Teologia Apostolatu


Share this :   | | | |
Teologia Apostolatu

artykuł Wojciecha Giertycha OP

Pobierz artykuł

Send to Kindle

W

adhortacji apostolskiej Vita consecrata Ojciec święty Jan Paweł II stwierdza:

 

„Istotą misji apostolskiej jest bowiem nie tyle działanie, co przede wszystkim świadectwo własnego całkowitego oddania się zbawczej woli Bożej – oddania, które karmi się modlitwą i pokutą.” (44)

 

W tym zdaniu jest wyraźne stwierdzenie, że w apostolstwie ważne są nie tyle same zaangażowania duszpasterskie, przeróżne „akcje”, które się podejmuje, ale co jest najistotniejsze, to osobiste zespolenie apostoła z Bogiem. Apostoł, to ten kto przez Boga został posłany, i kto w podejmowaniu powierzonej mu misji doświadcza towarzyszącej obecności Boga. Sekretem sukcesów duszpasterskich świętych jest ich całkowita dyspozycyjność i podatność na wewnętrzne działanie Ducha Świętego.

Widzimy w Ewangeliach, że Apostołowie szli za Jezusem, odbywali pod Jego kierunkiem formację apostolską. Pan Jezus posyłał ich na praktyki duszpasterskie. Dawał im władzę, moc wypędzania złych duchów. Cieszył się z ich osiągnięć. Mówił po ich powrocie: „Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica” (Łk 10,18). A jednak pomimo tej formacji rodzą się wśród apostołów wzajemne nieporozumienia, zdarzają się niepowodzenia. W chwili śmierci Jezusa wszyscy uciekają. Po Zmartwychwstaniu Jezus „tchnął na nich i powiedział im: <<Weźmijcie Ducha Świętego!>>” (J 20,22), a jednak muszą czekać na Zesłanie Ducha Świętego, aby napełnieni mocą z wysoka mogli iść i głosić Ewangelię. A nawet po Zesłaniu Ducha Świętego też nie od razu są doskonali. Doświadczenie własnej słabości towarzyszy im nadal. Święty Paweł musi pouczać Piotra i wprost mu się sprzeciwia, gdy Piotr ucieka od wolności w Duchu Świętym. Widzimy więc, że otwieranie się na pełnię działania Ducha Świętego nie dokonuje się od razu. Jest to długi proces, dokonujący się w ciągu życia, i to poprzez trudności, kryzysy i załamania. Owocność działania apostolskiego zależy nie tylko od łaski stanu, która jest udzielana przez Boga wraz z powierzoną misją, ale zależy od wewnętrznej podatności na przemieniające działanie Ducha Świętego. W trakcie następujących lat życia, jeżeli równocześnie z podejmowaniem przeróżnych prac apostolskich będzie dokonywało się coraz większe pochłonięcie człowieka przez uświęcające działanie Ducha Świętego, nada to tej posłudze coraz owocniejszą płodność, uzależnioną od dynamiki samego Ducha Świętego.

Możemy zatem postawić istotne teologiczne pytanie: Jak praktycznie w życiu dokonuje się to stopniowe przenicowanie naszego życia i naszej działalności mocą Ducha Świętego? Wiadomo przecież, że nie zawsze to się dokonuje. Widzimy nieraz kapłanów, którzy rozpoczynali swoje kapłaństwo z wielkim zapałem. W pierwszych latach po święceniach mieli ogromną gorliwość, mieli ciekawe pomysły. Można było mówić o pewnych sukcesach duszpasterskich, a potem przyszedł zastój. Coś w osobowości pęka, przychodzi jakiś kryzys, jakieś zamknięcie się w sobie, przychodzą nieporozumienia – nie ma rozwoju duchowego. Wobec trudności wewnętrznych i zewnętrznych rodzi się nieufność, rutyna i czasem niechęć. Roślinka życia nadprzyrodzonego, podlewana przez życie religijne i katechezę lat młodzieńczych, rozwinięta przez lata formacji zasadniczej, kwitnąca po święceniach, przeradza się w kaktus. Zamiast płodności Ducha Świętego jest zniechęcenie, czepianie się innych, a nawet agresja.

Trzeba więc podjąć teologiczne pytanie i przyjrzeć się prawom rozwoju życia duchowego oraz prawom rozwoju łaski apostolstwa. Jakie pouczenie odnośnie rozwoju łaski apostolstwa możemy znaleźć w doświadczeniu świętych i w zasadach teologicznych? Trzeba nam dokonać takiej kwerendy ważnych źródeł teologii, abyśmy znaleźli potrzebne światła, które dopomogą nam właściwie, duchowo przeżywać trudności, których nieuchronnie doświadczamy. To jest całkiem normalne. Natomiast od teologii powinniśmy otrzymać pomoc w przeżywaniu tych kryzysów.

Gdy szukamy teologicznej odpowiedzi na te pytania w ramach tradycji dominikańskiej, stajemy trochę w kropce, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, u św. Tomasza nie znajdujemy teologii rozwojowej. Św. Tomasz spogląda na uświęcone łaską działanie człowieka z perspektywy szczytu. Ma to tę zaletę, że ukazuje nam pułap, kreśli najwyższy horyzont. Ale ponieważ jest to horyzont, do którego w większości jeszcze nie dorośliśmy duchowo, opis Tomaszowy jawi się nam jako drętwy. Możemy u św. Tomasza poczytać jak to ładnie ze sobą współgrają cnoty wlane, dary Ducha Świętego i błogosławieństwa, ale praktycznie często bardzo trudno przychodzi nam zgranie tego opisu z faktycznym, osobistym doświadczeniem duchowym. A jak krok po kroku, w kontekście osobistych trudności, wchodzić w tę rzeczywistość, tego św. Tomasz nam nie mówi. Druga trudność na jaką napotykamy, gdy szukamy odpowiedzi w ramach tradycji dominikańskiej, to fakt, iż nie mamy dominikańskich świętych, którzy by żyli w czasach nam bliskich, i którzy by zostawili nam na tyle bogate pisma (i to wyrażane bliskim nam językiem), aby można było w oparciu o te pisma skonstruować praktyczną teologię apostolatu. Jedyny dominikański święty, żyjący we względnie bliskich nam czasach, to bł. Jacek Cormier, który zostawił sporo pism o charakterze dewocyjno-historycznym, ale na razie brak prób wypracowania progresywnej szkoły duchowości, w oparciu o jego doświadczenia.

W niniejszym artykule pragnę się więc oprzeć nie na intuicjach dominikańskiego świętego, ale na nauce św. Teresy z Avila, a ściśle rzec biorąc, opieram się na pracy doktorskiej ks. François-Regis Wilhelem’a pisanej we Fryburgu pod kierunkiem o. Pinckaersa, na temat mistyki apostolskiej według św. Teresy z Avila . Św. Teresa z Avila została wraz ze św. Katarzyną ze Sieny ogłoszona przez Pawła VI Doktorem Kościoła, co oznacza, iż Kościół uznaje, że w jej pismach są zawarte treści mające szczególną wartość teologiczną i duchową. Jest ona znana przede wszystkim jako wielka mistrzyni i nauczycielka modlitwy. Znajdujemy w jej pismach szczegółowe rozpracowanie etapów rozwoju modlitwy wiodących do ostatecznego, mistycznego zjednoczenia z Bogiem. Najczęściej w jej pismach szuka się świateł dla rozwoju modlitwy. Nie była ona jednak jedynie zakonnicą zamkniętą za klauzurą. Była kobietą czynu, wielką reformatorką swego Zakonu, fundatorką licznych nowych klasztorów. Wiodła życie bardzo czynne, zyskując poparcie dla dzieła odnowy Kościoła wśród królów, biskupów, magnatów.

Autor wspomnianej pracy doktorskiej przyjrzał się pismom św. Teresy z Avila, aby wydobyć z nich naukę o apostolstwie w Kościele. Nie chodziło tutaj o szukanie wzorów duszpasterskich z innych epok. Duszpasterstwo zawsze wymaga nowatorskiej twórczości. Natomiast możemy wydobyć z dzieł świętych wskazania dla duchowego itinerarium apostoła. Zarówno powołanie Marii i Marty jest podatne na duchową transformację. Nie należy zawężać życia mistycznego jedynie do modlitwy i doznań jej towarzyszących. Mistyka, czyli otwartość na łaskę, realizuje się poprzez wiarę, dotyka wszystkich wymiarów życia. Papież w Vita consecrata pisze o mistyce życia wspólnego gdy stwierdza, że:

„… braterska komunia jest nie tylko narzędziem służącym określonej misji, ale przede wszystkim przestrzenią teologalną, w której można doświadczyć mistycznej obecności zmartwychwstałego Pana (42).”

Możemy więc mówić o mistyce pracy apostolskiej. Średniowieczna tradycja dominikańska wyrażała tę samą rzeczywistość za pomocą hasła gratia praedicationis. Pytanie, które stawiamy św. Teresie z Avila jest następujące: W jaki sposób dokonuje się „wpuszczenie” mocy Ducha Świętego w czynne życie duszpasterza? Co należy robić, albo jeszcze lepiej, jak należy to życie przeżywać, aby moc Ducha Świętego rozwinęła życie apostolskie, a nie uległa zatruciu? Na wstępie jest jeszcze ważne poczynienie istotnego rozróżnienia. Pytania, które stawiamy nie dotyczą łask charyzmatycznych, w tradycyjnym rozumieniu słowa „charyzmat”, jako gratiae gratis datae, czyli łask nadzwyczajnych. Zdarza się, że Bóg daje nadzwyczajne łaski, które służą jako znaki dla Kościoła. Ludzie niewierzący, lub słabo wierzący, potrzebują czasem wstrząsu jakiego dostarcza zobaczenie nadzwyczajnego zjawiska, i dlatego czasem Bóg daje niektórym dar czynienia cudów, dar uzdrawiania, dar mówienia obcymi językami, czy inne jeszcze bardziej bulwersujące znaki w postaci lewitacji czy stygmatów. Poruszenie, jakiego zobaczenie takich cudów dostarcza, jest jedynie wstępem dla życia duchowego. Takie dary nadzwyczajne są przez Boga udzielane, ale nie są one żadnym dowodem na świętość tego, który je posiada, i dlatego nie należy takich darów poszukiwać. Natomiast jeżeli zostały one dane, należy nimi służyć Kościołowi. Nasze pytania wobec św. Teresy z Avila dotyczą łask zwyczajnych, będących wynikiem normalnego rozwoju łaski chrztu, a więc dotyczą łask, które są dostępne każdemu chrześcijaninowi. Jeśli będzie obcował z Bogiem, jeśli będzie rozwijał się w życiu nadprzyrodzonym, doświadczy duchowej transformacji. Jak należy z Bogiem współpracować, aby praca duszpasterska i apostolska została napełniona całą pełnią Bożą?

Św. Teresa w Twierdzy wewnętrznej opisuje drogę życia duchowego za pomocą metafory pałacu, w którym przechodząc od pomieszczenia do pomieszczenia dochodzi się do sali tronowej, w której mieszka król. W drodze duchowej wyróżnia ona siedem „mieszkań”, czyli siedem etapów wiodących do pełnego zjednoczenia z Bogiem. Nie to jest ważne by się mierzyć i zastanawiać, w którym mieszkaniu już się znajdujemy. Ważne jest natomiast, by mieć świadomość, że w całej drodze jest ruch, że są przewidziane etapy wzrostu, i że bywają kryzysy, poprzez które Bóg nas oczyszcza (choć przejście z etapu do etapu nie musi się dokonywać poprzez kryzys). Nie ma więc nic dziwnego w tym, że doświadczamy trudności. Jeśli natomiast pilnuje się modlitwy, jeśli cierpliwie szuka się Boga, to pomimo grzechów, z kryzysów się wychodzi. W fazie pierwszej obejmującej trzy pierwsze mieszkania, człowiek zachowuje swoją inicjatywę i jakby niezależność. Bóg dostosowuje swoje działania do kroku człowieka. W fazie drugiej obejmującej pozostałe mieszkania, to Bóg, poprzez dary Ducha Świętego, przejmuje inicjatywę. Człowiek uczy się wtedy współpracy z łaską działającą w duszy, aż do momentu, kiedy to „Bóg jest sprawcą i chcenia i działania zgodnie z Jego wolą” (Flp 2,13). Prawdziwy mistyk to ten, który jest całkowicie oddany misji, jaką otrzymał. Szczyt zjednoczenia z Bogiem jest zarazem szczytem apostolstwa i płodności duchowej.

  • Na samym początku drogi, trzeba odważnie zawalczyć o zaprzyjaźnienie się z Bogiem. Oczywiście należy unikać grzechów, ale uwaga nie powinna być skierowana jedynie na grzechy, które nas bolą. Z Bogiem trzeba się zaprzyjaźnić, trzeba zawalczyć o jakość, a jeszcze bardziej o regularność, osobistej modlitwy oraz o gotowość oddawania się Bogu. Św. Teresa oczekuje od początkujących dusz wielkiego zapału w drodze do świętości. Trzeba mieć wielkie zamiary i nie zrażać się własnymi upadkami. Początkujący winien studiować Ewangelię, aby poznać Jezusa osobiście. To się może wydawać dziwne, ale można być już wiele lat kapłanem, a Jezusa osobiście nie znać. Nie o to tylko chodzi, by wiedzieć coś o Jezusie, ale o to, by wytworzyła się z Nim wzajemna więź miłości. Częstą pułapką jest psychiczne zatrzymanie się na własnych słabościach i rezygnacja z szukania Jezusa. Asceza pierwszych etapów nie ma więc na celu zdobycia doskonałości, co rodziłoby pychę, ale ma na celu takie przestawienie życia, aby się dokonywało szukanie Boga. Czas na wyrugowanie wad przyjdzie na wyższym etapie życia kontemplacyjnego, gdzie zatrzymanie się na samej kontemplacji może zrodzić egoizm. Na początku drogi duchowej trzeba przede wszystkim zadbać o to, by nastąpiło zafascynowanie Bogiem. Trzeba zatem tak zorganizować swoje życie, aby oś życia była skierowana na Boga. Często gdy ksiądz nie ma czasu, pierwsza rzecz, z której rezygnuje, to właśnie osobista modlitwa. Zostaje mu wtedy tylko modlitwa liturgiczna, organizowana dla innych. Gdy przychodzi zmęczenie szuka on odprężenia w kontaktach z ludźmi, w rzeczach miałkich, pustych, w TV, a nie w Bogu, bo Bóg jeszcze nie stał się dla niego najbliższym przyjacielem.

 

  • Św. Teresa z Avila określa etap trzeciego mieszkania jako moment, kiedy jest osiągnięty pewien sukces w nadaniu sobie rozumnego ładu. Człowiek panuje już nad sobą, ma swoje życie dobrze zorganizowane. Jest czas na modlitwę i czas na zaangażowanie apostolskie. Wszystko wydaje się być dobrze i po Bożemu ułożone, ale św. Teresa wypowiada się o tym etapie z pewną nutą ironii. Człowiek może się „urządzić” w swoim życiu duchowym. Jest w tej postawie jakaś duma z własnego ładu, przy równoczesnym braku rezygnacji z siebie. Wymagania Boże są dostosowane do własnej modły. Człowiek chce być panem swoich uczynków. Bardziej opiera się na własnej rozumnej mądrości niż na miłości Boga. Brak natomiast u niego szaleństwa dla Chrystusa, brak zgody na to, że „myśli Boże nie są myślami naszymi, i drogi Boże nie są drogami naszymi” (Iz 55,8). Przejście w drugą fazę życia duchowego, począwszy od czwartego mieszkania, zależy od oddania się całkowicie Bogu, na prawach Bożych. W okresie międzywojennym zastanawiano się w teologii duchowości czy powołanie do życia mistycznego nie jest łaską wyjątkową dawaną przez Boga jedynie jakiejś wybranej elicie, co by oznaczało, że są jakby dwie klasy ludzi w planach Bożych: jedni powołani do mistyki, a drudzy zwyczajni ludzie. Jest to sugestia fałszywa. Nie ma takiego podziału. Wszyscy ludzie są powołani do udziału w pełni Bożej. Natomiast istotny podział pojawia się pomiędzy tymi, którzy się Bogu oddają na prawach Bożych, i następuje u nich wzrost, a tymi, którzy jak bogaty młodzieniec z Ewangelii wycofują się na znane sobie pozycje. Bóg nie potrzebuje naszych uczynków, ale potrzebuje naszego oddania. Kontemplacja wlana jest więc uzależniona od jakości naszego oddania się Bogu. Mając świadomość, że jesteśmy sługami nieużytecznymi (Łk 17,10), trzeba zachować w sercu zmysł darmowości. Ważną pomocą w przejściu pod reżimem działania darów Ducha Świętego jest podejmowane z miłości wobec Boga posłuszeństwo. Nie dotyczy to oczywiście tylko zakonników. Posłuszeństwo Bogu realizuje się też w życiu świeckim. Wartość posłuszeństwa zależy od wartości daru z siebie. Gdy przyjmie się niekiedy trudne posłuszeństwo jako wyraz oddania się Bogu, oczyszcza to więź z Bogiem i otwiera nowe horyzonty. Widzimy to nieraz przy nowych asygnatach. Gdy ktoś nie potrafi puścić swych przywiązań, gdy nie potrafi zgodzić się na zmianę, której Bóg od niego wymaga, to ten wewnętrzny bunt go niszczy. Kto natomiast oczyma wiary odczytuje zmiany zachodzące w życiu, znajduje nowe duchowe siły.

 

  • Poczynając od czwartego mieszkania, w którym jest całkowite oddanie się Bogu, działanie Boga w duszy staje się coraz bardziej dominujące. Gdy poprzednio w modlitwie i w pracy opierano się głównie na naturalnych zdolnościach, teraz wzrasta podatność na prowadzenie przez Ducha Świętego. Świadome odbywanie medytacji staje się trudne albo wręcz niemożliwe, ale trwa nostalgia za Bogiem. Doświadczenie Boga powoduje doświadczenie własnej słabości. Zaczyna się cenić punkt widzenia wiary we wszystkim, szczególnie w działaniu. Rodzi się jakieś poczucie nieudolności, jakieś niezadowolenie z pracy. Te trudności nie wynikają z braku kompetencji, ale z działania Bożego. Gdy się pojawiają, nie trzeba się zamykać w duchowym paraliżu. Trzeba wiedzieć, że takie chwile przychodzą w życiu duchowym oraz że to jest całkiem normalne. Ludzie przeżywają takie stany także w małżeństwie. Doświadczenie nocy oczyszczającej wewnętrzne nastawienie obejmuje czasem najbardziej banalne zajęcia. Bóg daje doświadczyć, iż Jego pomoc jest potrzebna w każdym najprostszym działaniu. Pouczenie świętych jest tutaj wielką pomocą, ponieważ pozwala oddawać Bogu swoją słabość z jeszcze większą gorliwością i z jeszcze większą ufnością w moc Bożego miłosierdzia. Gdy te chwile próby pochodzą od Boga, towarzyszy im ufność. Trwa się więc w powołaniu, a z czasem przychodzi łaska pokoju i radości. W nocy zmysłów, w czwartym mieszkaniu, złe skłonności są całkowicie opanowane. W analogicznej nocy ducha, występującej w szóstym mieszkaniu, te złe skłonności są całkowicie wykorzenione. Gdy przychodzi noc, okres doświadczeń i próby, nie należy rezygnować z modlitwy, ale właśnie trzeba przy niej trwać pomimo ciemności.

 

  • W piątym mieszkaniu następuje zjednoczenie woli z Chrystusem. Odtąd życie jest „ukryte z Chrystusem w Bogu” (Kol 3,3). Człowiek zjednoczony z Chrystusem zaczyna mieć te same pragnienia, te same odczucia co Chrystus. Rodzi to bolesną i palącą troskę o zbawienie wszystkich ludzi. Ta troska nie jest skutkiem tylko rozumowania, ale pochodzi z wniknięcia w tajemnicę Chrystusa i Jego mistycznego Ciała. Rodzi to pewne rozdarcie opisywane przez św. Pawła pomiędzy pragnieniem bycia z Bogiem i pragnieniem zbawienia ludzi. Człowiek tak zjednoczony z Bogiem cechuje się pewnym nadprzyrodzonym ciepłem. Jego osobowość pociąga innych ku Bogu. Na tym polega ojcostwo czy macierzyństwo duchowe. Jest to przyciąganie ludzi ku Bogu, czy też rodzenie ich dla Boga, dokonujące się poprzez cały czar osobowości.

 

  • Ostatnią wielką próbą jest noc ducha, etap w którym Bóg dokonuje głębokiego oczyszczenia duszy. Towarzyszą temu okresowi wielkie trudności. Pojawia się wtedy jakieś uczucie odrzucenia przez Boga. Jest samotność, niezrozumienie ze strony spowiedników, a czasem prześladowania ze strony najbliższych. Wspomnienia dawnych grzechów nie dają spokoju. Wydaje się, że nie ma w ogóle miłości w sercu. Czasem boleśnie postrzega się kryzysy Kościoła. Każdy człowiek podobnie zresztą jak cały Kościół, musi przejść za Jezusem przez misterium paschalne. Gdy pomimo tych trudności mamy świadomość, że jesteśmy tylko narzędziem w rękach Bożych i trwamy w całkowitej dyspozycyjności wobec Boga, to apostolstwo staje się wówczas doskonałe. Święci będący na tym etapie dokonują wielkich dzieł Bożych. Równocześnie na tym etapie mogą się pojawić jakieś nadzwyczajne dary, gratiae gratis datae, dane dla innych. Istotne jest jednak otwarcie duszy na miłość Bożą, a nie sposób w jaki to się dokonuje. Jak mówi św. Teresa z Avila, człowiek staje się zanurzony w Bogu jak gąbka w wodzie.

 

  • U kresu drogi, przy siódmym mieszkaniu, zjednoczenie z Bogiem jest kompletne i definitywne.

Droga opisana przez św. Teresę pokazuje nam, że nie ma czegoś takiego jak czysty kontemplatyk i czysty aktywista. Drogi Marii i Marty zlewają się w jedno. Sercem apostolstwa jest moc Bożej miłości, która przemienia ludzkie działanie. Dlatego więcej przyczynia się do wzrostu Kościoła jedna osoba oddana całkowicie Bogu niż nawet wielu działaczy, choćby i bardzo dynamicznych, ale opierających się wyłącznie na własnych siłach.

Jakie wnioski płyną z nauki św. Teresy z Avila dla naszego apostolstwa? Niezależnie od tego gdzie jesteśmy posłani i w jakich warunkach przeżywamy nasze misyjne i duszpasterskie obowiązki, droga duchowej transformacji opiera się na tych samych zasadach.

Po pierwsze, duchowa owocność czy płodność naszej posługi zależy od osobistego zmierzania do świętości. Ważna jest więc decyzja, wyrażona nie tylko raz, ale podtrzymywana ciągle, aby dawać się Bogu aż do końca, wierząc że Bóg dostarczy odpowiednich środków. Nie chodzi tutaj o zimny woluntaryzm, ale o hojne, z miłości, odpowiadanie na Boże wezwania. Świętość polega na zawierzeniu Jezusowi i na dawaniu Jemu swego życia, tak jak św. Piotr, który odważył się chodzić po wodzie. Nie należy pomniejszać wielkich pragnień, nie należy rezygnować ze świętości. Taka postawa byłaby tylko pozorną pokorą. Nawet ci, co boleśnie odczuwają swoje upadki, co naocznie widzą swoją własną słabość, niech nie gaszą swej duchowej ambicji. Osoba tryskająca miłością do Boga zawsze pociąga innych ludzi.

Po drugie, życiu duchowemu towarzyszy pewna antynomia. Moc Boża spotyka się ze słabością ludzką. Tak jest zawsze, i w życiu duchowym, i w życiu apostolskim. Kroczenie ku Bogu nie polega na triumfalnym gromadzeniu sukcesów, ale na coraz większym otwieraniu się na Boże miłosierdzie. Nic więc dziwnego, że boleśnie doświadcza się własnej nędzy, że rodzą się trudności we wspólnotach, że przy tworzeniu klasztorów na terenach misyjnych powstają zdawałoby się niepokonalne trudności. Samo doświadczenie biedy jeszcze nie jest znakiem łaski. Ale gdy tej biedzie towarzyszy otwarcie na miłosierdzie Boże, narasta coraz bardziej świadomość, że to Bóg jest budowniczym Kościoła, i że bez Chrystusa nic uczynić nie możemy (J 15, 5). Dlatego św. Paweł wypowiada paradoksalne słowa: „Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny”(2 Kor 12, 9-10).

W apostolstwie doświadcza się „nocy” działalności apostolskiej. Odbierają one nam nasze dzieło, pozwalają nie przypisywać sobie zasług za sukcesy oraz prowokują do głębszej nadziei. W apostolstwie ma miejsce nadprzyrodzona współpraca z Odkupieniem. Dlatego trzeba pozostać ubogim, aby umieć zasługi przypisywać Bogu. Praca apostolska będzie mistyczna, gdy naprawdę będziemy przekonani, że Bóg jest tym pierwszym, który działa, a my w naszym ubóstwie duchowym doświadczamy tego, że jesteśmy jedynie sługami nieużytecznymi. Im głębszy postęp duchowy, tym bardziej będzie się doświadczało duchowego ubóstwa.

Po trzecie, w pracy apostolskiej trzeba wytworzyć w sobie sprawność poszukiwania Boga. Orientacja ku Bogu musi pozostać pierwszoplanowa. Nie ma konkurencji pomiędzy szukaniem a pracą apostolską. Jedno i drugie jest Boże. Ale na początku bywa tak, że zaangażowanie czynne zubaża duszę. Rzutki aktywizm gorliwego, młodego duszpasterza z czasem prowadzi do duchowego wyczerpania. Stąd trzeba roztropności w rozkładaniu prac, tak aby był zachowany rytm osobistej modlitwy, dni skupienia, czuwania nad jakością własnego życia duchowego. Ważne jest by dobre dzieła były podejmowane z natchnienia Bożego, a nie z innego motywu. Nie o to chodzi, by gromadzić swoje dobre uczynki, ale chodzi o to, by były one podejmowane z miłości dla Pana. Na etapie trzeciego mieszkania dokonuje się wiele dobrych dzieł, ale trzeba je przekroczyć, gdyż naszym darem składanym Bogu są nie nasze dzieła, ale nasze oddanie się Bogu. Bóg nie potrzebuje naszej pracy. On może z kamieni zrodzić synów Abrahamowych, ale potrzebuje naszego daru, naszej ofiarowanej w miłości woli. Oddanie naszej woli na prowadzenie przez Ducha Świętego sprawia, że modlitwa przeradza się w modlitwę kontemplacyjną, a apostolstwo staje się mistyczne. Pozwala to na postrzeganie opatrznościowego działania Boga w wydarzeniach. Św. Teresa podaje, iż zjednoczenie woli w piątym mieszkaniu zapala w sercu nowy żar misyjny. Jest ono owocem nie tyle ludzkiego rozumowania, co daru łaski Bożej. Dopiero na ostatnim etapie siódmego mieszkania znika napięcie pomiędzy byciem z Bogiem i byciem z ludźmi.

Po czwarte, w sercu mistyki apostolskiej jest nadprzyrodzona miłość. Ona jest udzielana przez Boga dla służby, a nie dla egoistycznego radowania się. Miłość zaczyna się od najbliższych. Przede wszystkim dotyczy własnej wspólnoty, a dopiero następnie innych ludzi. Dlatego ważne jest praktykowanie braterskiej miłości wobec najbliższych.

Po piąte, apostoł jest wezwany do przeżywania Paschy Chrystusa wewnątrz swej posługi apostolskiej. Oczyszczenia jakie przychodzą w trudnościach są opatrznościowe. Odzierają one z własnych ambicji i przywiązań, i wyrabiają podatność na prowadzenie przez Boga. Nie tylko niedoskonałe pragnienia muszą być oczyszczone, ale również i dobre pragnienia wymagają oczyszczenia. Im bardziej wchodzi się w tajemnicę wiary, tym bardziej doświadcza się ciemności. Gdy Pan wybiera sobie Apostoła, to go kształtuje, aż w ubóstwie duchowym stanie się on całkowicie podatny na prowadzenie Ducha Świętego.

Po szóste, apostolstwo przyczynia się do rozwoju życia mistycznego. Często pojmuje się naszą dewizę contemplata aliis tradere na zasadzie pewnej baterii. Trzeba w kontemplacji naładować baterię, a potem w działaniu następuję jej wyładowanie. Jest to obraz fałszywy, gdyż łaska Boża jest obecna zarówno na poziomie modlitwy, jak i na poziomie głoszenia. Jeżeli trwamy w zjednoczeniu z Bogiem, to łaska Boża jest płodna również w naszych apostolskich poczynaniach. A co więcej, jak zauważa św. Tomasz, życie czynne poprzez swoje trudności może bardziej wymuszać wiarę i bardziej oswajać z ciągłym obcowaniem z Bogiem, niż życie kontemplacyjne. Jest więc i wpływ życia apostolskiego na życie modlitwy. Rzecz w tym, aby wszelkie prace były podejmowane w ciągłym spojrzeniu wiary i miłości skierowanym ku Bogu.

 

Leave a reply