Tajemnicza Przemiana


Share this :   | | | |
Tajemnicza Przemiana

Boże Ciało – Jak to się dzieje ??
artykuł Tomasz Grabowskiego

Send to Kindle

 

Z

acznijmy od pytania, jak to się dzieje, że na ołtarzu podczas mszy świętej chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Chrystusa?
 
Nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, jak to się dzieje. Dokonuje się to na mocy cudu. Jeśli po przemianie mamy do czynienia z Ciałem Pańskim pod postacią chleba i odpowiednio z Krwią Pana pod postacią wina, musimy uznać, że stało się coś niebywałego. Nie rozumiemy, jak do tego doszło. Stajemy wobec faktu przekraczającego naturalny porządek rzeczy. Nie ma mocy natury, która mogłaby tego dokonać. Przemiana zaszła dzięki ingerencji samego Boga. Możemy powiedzieć, jakie są kolejne etapy naszego działania, na przykład, że przywołujemy Ducha Świętego, powtarzamy gesty i słowa Chrystusa Pana. Robimy tak, ponieważ tylko dzięki Jego mocy wydarzyć się może to, co się staje na ołtarzu.

Możemy natomiast starać się przybliżyć znaczenie tego, co się wydarza. Wówczas pierwszą rzeczą, którą należy wyjaśnić, jest ta, że gdy mówimy ?Ciało i Krew?, nie mamy na myśli odrobiny Ciała i kilku kropel Krwi Pana. Powtarzając słowa Pana, mówimy zgodnie z Jego intencją, a wobec tego rozumiemy, że chodzi o osobę i zasadę życia. W ten sposób wypowiadali się Semici. Owszem, w hostii jest obecne Ciało, w kielichu jest obecna Krew, ponieważ cały Chrystus jest rzeczywiście obecny w sakramencie ? jako osoba żywa życiem wiecznym. Ciało oznacza to wszystko, przez co nawiązuję kontakt ze światem, co zawiera moją historię, co pozwala mi żyć, budować relacje, kształtować własną tożsamość. Ciało to po prostu ja. Krew jest zasadą mojego życia, tym, dzięki czemu żyję.

Druga sprawa nie mniej istotna to fakt, że po przemianie eucharystycznej nie ma już chleba, nie ma już wina, pozostały wyłącznie ich postacie. Często błędnie sądzimy, że komunia święta to wyłącznie duchowa obecność Pana w chlebie i winie. Teologia katolicka nie mówi jednak, że w tym chlebie jest Pan, ale według niej to, co ma postać chleba, to jest Chrystus. Taki sam sens mają słowa, które Jezus wypowiedział w Wieczerniku ? ?to jest Ciało moje?. Nie mówił: ?w tym jest Ciało moje?, tylko: ?to jest Ciało moje?. Pan jest obecny w sakramencie substancjalnie, a więc cały.
 
Skąd możemy mieć pewność, że to się rzeczywiście wydarza?
 
Nie mogę mieć innej pewności niż pewność wiary. Wiara jest jednym ze sposobów poznawania, a więc przyjęcia prawdy o rzeczach. Mogę zawierzyć temu, kto powiedział, że tak jest. Tak powiedział Chrystus, tak powiedzieli apostołowie i im wierzę. Syn Boży prawdziwie jest obecny w Eucharystii, a poznaję tę prawdę dzięki wierze.

Mogę natomiast oglądać skutki przyjmowania sakramentu i badać, czy faktycznie pełne wiary przyjęcie Pana w sakramencie rodzi we mnie owoce nowego, ewangelicznego życia. Owocność sakramentu mogę mierzyć, ale powinienem pamiętać, że de facto mierzę wiarę, z jaką przyjmuję sakrament.
 
W Ewangelii św. Jana czytamy: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym? (J 6, 54). Jednak na mszy świętej, przyjmujemy tylko Ciało Chrystusa. Najczęściej nie pijemy Jego Krwi. Jak to wyjaśnić?
 
Nie jest tak, że On jest w części obecny tutaj, w części obecny tam, jest cały dostępny w każdej części każdej postaci.

Eucharystię przyjmujemy w jednej postaci ze względów praktycznych. Sobór Trydencki zauważa, że byłoby lepiej, żeby wierni mogli przyjmować komunię pod dwiema postaciami. Sakrament jest znakiem, wobec tego jest wyraźniejszy, gdy udziela się go pod dwiema postaciami.

Kapłan musi przyjąć komunię świętą pod dwiema postaciami, ponieważ inaczej ofiara nie jest przyjęta w pełni. Jeśli przyjmuje sakrament tylko pod jedną postacią, wówczas nie można powiedzieć, że odprawił mszę świętą. Cała ofiara obejmuje obie postacie, kapłan składa i uczestniczy w całej ofierze, dlatego jest zobowiązany spożyć i Krew, i Ciało. Natomiast wierni uczestniczą w tej ofierze przede wszystkim przez przyjęcie Ciała, a jeżeli to jest możliwe, również przez przyjęcie Krwi. Słowa Ewangelii według św. Jana spełniają się, ponieważ Pan nie mówi o postaciach, ale o rzeczywistości, a rzeczywistość Ciała i Krwi jest dostępna pod każdą z postaci.


 
Zatrzymajmy się jeszcze na samej definicji przeistoczenia. Teologia wyjaśnia, że podczas mszy świętej przypadłości chleba pozostają niezmienione, zmienia się natomiast substancja chleba.  Co to znaczy?
 
To wszystko zależy, na gruncie jakiej filozofii będziemy się poruszać. Kościół mniej więcej od Soboru Laterańskiego IV, a nawet i wcześniej, bo przy wyznaniu wiary przedłożonemu Berengariuszowi, przyjmuje Arystotelesowskie rozumienie bytu, a wobec tego mówi o substancji i przypadłościach. Zmienia się substancja, a nie zmieniają się przypadłości, czyli cechy danego przedmiotu. Tak opisujemy transsubstancjację. Wydaje się, że to najlepszy wypracowany dotychczas model opisu. Istota przedmiotu się zmienia, ale nie zmienia się postać, w jakiej się nam jawi.

Natomiast, gdyby używać technicznego terminu forma w znaczeniu Arystotelesowskim, to to stwierdzenie nie byłoby prawdą. Substancja według Arystotelesa jest złożeniem materii i formy. W Najświętszym Sakramencie Pan jest obecny z formą swojego ludzkiego ciała, z jego przypadłościami, z duszą i ciałem, w bóstwie i człowieczeństwie. Nie forma chleba jest zachowana, ale jego przypadłości. Nic innego z chleba już nie ma. Wszystko ponad przypadłości jest wymienione, pod ich postacią jest Syn Boży: forma i materia Jego ciała, Jego dusza, Jego bóstwo, Jego osoba.
 
Czy można powiedzieć, że cała liturgia mszy świętej jest ukierunkowana na przyjęcie komunii świętej? Jeśli tak, to co z osobami, które nie mogę przyjąć komunii świętej?
 
Podstawowym celem Eucharystii jest złożenie ofiary. W uobecniającej pamiątce ofiary krzyżowej w sposób bezkrwawy oddajemy Ojcu Osobę Bożego Syna. Lepiej może należałoby powiedzieć, że Chrystus, przyłączając nas do siebie, ofiarowuje się Ojcu pod postaciami chleba i wina. On siebie ofiarowuje i jednocześnie daje nam siebie jako pokarm po to, byśmy wraz z Nim byli ofiarowani. I to jest najwyższy cel Eucharystii: przywrócić jedność między Ojcem a stworzeniem w ofierze.

Niemniej jest szereg innych celów, które są konieczne do owocnego przeżycia Eucharystii. Od samego początku mszy świętej mamy do czynienia z działaniem Pana. Sobór Watykański II mówi, że Chrystus jest obecny w swoim Kościele od samego początku liturgii. Zawsze ilekroć jest sprawowana. Jest obecny w zgromadzeniu, w swoim Słowie, w kapłanie, wreszcie pod postaciami chleba i wina.Chrystus Pan nie jest obecny tylko po to, by być, ale po to, by działać. Różne formy działania mają w nas rodzić właściwe sobie owoce.

Elementem istotnym mszy jest również uniżenie. Przeżycie bycia odkupionym, czyli oddanie swojego grzechu Zbawicielowi. Jeszcze innym istotnym elementem jest przeżycie jedności we wspólnocie. Ale celem najwyższym i nadrzędnym jest wspólne z Chrystusem złożenie ofiary i dostąpienie pojednania z Ojcem. Pan Jezus po rozdaniu komunii Apostołom mówi: ?Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole oraz żebyście zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela? (Łk 22, 29?30). To jest istotą Eucharystii. Ja przyjmuję królestwo, czyli Syna Bożego, który jest żywy, który mnie jednoczy z Ojcem i daje mi udział w tym wszystkim, czego On sam jest dziedzicem.

Pełen udział w Eucharystii mamy wtedy, gdy przyjmujemy komunię świętą. Natomiast dla tych, którzy nie mogą przyjąć komunii świętej, Eucharystia jest drogą powrotu. Jest modlitwą uniżenia, jest przyjęciem pouczenia, jest też przyjęciem do wspólnoty i przeżywaniem jej. Koniec końców, jest pragnieniem komunii. Dawniej wierni rzadko przyjmowali komunię świętą. Znak pokoju był znakiem uczestnictwa w komunii świętej. Pokój, który przychodzi od ołtarza, od ofiary, jest rozdawany całej wspólnocie i każdy, kto przyjmuje pokój z ołtarza, ma w niej swój udział.
 
Słyszałem kiedyś o takim pomyśle, gdzieś na zachodzie Europy, żeby jednoczyć się z tymi, którzy nie mogą w pełni uczestniczyć w Eucharystii, przez nieprzyjmowanie komunii świętej.
 
Można też zaproponować, by na znak jedności z tymi, którzy się nie modlą, przestać się modlić. Z tymi, którzy są nieposłuszni Chrystusowi, być nieposłusznym Chrystusowi. To jest bez sensu. Kościół jest ciałem Chrystusa, Chrystus jest Głową. Świat wie, co się dzieje w Głowie, co myśli i co zamierza, o tyle, o ile ciało działa według tego zamysłu. Jeżeli świat ma poznać miłość Boga, to muszę pozwolić, by przeze mnie działała Głowa ? Chrystus. O tym mówi cały siedemnasty rozdział Ewangelii według św. Jana. Chrystus modli się za Kościół, żeby jego wierni byli jedno i żeby przez to świat poznał, jaka jest miłość między Ojcem a Synem. Jednoczenie się z odłączonymi przez rezygnowanie z przyjmowania komunii jest jednocześnie skazywaniem tych ludzi na to, by nie poznali Chrystusa. Przyjmując komunię, mam szansę być ciałem Głowy. Mam szansę udzielać darów, które otrzymuję w komunii. Inaczej, odcięty od Głowy, jestem trupem i sam potrzebuję, by ktoś przyniósł mi owoce komunii z Chrystusem.
 
Czy w związku z tym przyjmowanie komunii świętej w czyjejś intencji to słuszna praktyka?
 
To zupełnie inna i chwalebna sprawa. Co znaczy sprawować mszę w jakiejś intencji czy przyjmować komunię w jakiejś intencji? To znaczy mniej więcej tyle, że chcę, aby wszelkie owoce tej Eucharystii przypadły w udziale konkretnej osobie. To nie jest zwykła modlitwa za dane osoby. Kiedy kapłan mówi, w jakiej intencji jest sprawowana Eucharystia, to nie chodzi tylko o to, że modlimy się za tę osobę, ale że wszelkie owoce tej Eucharystii mają jej przypaść w udziale. Jeżeli ja przyjmuję komunię w czyjejś intencji, to po to, żeby dla kogoś wyprosić owoce Eucharystii, dlatego że go kocham lub ponieważ on nie może w niej uczestniczyć.

 

W wielu parafiach istnieje praktyka wielokrotnego zamawiania mszy świętych w jednej intencji. Czy owoce mszy świętych sumują się? Czy nie wystarczy jedna Eucharystia w danej intencji?
 
Kiedyś zapytano Billy?ego Grahama, pastora ewangelickiego, dlaczego tak często modli się o Ducha Świętego. ?Czy nie napełnił cię, gdy modliłeś się za pierwszym razem?? Odpowiedział: ?Napełnił, tylko że ja przeciekam?. Podobnie jest z częstym przyjmowaniem i ofiarowaniem komunii świętej. Nie chodzi o skuteczność Eucharystii, ale o skuteczność przyjmowania jej owoców. Potrzebuję powtórzeń w moim życiu. Różne rzeczy muszę powtarzać, by wreszcie się we mnie zakorzeniły. Stąd bierze się pomysł powtarzania przysiąg czy jubileuszów, wspominania ważnych wydarzeń i gestów. Co jakiś czas wracam do punktu początkowego, gdzie ponawiam swoje pierwotne zaangażowanie. Jestem i w tym samym miejscu, i dalej zarazem, poruszam się po wznoszącej się w górę spirali.
 
Mówiliśmy o wzywaniu Ducha Świętego, aby Bóg dał swojego Ducha, aby przyszedł Chrystus. Jak scharakteryzować modlitwę eucharystyczną? Czy jest jakiś sposób, aby aktywnie uczestniczyć w modlitwie eucharystycznej wypowiadanej przez kapłana?
 
Modlitwa eucharystyczna zaczyna się od prefacji, czyli dialogu: ?W górę serca?, a kończy się doksologią: ?Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie?. Jej struktura jest następująca: skierowana jest do Ojca Wszechmogącego, któremu składamy dziękczynienie z powodu wielkiego daru, jakim jest Chrystus. Następnie przywołujemy Ducha Świętego, prosimy, by uczynił skutecznym nasze działanie i przyjęcie sakramentu. Powtarzamy słowa ustanowienia Eucharystii, wreszcie wspominamy tajemnice paschalne, czyli wydarzenia od wieczoru Ostatniej Wieczerzy aż do zesłania Ducha Świętego. Na koniec prosimy za Kościół i świat.

Sens modlitwy eucharystycznej sprowadza się do tego, że Chrystus Pan składa Ojcu samego siebie w ofierze, przyłącza do siebie swój Kościół i modli się za Niego. Kapłan z jednej strony reprezentuje Chrystusa, czyli występuje w Jego imieniu, z drugiej strony występuje w imieniu Kościoła, zatem jest pośrednikiem między ludźmi a Bogiem. Kapłan odmawia modlitwy, ponieważ Kościół go wybrał, aby w imieniu zgromadzonych zanosił błagania do Boga. Pan Bóg go sobie wybrał, by w imieniu Chrystusa składał ofiarę.

Jak można przeżywać tę modlitwę? Należy sobie uświadomić dwie rzeczy: jesteśmy świadkami tego, co czyni Chrystus, a wobec tego mamy działać zgodnie z wezwaniem, które pojawia się w konkluzji: ?Przez Niego, z Nim i w Nim?. By zdanie to było prawdziwe we mnie, muszę pracować nad trzema postawami.

Przez Niego – Chrystus Pan jest pierwszym spośród nas, całe swoje życie przeżył posłuszny Ojcu, nie ma w Nim nic z egoizmu ani z grzechu. Jako pierwszy spośród całego stworzenia ofiarował się Bogu w sposób doskonały. On modli się jako pierwszy spośród nas, a my zostajemy w Jego cieniu, stajemy za Nim. Przez Niego wszystkie moje modlitwy są zanoszone do Ojca. Medytuję nad tym schowany za Jego plecami.

Z Nim – czyli tak samo jak On, w postawie ofiary. Oddaję Bogu Ojcu to, co posiadam, to, kim jestem, i to, co mnie stanowi. Razem z Chrystusem się oddaję: czy to przez modlitwę, czy przez post, czy przez jałmużnę dopuszczam Boga do różnych dziedzin mojego życia. Podczas modlitwy eucharystycznej mogę Bogu ofiarowywać to, kim ja jestem, aby razem z Chrystusem być ofiarowywanym.

W Nim – to znaczy w Kościele. Msza nie jest modlitwą prywatną, ale wspólnotową. Modlimy się w Kościele, czyli w otwartości na potrzeby, intencje i sytuacje innych, którzy są z nami. Modlę się więc z nimi wszystkimi.

Podsumowując, zewnętrznie nie mam nic do zrobienia, gdy kapłan zanosi modlitwę eucharystyczną, wewnętrznie natomiast mam mnóstwo pracy. Staram się przyjąć taką postawę wewnętrzną, która będzie zgodna z tym, co dzieje się przy ołtarzu.
 
Chrystus zasiadł z uczniami przy stole do świątecznej wieczerzy i rozdał swoje Ciało i Krew. Czemu służy ryt liturgii mszy świętej, czy rzeczywiście potrzebujemy aż tak ścisłej struktury mszy świętej?
 
Co faktycznie zrobił Pan Jezus? Wydaje się, że to nie było nieformalne spotkanie uczniów i nauczyciela. Przeciwnie, Ostatnia Wieczerza to jedna z uczt ofiarnych Izraela. Kalendarz wydarzeń sugeruje, że była to ofiara dziękczynna (Todah), a nie wieczerza paschalna. Taka ofiara miała swój domowy ryt. Chrystus w ramach rytualnej wieczerzy Izraela ustanowił nowy ryt, czym przypieczętował Nowy Testament, ustanowił nowe dziedzictwo dla swoich uczniów.

Na początku łamie chleb, a kielich podaje biesiadnikom na końcu, zgodnie ze zwyczajem. Chrystus Pan napełnia dawny rytuał nową treścią. Przez podanie do spożycia swojego Ciała i swojej Krwi wskazuje na własną śmierć. My ? Jego uczniowie ? staramy się powtórzyć to, co zrobił. Dlatego w obrzędach mszy świętej powtarzamy gesty, słowa i zwyczaje Jezusa (np. dolewanie wody do wina).

Dlaczego potrzebujemy rytuału? Dlatego, że jest czymś niezależnym od nas, przychodzi z góry. Jezus sam mówi: ?Czyńcie to na moją pamiątkę?, a my, dziedzicząc rytuał, uczestniczymy w Jego działaniu. Oczywiście podlega on różnym zmianom i modyfikacjom, zakłada pewną wariantowość. W swej istocie jest jednak niezmienny, a przez to jest dla nas stałym punktem odniesienia. Przez powtórzenia wyrażamy jego wieczny charakter. Nie jesteśmy właścicielami mszy. Jeżeli bierzemy udział w rytuale, to spełniamy czyjeś oczekiwania i przyjmujemy czyjeś reguły. Dzięki temu doświadczamy, że Eucharystia nie należy do nas, ale została nam dana. Podobnie jak zbawienie, przychodzi z góry.
 
Rytuał ma charakter przeżywania wieczności, ale Kościół wprowadza zmiany, dostosowuje rytuał do współczesnych czasów. Może nadal Eucharystia powinna wyglądać jak za czasów Chrystusa?
 
Nie jestem pewien, czy Kościół dostosowuje się do czasów. Wydaje mi się, że owszem, dostosowuje się w tym znaczeniu, że różnego rodzaju znaki zostają odcięte od ekosystemu, w którym wyrosły, ponieważ zmieniła się kultura, język, zwyczaj. Kościół zrezygnował już dwukrotnie z danego języka na rzecz języka bardziej powszechnego. Kilka obrzędów zmieniło swoją formę już kilkukrotnie, a niektóre zupełnie zanikły. Aby wierni mogli uczestniczyć w mszy owocnie, nie może być ona zbiorem archeologicznych form. Jej celem nie jest rekonstrukcja dawnych obrzędów. Staramy się stworzyć takie ramy dla Eucharystii, które pozwolą w sposób owocny przeżyć zjednoczenie z Ofiarą Chrystusową.

W konstytucji o liturgii Soboru Watykańskiego II Sacrosanctum Concilium mówi się, że Kościół ma organicznie rozwijać liturgię. Modyfikacji może podlegać to, co nie należy do istoty. Nie wolno jednak odrzucać czegokolwiek pochopnie. Dawne formy wyrażają często prawdy, o których zapomnieliśmy. Nie mamy ich odrzucać, ale je powtórnie przyjąć, nauczyć się ich dzięki mszy.

bozeCialo-17
 
Czy Apostołowie uczestniczyli w Wieczerniku w pierwszej mszy świętej?
 
Jeżeli przez mszę rozumiemy rytuał, wówczas odpowiedź musi być przecząca, w rytuale mszy Apostołowie nie uczestniczyli. Ewidentnie jednak uczestniczyli w sakramencie Ciała i Krwi Pańskiej. Kiedy sprawujemy mszę świętą, bierzemy udział w uobecniającej pamiątce męki Pana. Apostołowie inaczej ? brali udział w uobecniającej zapowiedzi męki Pana. Dlatego to był sakrament, czyli przyjęcie obecności Pana pod postaciami chleba i wina, a także dostęp do tajemnicy Jego męki. Podczas Ostatniej Wieczerzy Pan oddzielił Ciało od Krwi, osobę od zasady życia, w ten sposób w sakramencie dał uczniom przystęp do swojej śmierci.
 
Zdarzają się sytuacje, kiedy ingerencja w liturgię jest tak duża, że nie do końca wiadomo, czy mamy jeszcze do czynienia z Eucharystią.
 
To kłopot, z którym borykał się już św. Paweł. Pisze do Koryntian: ?przekazałem wam to, co sam otrzymałem?. Koryntianie natomiast chcieli stworzyć Eucharystię na własną modłę. Paweł, używając powyższej uroczystej formuły, mówi, że zwyczaj dotyczący Ostatniej Wieczerzy jest równie ważny jak nauka o zmartwychwstaniu. Tylko w tych dwóch wypadkach posługuje się uroczystym przywołaniem tradycji. To dwa filary wiary katolickiej (przekazywane uczniom, zanim spisano Ewangelię). Sztuka polega na tym, aby nie stać się ważniejszym od Gospodarza. Podczas Ostatniej Wieczerzy Judasz uzurpuje sobie prawo przewodniczenia posiłkowi ? sięga po jedzenie wraz z Chrystusem. Zwyczaj obowiązujący na posiłkach bliskowschodnich nakazuje, by gospodarz rozdawał jedzenie. Uzurpowanie sobie prawa do bycia gospodarzem rytuału wywraca go do góry nogami. Skazuję się wówczas na niebezpieczeństwo, że nie będę uczestniczył w Eucharystii, tylko stworzę sobie jakiś rodzaj wspólnotowego spotkania. Może ono być religijne i wzniosłe, ale nie będzie Eucharystią.
 
Co jest istotą mszy świętej, która nie podlega zmianom?
 
Wprowadziłbym rozróżnienie na to, co konieczne, i na to, co istotne. Istotne jest to, co określa rzecz i stanowi, czym ona jest. Konieczne natomiast są te elementy, które nie tworzą istoty, ale są niezbędne, żeby rzecz istniała. Na przykład w samolocie istotne jest, aby miał skrzydła i śmigło, ale konieczne też są śrubki spajające kadłub, bez nich nie będzie samolotu, mimo że nie należą do jego istoty. Istotą mszy świętej jest uobecniająca pamiątka śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Istotnym jest też to, aby spełnić Jego przykazanie i zamysł: ?Czyńcie to na moją pamiątkę?. Konieczne zaś jest to wszystko, co przez wieki Kościół rozpoznał jako niezmienne części mszy, i intencja Kościoła w nich wyrażana, czyli: uniżenie, przyjęcie Słowa, konkretna dyspozycja wspólnoty (miłość i wiara), modlitwa w imię Pana, wyświęcony prezbiter, komunia itp. Inne sprawy (język, rytuał, gesty, znaki, słowa) ulegają modyfikacjom.
 
Z jakiego powodu Kościół stosuje kilka modlitw eucharystycznych? Przecież one różnymi słowami opowiadają o tym samym.
 
Kościół zna wiele anafor, czyli modlitw eucharystycznych. Zbiór wschodnich i zachodnich anafor jest naprawdę bogaty. Różne Kościoły posługują się różnymi modlitwami eucharystycznymi. W zasadzie intencja w tych modlitwach jest ta sama, czyli żeby przeżyć pamiątkę męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa pod znakami chleba i wina i mieć dostęp do Jego ofiary, a przez nią do Boga Ojca. W Kościele zachodnim od pewnego momentu królowała jedna modlitwa eucharystyczna ? Kanon rzymski ? i w zasadzie do czasu przed Soborem Watykańskim II nie było innych, które byłyby szeroko stosowane w Kościele rzymskim. Równolegle w obrządkach wschodnich funkcjonowały anafory Chryzostoma, Bazylego, Jakuba i inne. W przeddzień soboru i w jego trakcie zaczęto komponować nowe modlitwy eucharystyczne. Uznano, że należy poszerzyć zbiór anafor o modlitwy, które z jednej strony sięgną do tradycji sprzed Kanonu rzymskiego, a z drugiej zainspirują się wschodnią praktyką. Oprócz tego komponowano również modlitwy, które miały w przystępniejszy sposób wyrazić wiarę i potrzeby Kościoła. Czy faktycznie ich potrzebujemy? Czy kompozycje osiągnęły cel? Trudno powiedzieć, choć od reformy minęło już ponad 40 lat. Niektóre z nowych modlitw przyjęto powszechnie (obawiam się, że z powodu ich lakonicznego charakteru), inne na szczęście usunięto z mszału (np. modlitwy eucharystyczne mszy z udziałem dzieci). Przykre jednak jest to, że ze względu na dużą konkurencję wśród modlitw ? jeśli można tak powiedzieć ? Kanon rzymski wykorzystywany jest rzadko. Część pozostałych modlitw, np. czwarta, pierwsza i druga o tajemnicy pojednania, są wykorzystywane równie rzadko bądź wcale. Też szkoda.
 
Mówiliśmy, że Eucharystia jest ofiarą składaną przez Chrystusa Ojcu, a co z wymiarem uczty?
 
Ratzinger napisał świetny tekst na ten temat i stwierdził, że jest to ofiara zapośredniczona w formie uczty. To znaczy, że we mszy są elementy świadczące o charakterze posiłku, jest to jednak uczta symboliczna. Jesteśmy karmieni, daje nam się Krew Pańską do picia, gromadzimy się przy stole. Ale i stół, i pokarm nie mają na celu odwzorowania warunków takiego czy innego posiłku. Stół jest ołtarzem, chleb Ciałem za nas wydanym, napój Krwią za nas wylaną. Msza nie jest więc zwykłą ucztą, ale ucztą ofiarną. Nie można żadnego z tych aspektów pomijać ani przeceniać. Bez wątpienia jest to ofiara, która zawiera elementy symbolicznej uczty.

Pokarm, który otrzymujemy, jest nam dany na życie wieczne. Wobec tego, inaczej niż na zwykłej uczcie, kluczowe nie jest to, co wydarza się w perspektywie horyzontalnej ? między nami, ale to, co dzieje się między nami a Bogiem ? w perspektywie wertykalnej. Owszem, między nami musi być przebaczenie i pokój, ale dlatego, że chcemy zakosztować przebaczenia i pokoju o charakterze wiecznym.
 
Eucharystia jest to sakramentem jedności z Bogiem i z ludźmi, ale ten sakrament dzieli chrześcijan. Czy celem, do którego chrześcijanie dążą, powinna być interkomunia, czyli sytuacja, w której wyznajemy tę samą prawdę o Eucharystii i nie ma przeszkód w uczestniczeniu w Eucharystii sprawowanej w innej wspólnocie?
 
Nas nie dzieli sakrament, nas dzieli rozumienie sakramentu i wiara w niego. Przeciwnie można by było powiedzieć, że dzieli nas Chrystus, bo inaczej w Niego wierzymy, inaczej tę wiarę rozumiemy. Myślę, że to, co dzieli, jest po naszej stronie, a nie po stronie sakramentu. Interkomunia nie jest celem samym w sobie, celem jest wspólna wiara. Jeśli w jakiejś wspólnocie dochodzi do interkomunii, fakt ten oddala nas od prawdziwej komunii. Interkomunia sprowadza sakrament do naszych oczekiwań, do spełniania naszych marzeń. Jest też wyrazem braku wiary w rzeczywistość ukrytą i dostępną w sakramencie. Zdaje się mówić, że nieważne, w co wierzysz, ważne, byśmy przyjmowali znak jedności. Wiara w takim podejściu bliska jest wyobrażeniom, a nie poznaniu prawdy, dostępowi do rzeczywistych tajemnic Pana. Wyobrażamy sobie, jaki jest Chrystus, i każemy Mu spełniać nasze oczekiwania. Pomijamy Jego nauczanie, nauczanie św. Pawła, tradycję Kościoła? Stajemy się uzurpatorami.

Sakrament jest znakiem jedności, ale nie znakiem pustym czy zaklinaniem rzeczywistości. Jest znakiem tego, co rzeczywiste. Interkomunia mogłaby być znakiem jedności, tylko to zakłada wspólną wiarę, a nie wspólny obrzęd. Gdy do tej jedności dojdziemy, nie będzie nam potrzebna interkomunia, będziemy mieli komunię.

DSC_1541
 
Protestanci nie mówią o transsubstancjacji, ale o konsubstancjacji. Co tradycja protestancka chce powiedzieć przez taką zmianę w terminologii?
 
Mówią tak anglikanie i luteranie, to jest inne ? mówiąc mocno ? błędne rozumienie przemiany eucharystycznej. Konsubstancjacja polega mniej więcej na tym, że po przemianie eucharystycznej pozostaje substancja chleba i substancja wina, do której dołącza się ? czy z którą współegzystuje ? substancja Chrystusa. Czyli chleb pozostaje chlebem, ale jakoś w tym chlebie przebywa Chrystus. Kiedy kończy się komunia, to ten chleb przestaje być Chlebem Eucharystycznym i Chrystus już dłużej w nim nie przebywa. Pierwszym skutkiem takiego myślenia jest brak czci dla Najświętszego Sakramentu. Drugim skutkiem ograniczona wiara w realną obecność Pana w sakramencie. Dalsze skutki to już bardziej skomplikowane metafizyczne rozważania, na przykład problem inpanizacji.

Takie myślenie jest błędne w perspektywie Ewangelii, ponieważ Chrystus nie powiedział: ?tu jest Ciało moje, w tym chlebie?, tylko powiedział: ?to jest Ciało moje?. Podobnie Paweł mówi: ?kto niegodnie przyjmuje Ciało Pańskie?, a nie: ?kto niegodnie przyjmuje chleb, który jest Ciałem Pańskim?. To podejście jest niebiblijne. Luteranie i anglikanie stwierdzają: ?Podczas Eucharystii faktycznie obecny jest Bóg, ale na sposób duchowy?, a my mówimy: ?Bóg faktycznie konsekruje materię?. Tę materię przemienia realnie, a nie tylko duchowo staje się w niej obecny.
 
Czy z katolickiej perspektywy możemy stwierdzić, że protestanci nie mają dostępu do Eucharystii, choć uznają ten sakrament jako ustanowiony przez Chrystusa?
 
Z protestantami tzw. pierwszej reformacji jest to problem bardzo skomplikowany. W niektórych Kościołach protestanckich prawdopodobnie do dzisiaj trwa sukcesja apostolska, czyli mają ważnie wyświęcanych księży. Jeśli mają ważnie wyświęcanych księży, mogą mieć ważnie sprawowaną Eucharystię.

Abstrahując od problemu sukcesji, znam kilka świadectw ludzi, którzy odchodzili od protestantyzmu, widząc, co się dzieje z Eucharystią, którą rozpoznawali jako prawdziwie obecnego Chrystusa, i co się dzieje po Eucharystii z przemienionymi postaciami. Realnie cierpieli na widok braku poszanowania sakramentu i dlatego odeszli.

Kościół katolicki mocno stoi na stanowisku, że to, co się dzieje podczas Eucharystii, dzieje się samą mocą odprawiania. Kościół wschodni powie, że musi być wiara w obecność eucharystyczną, żeby ważnie sprawować Eucharystię. Niektórzy teologowie prawosławni mówią jeszcze mocniej, że wśród zgromadzonych wiernych musi być prawdziwa wiara w Eucharystię, aby rzeczywiście doszło do przemiany eucharystycznej.

Można wyobrazić sobie sytuację, że jeśli we wspólnocie protestanckiej jest kapłan ważnie wyświęcony, choćby przez przypadek, i jest intencja sprawowania Eucharystii, to jest ona ważna. Generalnie jednak protestanci odrzucili Eucharystię i dlatego nie można powiedzieć, że to, co sprawują, jest mszą święta. Gdyby tak było, dlaczego trwają w odłączeniu?
 
Porozmawiajmy jeszcze o języku, którego używamy, mówiąc o Eucharystii. Czasem widząc księdza z bursą z Najświętszym Sakramentem mówimy ?Idzie Pan Jezus?. Może w takich sytuacjach powinniśmy bardziej podkreślić przebywanie w postaci eucharystycznej, mówiąc na przykład o Jezusie Eucharystycznym?
 
Wydaje mi się, że nie ma sensu walczyć z pobożnością. Nauka o Eucharystii jest taka: Pan Jezus, w sposób dla siebie samego naturalny, przebywa z ciałem, duszą, w człowieczeństwie i Bóstwie w chwale Boga Ojca po Jego prawicy. Taki jest Jego naturalny sposób przebywania, podobnie jak dla nas naturalnym sposobem bycia jest chodzenie po ziemi i podleganie przyspieszeniu ziemskiemu. W postaciach eucharystycznych Pan jest obecny substancjalnie, rzeczywiście i prawdziwie, to znaczy też z ciałem, duszą, w człowieczeństwie i Bóstwie.

Na tym polega cud Eucharystii, że mogę wskazać konkretny przedmiot i powiedzieć: ?Tak, to jest Pan?. Dlatego klękam przed konsekrowaną hostią. Z drugiej strony warto jednak mieć tę świadomość, że On jest obecny w sposób sakramentalny. Nie mogę powiedzieć, że jest tu wcielony, bo miałby trzy natury. Natomiast jest obecny w sposób sakramentalny, a więc tajemniczy. Dlatego mogę powiedzieć: ?Idzie Pan Jezus?. Choć powinienem pamiętać, że nie idzie, a jest, że nie jest to Jego naturalny, ale sakramentalny sposób bycia, że jest obecny na sposób substancji. Po co jednak walczyć z pobożnością i komplikować?
 
Na koniec chcemy zapytać jeszcze o adorację Najświętszego Sakramentu. Na czym polega wyjątkowość tej formy modlitwy? Czy jest jakaś różnica między modlitwą przed Najświętszym Sakramentem, a modlitwą w domu, kiedy również staję w obecności Boga?
 
Wobec Eucharystii, wobec Najświętszego Sakramentu mam pewność, że Pan jest przede mną i mogę mówić o Jego prawdziwej obecności. Ta pewność może mi pomóc. Ale uwaga, adoracja jest sprawowana ze względu na Najświętszy Sakrament, a moja modlitwa może być kierowana do Boga ze względu na mnie. Mogę modlić się o pomoc od Pana Boga, mogę prosić i dziękować, ale adorację podejmuję ze względu na najwyższą wartość Syna Bożego. Jego przychodzę adorować. To jest pierwszy i podstawowy cel adoracji, a nie moja indywidualna modlitwa. Uwielbiam Boga i oddaję Mu pierwsze miejsce, uznaję Jego prymat, uwielbiam, czczę, adoruję właśnie Pana, obecnego w Najświętszym Sakramencie.

Leave a reply