach jest doświadczenie niemocy, zagubienia, cierpienia, smutku. Jednocześnie jest w nich gest pokłonu. To on jest kluczem. Nie są to upadki pozbawione nadziei. Nie ma w nich poniżenia, odrzucenia, odebrania wartości. Nie jest to też upadek niewolnika drżącego ze strachu. Jest to natomiast wyznanie wiary. Głębokie oddanie czci. Uznanie swojej słabości. Otwarcie na miłosierdzie. Jest to moment przywracania właściwego porządku: niemoc chyli czoła przed Źródłem Życia.
 
W przytoczonych fragmentach Ewangelia używa czasownika oddać pokłon (gr. proskuneo), którego znaczenie sięga głębiej niż opis zewnętrznego gestu. Wraz z pokłonem połączona jest postawa serca pełnego uwielbienia wobec Tego, przed kim się kłaniam.
 
Gest pokłonu może być dla części z nas trudny do przyjęcia, bo w naszej kulturze kojarzy się zwykle z zależnością feudalną. Z relacją wyzysku. Z niewolniczym stosunkiem do podwładnego. Jednak ten ewangeliczny pokłon paradoksalnie prowadzi właśnie do wolności. Przywraca pokój.
 
Spadam. Nie mam się czego uchwycić. Upadek jest nieunikniony. Jezu, daj mi siłę, żebym upadając nie stracił Cię z oczu. Żebym swoją biedę, niemoc i grzeszność ukierunkował na Ciebie. Abym doświadczając bólu upadku usłyszał Twoje słowa: I ja cię nie potępiam. Chcę, bądź uzdrowiony. Odpuszczone ci są Twoje winy. Idź w pokoju.

 


autor: Mateusz Paluch OP

Leave a reply