Wchodząc w jesień


  • Listopad 14, 2018
Share this :   | | | |
Wchodząc w jesień

 

„Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę”.

 
W ostatnich dniach dużo obcuje z jesienią. Zdarzył mi się spacery po ozłoconym Krakowie, który w tej szacie wygląda do prawdy uroczo i krótki wypad w Tatry, które, choć już mniej kolorowe, wciąż urzekają. Zdarzyło mi się także sięgnąć po Muminki. To moja obowiązkowa lektura na jesienne wieczory.
 
Te wszystkie październikowe doświadczenia zbierały się we mnie i tworzyły swoiste tło dla Słowa, które mnie tu otacza, wciąż na nowo wybrzmiewa i nieustannie próbuje mnie nawracać. Ostatnia ten jesienny obraz domagał się ode mnie większej uwagi, więc postawiłem przelać na papier wszystko to, co wydawało mi się istotne. Względnie uporządkowaną wersje tych poruszeń zamieszczam poniżej.
 
Podczas jednej z ostatnich niedzieli był czytany fragment ewangelii Marka o człowieku, który chciał pójść za Jezusem . Myślę, że naprawdę chciał. Zatrzymał Nauczyciela, gdy ten wybierał się w drogę i na kolanach pytał o to, co ma czynić, aby żyć. Musiało mu zależeć. Jezus po krótkiej katechezie zaprosił go do pozostawienia wszystkiego i wyruszenia za Nim.
 

„Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości”.

 
Mógłbym tu jako świeżo upieczony zakonnik, napisać o pozostawianiu wszystkiego na moim własnym przykładzie. W końcu prawdą jest, że od jakiegoś czasu jestem na zupełnie nowej drodze i całkiem sporo tego, co gromadziłem przez lata, musiałem pozostawić. Ja jednak odwołam się opisu wymarszu Włóczykija, który jest mi bliski i bardzo dobrze oddaje to, co ja nieudolnie próbowałbym przekazać własnymi słowami.
 

„Taki wymarsz zawsze jest nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść”.

 
Skoro Tove Jansson przyrównuje naszego bohatera do drzewa, to dorzucę jeszcze ten obraz. Otóż drzewo, gdy poczuje, że nadchodzi zima, aby przetrwać odcina dopływ soków do gałęzi. Tym samym godzi się na zrzucenie liści i wchodzi w pewien sposób w proces obumierania. Proces, który jak wiemy ostatecznie prowadzi do wiosny.
Skoro już jako tako zarysowałem tło, to spróbuje przejść do sedna.
 
Ten, który zadawał Jezusowi pytanie, musiał poczuć wielkość zaproszenia, którym został obdarowany. Z całą pewnością biegnąc z pytaniem czuł, że nadchodzi jesień i czas ruszać w drogę. Odpowiedź, którą otrzymał mogła go w tym tylko utwierdzić. Problem polegał na tym, że pytając o podniosły cel zatrzymał swój wzrok na tym, co przyziemne. Na stracie, która jest nieodłącznie związana z tytułowym „wchodzeniem w jesień”.
 
Ileż to razy ja otrzymywałem podobne zaproszenia i zamiast wyruszyć odchodziłem smutny! I wcale nie chodzi mi o jakieś wielkie decyzje. W klasztorze kilka razy dziennie można usłyszeć ciche wołanie Pana Boga, który w małych potrzebach braci daje okazje do pozostawienia własnych planów i wyruszenia za Nim. Każda taka sytuacja pachnie jesienią i jest wchodzeniem w umieranie. Ci, którzy są tu już wiele lat, wiedzą, że to paradoksalnie jedyna droga do życia.
 
Ciekawe wydaje mi się zestawienie przytoczonego fragmentu o wymarszu Włóczykija i obrazu drzewa. Szczególnie w kontekście tego pośpiechu. Odsyłam kilka linijek wyżej i zachęcam do krótkiej refleksji. Moja, gdybym ją spisał nie należałaby do zwięzłych, więc oszczędźmy sobie tego.
 
Dodam tylko, że Halina Poświatowska, w „Opowieściach dla przyjaciela”, idzie o krok dalej i pisze, że drzewa umierają inaczej niż ludzie, bo malując się na złoto „wyglądają tak, jak gdyby cieszyły się własną śmiercią”.
 
Może to jest ten ideał, do którego Jezus zaprasza bogacza i każdego z Nas? Nie tylko obumierać, ale jeszcze zachwycać w tym obumieraniu.
 
Wracając …
 
Co łączy Włóczykija i bogacza? Ogromne pragnienie wyruszenia w drogę. Co ich różni? Ten pierwszy, gdy poczuł, że czas ruszać, na nic się nie oglądał. Znał siebie i wiedział, że musi to zrobić szybko, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać. Wiedział czego chce i jedynie to miał przed oczami. Pełen wiosennej nadziei wchodził w jesień.
Bogatemu człowiekowi brakło radykalności, której wymaga ewangelia. Oglądając się na własne bogactwa zatrzymał wzrok na rzeczach przyziemnych i stracił z pola widzenia to co zaoferował mu Chrystus i czego przecież sam tak bardzo pragnął. Posługując się wcześniejszymi obrazami możemy powiedzieć, że obawiając się jesieni zrezygnował z doświadczenia wiosny.
 
Przed zakonem znałem osobę, która z dziecięcą tęsknotą żegnała ostatnie liście na drzewach, by kilka miesięcy później ze znaną sobie radością przywitać pierwsze ślady wiosny. Wydaje mi się, że podobnie jest w naszej relacji z Panem Bogiem. W jesieni naszego życia nigdy nie jesteśmy sami a radość Nieba, gdy wybucha w nas wiosna, jest wprost nie do opisania!
 
Zostawiam Was i samego siebie z myślą, która na szczęście nie daje spokoju i pewnie będzie wracać i nawracać przez całe życie.
 
Czy naprawdę chcę wyruszyć ku wiośnie mojego życia?
 

„Są tacy, co zostają w domu i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było. Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jeszcze czas i w żadnym razie nie rozmyślić się”.

 


autor: Łukasz Janik OP

Leave a reply