Wakacyjne przemyślenia


  • Sierpień 03, 2018
Share this :   | | | |
Wakacyjne przemyślenia

 

W

akacje to dla nas – braci studentów – czas ciągłego bycia w drodze pomiędzy kolejnymi zadaniami czekającymi na nas w poszczególnych klasztorach w prowincji.
 
Pamiętam z nowicjatu jeden numer Teofila czytanego podczas kolacji, którego tytuł brzmiał Klasztorem kaznodziei jest Świat. Gdy dzisiaj o tym myślę, to jest w tym haśle sporo racji. Wracając do tematu wakacji chciałbym powiedzieć, że w tym roku jestem wyrwany z tak zorganizowanego okresu, ze względu na mój wyjazd do Stanów Zjednoczonych, który rozpocznie się pod koniec lipca. Jednakże, już dzisiaj mogę powiedzieć (a mamy tak naprawdę początek wakacji), że nie jest to czas pozbawiony Bożej obecności i Bożego działania.
 
Tradycyjnie, kiedy przyjeżdżam do rodziców na wakacje, wyciągam swój ukochany rower Cube Acid – którego kupiłem już jako używanego za pieniądze zarobione w Anglii, kiedy byłem jeszcze studentem Politechniki Warszawskiej. Pamiętam moją pierwszą podróż, kiedy wracałem nim po skończonym roku akademickim do domu (około 100 km) a w plecaku miałem jedynie to, co mi zostało w akademiku z okresu sesji, czyli sześć jajek, które ugotowałem na twardo i kawałek suchego chleba. W domu rodzinnym mam wyznaczoną stałą trasę, którą jeżdżę dzień po dniu i której nie zamieniłbym na żadną inną. Droga ta wiedzie przez nieprawdopodobnie malowniczy Garb Gielniowski (tak, to ten Gielniów od bł. Wladysława z Gielniowa, patrona Warszawy), który w niesamowity sposób oddaje piękno stworzenia. Podczas codziennych wypadów mam sporo czasu, aby pobyć sam na sam ze sobą i z Bogiem. Tak naprawdę, to te moje wypociny są właśnie wynikiem pewnych przemyśleń podczas moich rowerowych wycieczek.
 
Przed przyjazdem do rodzinnego domu na urlop, odbyłem jeszcze swoje coroczne rekolekcje. W związku z wyjazdem za granicę rekolekcje te musiałem odbywać indywidualnie a miejscem, jakie wybrałem na ten czas był klasztor Cystersów w Wąchocku. My, dominikanie od zawsze mieliśmy ciągoty monastyczne, i nie ma się co dziwić skoro jedna z naszych zakonnych dewiz brzmi: Contemplare et contemplata allis tradere, czyli kontemplować i owoce kontemplacji przekazywać innym. Jadąc tam byłem ogromnie ciekaw cysterskiego życia – wstawania wcześnie rano, liturgii monastycznej, pracy w polu – tego prawdziwego, „lepszego” życia monastycznego. Chciałem doświadczyć czegoś więcej, czegoś bardziej, bardziej pięknego, bardziej bożego. Co otrzymałem? Wolność bycia dominikaninem.
 
Czas spędzony we wspólnocie cysterskiej był dla mnie naprawdę świętym czasem i czułem się tam jak u siebie. Bracia i ojcowie tam mieszkający to cudowni ludzie z sercami na dłoni, którzy przyjęli mnie z ogromną dobrocią i czułością. Niemniej jednak, najważniejszym dla mnie jest to, co Bóg chciał mi powiedzieć podczas tych rekolekcji i przez braci tam mieszkających. Będąc tam tylko tydzień zdążyłem doświadczyć słabości braci i braków wspólnoty, ale jednocześnie Bożej Obecności każdego dnia w Wąchockim opactwie. Bycie tam uświadomiło mi, że ludzie wszędzie są tacy sami. Wszyscy mamy słabości, wszyscy jesteśmy grzeszni, ale również wszyscy możemy być święci niezależnie od tego gdzie oraz kim jesteśmy: czy cystersami w Wąchocku, czy ludźmi świeckimi w Krakowie czy nawet jezuitami w Gdyni. Wszędzie w tych miejscach jest Bóg, który nas do tej świętości wzywa i który udziela nam łaski, abyśmy tą świętość mogli osiągnąć.
 
Nie wiem jak wy, ale ja często walczyłem z takim przekonaniem, że wszędzie lepiej, gdzie nas nie ma i wydaje mi się, że wielu ludzi ciągle wierzy i żyję tym powiedzeniem. To dlatego w dzisiejszych czasach tak bardzo modne i popularne stały się różnego rodzaju media społecznościowe. Dlaczego my ciągle scrolujemy tego facebooka? Dlaczego co chwilę oglądamy instagrama? Czyż nie z powodu tęsknoty za miejscami, w których byli nasi znajomi a w których nas nie było? I dlatego rekompensujemy sobie tę tęsknotę przeglądaniem tablicy facebookowej, czy instagramowej, czyli kontrolą rzeczywistości, której byliśmy pozbawieni i w której nie było nam dane uczestniczyć.
 
Wszędzie lepiej gdzie nas nie ma jest wierutnym kłamstwem, które odbiera nam spontaniczność życia i radość bycia chrześcijaninem. Każdy z nas jest niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju osobą z którą Bóg pragnie wejść w indywidualną relację i doprowadzić do zjednoczenia z Sobą. Nie dajmy się oszukać kłamstwu tego świata i zacznijmy żyć na pełnej petardzie. Kończąc humorystycznie zacytuję Alinę z Grupy Darwina:
 

Otwórz się na chwilę, żyj tu i teraz a nie tam i potem

Leave a reply