Wersja wydarzeń


Share this :   | | | |
Wersja wydarzeń

artykuł Michała Zioło OCSO

Send to Kindle

 

„Cztery miliardy ludzi na tej ziemi,

a moja wyobraźnia jest , jak była.

Źle sobie radzi z wielkimi liczbami.

Ciągle ją jeszcze wzrusza poszczególność.

Wisława Szymborska

 

N

ajdoskonalszym opisaniem przyjaźni jest sama przyjaźń….
Popadłszy już na początku tego skromnego szkicu w te nieuniknioną antynomie, postaram się mimo wszystko zwrócić uwagę czytelnika na kilka ważnych momentów w tajemnicy przyjaźni, które według mojej opinii są kapitalne, ale i zapoznane – warto wiec przywrócić im w naszej pamięci należne im miejsce.

1.Zastana wersja wydarzeń: Destylacja przed Kreacją.

Ćwiczone skłonności człowieka do analizy i ruminatio problemow są jak najbardziej uprawnione i naturalne, lecz maja one swoje miejsce i czas – nie chce przez to powiedzieć, że człowiek zdolny jest mechanicznie wyłączyć się z tego procesu i zatrzymać myślenie, zbieranie wiadomości i ich medytowanie. Fakt przyjaźni poucza nas jednak, ze istnieje jeszcze inny porządek – przedanalityczny, który opiera się przede wszystkim na relacji zaprawionej ogromną dozą spontaniczności.

To prawda, wiele już wiemy o przyjaźni, posiadamy ogromny arsenał świadectw i teorii na jej temat, jak tez dostateczny zapas dyskietek z klasycznymi problemami , które pojawiają się w spotkaniu z nią – jednak niewielu z nas posiada odwagę „wejścia w kreatywną relację”. Pragniemy spotkać przyjaciela, rozprawiamy o dobrodziejstwach przyjaźni, lecz zwycięża samotność, ponieważ wciąż żyjemy w atmosferze paniki, iż nie jesteśmy dostatecznie przygotowani ni intelektualnie, ni uczuciowo na takie spotkanie. Przyjęliśmy także, jako wygodny model „strukturyzacji osoby”, dokładanie kolejnych warstw encyklopedycznej wiedzy i dobrze sprzedających się informacji. „Strukturyzacji” tej dokonujemy, bardzo często z leku i wygody, na obrzeżach życia wspólnego, które z natury swojej sprzyja powstawaniu przyjaźni. Dziedziczymy też bezwiednie pakiet podejrzeń upływającej epoki, ze nic nie jest czyste i bezinteresowne w relacjach osób. Pielęgnując narcystycznie naszą wątłą tożsamość pozwalamy sobie od czasu do czasu na wyście do otaczającego nas świata i zakomunikowanie naszej woli otoczeniu. Zaraz potem następuje pospieszny powrót do bunkra osobności – z obolałą świadomością, że wola ta, niosąca drugim szczęście i normalizacje napiętych sytuacji, i tak przez otoczenie zostanie odrzucona. Rzecz jasna, nie są to warunki do narodzenia się przyjaźni, choć oczywiście Bóg jest władcą niemożliwego.

Rzeczywiście, przyjaźń potrzebuje prenowicjatu …Kreacji przed destylacją. Podjęcia tej dolegliwości, która nazywa się strata czasu prywatnego, prostego poświęcenia naszych społecznych osobowości w miejscach i w zadaniach, które uchodzą za mało zaszczytne i domagają się niekiedy anonimowości. Kiedyś nazywano to najprościej służbą. Dodać należy, że miejsca te i zadania nieubłaganie zweryfikują moje umiejętności i talenty – będą one albo zbyt wąskie albo nazbyt wysokie wobec tego , co nosimy w sobie, a przy tym będą się domagały zaangażowania całkowitego i wręcz ofiary – jak to zwykle bywa w środowisku homo sapiens …owoce takiej służby dają się wyrazić w dwóch nabytych zachowaniach : promocji innych i prośbie o pomoc. Taka jest też myśl człowieka nowego humanizmu – św. Benedykta, który poświecił 68 rozdziałów swojej Reguły sytuacji, w której brat otrzymuje polecenie trudne lub zgoła niemożliwe do wykonania.

W tym prenowicjacie przyjaźni można już mówić o towarzyszach powierzonych nam zadań, a słowo „socjusz” niesie w sobie obok uważnej dyskrecji, dyspozycyjność i pewnej pomocy także nowa jakość egzystencji – przerwanie osobności, powolne obumieranie egoizmu i nakaz kontaktu (czasami instytucjonalny) przez proste komunikowanie swoich potrzeb, swojej dyspozycyjności, stanów swojego ducha, pominąwszy oczywiście przypadki zarezerwowane sakramentowi pojednania lub niszczące sens życia i odwagę innych w realizacji powierzonych zadań.

 

2.Upragniona wersja wydarzeń.

 Wydaje się , że dla człowieka otwartego już prenowicjat przyjaźni może wskazać na jej kapitalny element, czyli jej kontekst. Tak też można zinterpretować zdanie Epikura: ” Przyjaźni należy szukać dla niej samej, chociaż jej początki leżą w potrzebie pomocy”. Przyjaźń nie może być odseparowana od kontekstu, w którym się rodzi, a kontekst objawia proroctwo wobec tej rodzącej się przyjaźni. Jak łatwo zauważyć – biblijna przyjaźń znajduje się w sieci konkretnych historycznych zdarzeń, prowokowana jest przez sytuacje w jakiej znajduje się Naród Wybrany, jej katalizatorem stają się Boże wezwania skierowane do tej społeczności, a wezwanie do przyjaźni włączone jest w wezwanie do dokonania konkretnego dzieła – jak na przykład wyzwolenie ludu z opresji przeciwnika i zasianego przez niego strachu. Rzeczy takiej wagi przekraczają siły jednostki, która nie tylko staje wobec potęgi przeciwnika, ale nade wszystko skonfrontowana jest z własną niedojrzałością i ograniczoną wizją zdarzeń.

Kontekst zbliża ludzi, wyrywa ich z „własnego namiotu” i daje szanse głębszego poznania świata, ludzi i siebie, własnie przez nieuniknione zaangażowanie w „sprawę”. Nie na darmo mówi się na przykład o pokoleniu warszawskich Kolumbów, że byli to ludzie, którzy wspaniale poznali się na sobie….

Zadajmy wiec teraz pytanie: czego dotyczy to poznanie? Rzec można, że dwójka przyszłych przyjaciół rozpoznaje w sobie tę samą siłę i te same pragnienia wobec napierającej na nich rzeczywistości. Jest to tajemnicza intuicja, chociaż doskonale podbudowana pamięcią dokonanych przez drugiego gestów i większych czynów. Mówiąc jeszcze ostrzej – ludzie ci rozpoznają w sobie to samo życie, które korzeniami sięga Boga. Nie trzeba dodawać, że jest to potężny moment w życiu każdego z nich, który pozwoli w przyszłości dokonać odnowy przyjaźni, powrócić do pierwotnej gorliwości jedynego spotkania – z biegiem lat oczywiście reinterpretowanego i pogłębianego w swoim znaczeniu. I to własnie kontekst i potrzeba sprzyjają odwadze uznania tego życia w drugim. A nie jest to łatwe. Bardzo często bowiem pragniemy tę potężną rzekę zamknąć w dobrze uregulowanym kanale , przeznaczając jej zadanie i narzucając metodę. Kiedy rzeka rwie tamy, czujemy się zdziwieni i zranieni. I w jednym i w drugim przypadku ścierają się ze sobą dwie miłości własne. To starcie jest jednak konieczne, gdyż wnosi nowe doznanie. Niedoświadczeni jeszcze „kandydaci do przyjaźni” zwykli nawet sadzić, że współpraca z socjuszem była o wiele owocniejsza i przyjemniejsza, a także bardziej rozwijająca. Ale to oczywiście nieprawda. To nowe doznanie jest doświadczeniem wielkiej niewystarczalności mojego duchowego organizmu, który rzec jasna przeczuwając genialnie wielka szansę przyjaźni nie umie poradzić sobie ni z osobistą wolnością, ni z wolnością drugiego. Ale to, co ocala początki przyjaźni to jej wielkie pragnienie.

Pragnienie przyjaźni to przede wszystkim pragnienie duchowej jedności, jedności tak wzniosłej i zarazem tak przestrzegającej odrębności, że jedynym, który może służyć za wzór i pomoc jest Bóg sam. Myślę, że istnieją pewne kryteria pozwalające ocenić zdrowie narastającej w przyjaźni jedności i uniknąć uwikłania się we wspólną niedole/niewole. Korzystam w tym względzie z Reguły św. Benedykta, która w refleksji nad zdrowiem i „przydatnością” kandydata do życia cenobickiego nakazuje uwzględnić trzy warunki:  Czy prawdziwie szuka Boga; czy jest gorliwy w Służbie Bożej; czy jest gorliwy w posłuszeństwie , w znoszeniu upokorzeń.

  • Czy prawdziwie szuka Boga ? To pytanie domaga się uściślenia przez okolicznik „gdzie ?” Czy szuka Boga w swoim przyjacielu ? Szukać Boga w przyjacielu to poddać się warunkom Boga, który zamierzył te przyjaźń dla swojej chwały, zbawienia przyjaciół i dobra społeczności. Ten drugi spotkany w „kontekście”, w posłaniu i misji dla wspólnoty okazuje się być posłany do mnie z konkretną zbawczą wiadomością, dobrą nowiną. To Bóg, który mieszka w nim mówi do mnie przez słowa i znaki. Zakazuje krzywdzić przyjaciela i nakazuje czekać przed bramami jego serca. Czekanie w Bożej optyce nie jest bezczynnością. Czekanie wyraża szacunek wobec odmienności tego drugiego, jest gotowością przyjęcia daru jego osoby, jest akceptacja tempa duchowego tego drugiego. Ale jest też czasem rozpoznawania osobistych gniewów i pożądliwości, pokus pójścia w przyjaźni na skróty. To oczywiście banał. Czekanie jest pedagogią wpisaną w Bożą ekonomie zbawienia, która jest także nauka zagospodarowywania ofiarowanego nam czasu pod okiem Boga. Nie wolno go zmarnować i przegapić szansy. Czekanie jest rzeczywistością dynamiczną, bo jest również prowokującą i nieustającą prośbą – nie pozwala celebrować swoich wstydów i słabości, swojego nieprzygotowania i zmiany nastrojów. Gra toczy się o stawkę najwyższą – życie. I to życie w prawdzie. To znowu zakłada obopólną odwagę mówienia zawsze prawdy i obopólna pomoc w powolnym procesie jej przyjmowania. Szukanie Boga w drugim człowieku oddala w końcu szukanie osobistego interesu (choć pozwala na szukanie pomocy), żąda wreszcie oddania w całości przyjaźni w ręce Boga, co zewnętrznie bardzo przypomina śmierć. Jednak kto wytrwa będzie ocalony.

 

  • Czy jest gorliwy w Służbie Bożej ? Mimo bardzo szerokich interpretacji, Benedyktowi chodzi o modlitwę. W przyjaźni zakłada to samotną walkę przed Bogiem, bo w śmierci starego człowieka i narodzinach nowego nikt nas nie może po prostu zastąpić. Jest to jeden z momentów manifestujących odrębność, która buduje jedność. Walka prowadzona jest o przyjaźń i w przyjaźni, z pomocą i poradą przyjaciela, często w jego dyskretnej obecności, lecz decyzja należy wyłącznie do nas. To ja mogę zniszczyć, i to ja mogę ocalić. Przerażająca władza. I jaka wielka godność tego spotkania! Owoce tej walki przynoszę jako dar i nie wielkość tego daru, lecz jego przyjęcie ma kluczowe znaczenie dla przyjaźni.

 

  • Czy jest gorliwy w posłuszeństwie i znoszeniu upokorzeń ? Przyjaźń jest Boskim darem, lecz przestrzeń w której się rozwija i osoby , które są jej „uczestnikami” są z natury swojej ograniczone. To tylko teoria, że przyjaźń doskonale godzi obecność z przyjacielem i we wspólnocie. Oraz – ze przyjaciele są – jak to się zwykło mówić „otwarci na wszystkich”. Jest to prawda, ale nie na początku.

 

Rozwijająca się przyjaźń potrzebuje ogromnie dużo czasu – przede wszystkim na rozmowy, w których lwią cześć zajmują wyjaśnienia obopólnych zachowań i próby ustalenia wspólnej / odmiennej wizji zdarzeń. Nie jest to wcale łatwe jak można się domyślić, gdyż takie same słowa opisują całkiem odmienne rzeczywistości, podobnie ma się z gestami i postawami. Chwile te mogą spowodować czasami prawdziwy konflikt z innymi towarzyszami misji, gdyż czas nie jest rozciągliwy i przez spotkanie z przyjacielem własnie komuś będzie odebrana „zwykła porcja ” czasu lub tez „zwykła porcja ” stanie się dla zaangażowanego w przyjaźń prawdziwą ofiarą (z braku czasu i sił). Przyjaźń wiąże się na początku z zależnością – że się tak wyrażę – „przestrzenną” i posłuszeństwem, jakie niesie w sobie rezygnacje z osobistych planów i wyniesienia. Po raz pierwszy zaczyna liczyć się ten drugi i to nie tylko w słownych deklaracjach. Dla wspólnoty jest to rzeczywistość nowa i prowokująca. Obawia się „partykularyzmów” i „zamachu stanu”. Ma do tego pełne prawo. Jest nieufna i doświadcza przyjaciół przez dodatkowe obowiązki, przyklejanie etykietek w stylu : „dominujący – zdominowany”, „pan -niewolnik” – jakby podświadomie grając na ambicjach obu i apelując do ich niezależności. Niekiedy przyjmuje postawę voyeura, pragnąc wyśledzić prawdziwy sekret tej przyjaźni. Rozmowy mogą wiele wyjaśnić, lecz szerokie forum w początkach przyjaźni jest ogromnie krepujące, a słowa bez wciąż jeszcze widzialnych owoców przyjaźni nie posiadają swojego prawdziwego ciężaru. Stad sytuacje początków są często upokarzające. Upokorzenia nie płyną wyłączenie z nieufnej grupy. Wynikają również z zachowania przyjaciela, który na początku ulegając panice utraty pozycji i imienia poświęca przyjaciela przez ostentacyjne zachowania i „obiektywny” ton przyjmowany przed widzami w sprawach przyjaźni, które powinny być chronione tajemnicą i ogromnym szacunkiem.

 

 3. Tragiczna wersja wydarzeń.

Przyjaźń jest rzeczywistością w rozwoju, choć można precyzyjnie oznaczyć moment jej stałości. Moment ten jest pełnią czasu, jest wypełnieniem pracy nad przyjaźnią i przychodzi jakby niezauważalnie. Przyjaciele maja po prostu pewność, że nic już nie zachwieje tego stanu jedności ducha. Po drodze jednak przyjaźń może być zagrożona.

Ponieważ według starożytnej chrześcijańskiej formuły człowiek jest „nosicielem Boga”,przyjaźń posiada naturę etyczną i wezwana jest do wyboru miedzy dobrem a złem. Może się zdarzyć, że przyjaciele zadowolą się pierwszymi blaskami przyjaźni i zrezygnują z jej doskonalenia, zrezygnują z doskonalenia się eliminując potrzebę stałego rachunku sumienia, potrzebę przebaczenia i corectio fraterna. Zawłaszcza przyjaźń odbierając ją Bogu, nie dostrzegając Boga w drugim i sami zadecydują o pełni czasu i stałości przyjaźni. Zewnętrznym i bardzo charakterystycznym tego przejawem są podniosłe deklaracje, pewny ekshibicjonizm i wulgarne samozadowolenie. Może pojawić się szantaż, znudzenie, zmęczenie osobą drugiego, gderliwość i potrzeba wyniosłego darowania win drugiej strony. Innym elementem jest pospiech w traktowaniu drugiego, który jest wyjaśniany potrzebą wypełnienia misji, do której zostali razem powołani przez Boga. Misja w taki własnie sposób zostaje osłabiona czy wręcz skłamana. Lęk i wypływające z niego lenistwo mogą również doprowadzić do rozejmu w przyjaźni – czyli przyjaciele godzą się na zawieszenie proroctwa, z którym zostali posłani do drugiego kontentując się przekazem neutralnym lub postawą lizusostwa zabijającą powagę każdej debaty i spotkania. Wyminiecie etyki obudzi dawne osobiste ambicje i nastąpi zatrważające obopólne używanie przyjaciela do swoich własnych celów. „Używalność” ta , w której ambicja wspomaga ambicje prowadzi do stworzenia „związków zbójeckich”, które stanowią poważne zagrożenie dla życia wspólnoty. Związek taki jest zawsze negatywny i istnieje dzięki kontestacji wymagającego dobra. Żałosne szczątki przyjaźni nie posiadają już konstruktywnej siły i nie są w stanie wnieść niczego nowego do otoczenia, ani podjąć jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Zdrada przyjaźni, podobnie jak jej pełnia przychodzi niezauważalnie. Dla postronnych obserwatorów jawi się jak wypadek nagły, nieprzewidziana katastrofa, zemsta losu. Jednak tak nie jest. Zdrada jest tu tylko wynikiem bardzo poważnych zaniedbań w przyjaźni. Doświadczenie uczy , ze wynika z braku modlitwy i osobistych drobnych przestępstw dwóch stron. Podkreślam , że chodzi o dwie strony, gdyż w przypadku zaniedbań tylko jednej ze stron drugi człowiek jest w stanie podnieść przyjaciela i przywrócić go Bogu. Zdrada przyjaźni nie jest tylko prostym zerwaniem i rozejściem się, ale związana jest z ujawnieniem tajemnic drugiej osoby. Ton ogromnego zawodu, oskarżenia, ale też i nienawiść towarzysza takim własnie nieludzkim deklaracjom. Mówimy tu o pewnej rezygnacji z wymogów, ale do katastrofy może doprowadzić również perfekcjonizm w przyjaźni. Nazwijmy to inaczej – zmęczeniem przyjaźni. Ambicja uczynienia przyjaźni piękną może doprowadzić do jej zniszczenia. Niekończące się korekcje i analizy, stawianie coraz wyżej poprzeczki, podejmowanie coraz to nowych zadań, aby pokazać otwartość tej przyjaźni, woluntaryzm i często brak delikatności, naśladowanie innych przyjaciół, którym powiodło się w przyjaźni z zaniedbaniem specyfiki własnej drogi, okraszanie przyjaźni tylko tym , co rasowe i zgodne z kanonami piękna, pewne wystudiowanie tego , co powinno być proste, a wszystko to wzbogacone bardzo na pierwszy rzut oka Bożymi argumentami – powoduje zniechęcenie zainteresowanych, którzy z lekiem czekają następnego spotkania obwiniając się przy tym w duchu za bark wyraźnego postępu i upodobania w tym „co należy”. W tym miejscu pora przypomnieć, ze nawet jeśli przyjaźń nie jest sztuka, to jednak nosi jej znamiona i zmusza do mądrego wyważenia pór pracy i wypoczynku, odpowiedzi na na bardzo konkretne zapotrzebowania i bezinteresownej kontemplacji. Jeśli przyjaciele wniosą jako wiano do przyjaźni ukochanie muzyki, ciekawość przyrody, najbardziej nieprawdopodobne hobby, zachwyt nad dobrą poezją czy radość przy spotkaniu z dobrą kuchnią – wszystko to pomoże „uobiektywnić” ich reakcje, odnaleźć nie tylko właściwe proporcje własnych problemow i pytań, ale nade wszystko pokorę w spotkaniu ze światem, który „po prostu” jest, i który potrafi wnieść do przyjaźni niepowtarzalny smak, a także autentyczną czułość wobec wszelkiej przygodności i kruchości. Ten cytat wart jest cytatu, a opowiada o przyjacielu Josifa Brodskiego – wielkim poecie Wystanie Audenie. To prawdziwie mistrzowskie uchwycenie prawie wszystkiego tego, czego domaga się prawdziwa przyjaźń, aby była piękna, a wiec i prosta.” Po raz ostatni widziałem go w lipcu roku 1973, na kolacji w londyńskim mieszkaniu Stephena Spendera. Wystan siedział przy stole z papierosem w prawej dłoni i kielichem w lewej, rozprawiając na temat łososia na zimno. Ponieważ krzesło było za niskie, pani domu usadziła go na dwu wymiętoszonych tomach „Oxford English Dictionary”, największego słownika języka angielskiego. Pomyślałem wtedy , że widzę jedynego człowieka, który ma prawo na tych tomach zasiadać”.

W szkicu tym nie wspominam o ewidentnej patologii zachowań w przestrzeni rodzącej się przyjaźni. Choć wcale nie tak rzadko jedna z zaangażowanych stron potrafi przyjaźń rozpocząć i zniszczyć, aby dowieść sobie i światu, że jej urojone nieszczęście , nieudane życie i ból są rzeczywistością, aby swój lek i owadzie znieruchomienie usprawiedliwić przez samospełniające się proroctwo. Tego rodzaju rodzaju duchowy autyzm i skrzętne pomijanie dawanej przez Boga okazji i ryzyka stają się niestety udziałem i naszej – fundowanej na dynamizmie zmartwychwstania i krytycyzmu – kulturze.

Warto podnieść jeszcze jeden problem sprzyjający katastrofom przyjaźni. Otóż w teoretycznych rozważaniach o przyjaźni wiele slow pada na temat partnerstwa, które w praktyce zdaje się być realizowane jako absolutna równość partnerów: skrupulatne wyrównywanie zachowań, talentów, obowiązków, każdemu i zawsze po równo. Można oczywiście wyciągnąć średnią z sumy dwóch potrzeb i nawet wspólnie zadecydować, że tak jest idealnie dla dwóch stron, tylko niestety jest to ślepa uliczka. Partnerstwo jest czymś innym niż równość – jest relacja wzajemnego szacunku i wsłuchania, które kreuje przestrzeń prawdziwej wolności potrzebnej do rozwoju duchowego partnerów. Z zachowaniem różnic, talentów i doświadczeń, które w obu przypadkach nie są przecież takie same. Partnerstwo jest promocją niedyskutowalnego dobra, które złożone jest w drugim (warunkiem przyjaźni jest szybkie zrozumienie kim jest ten drugi) i promocja taka jest dobrą bronią w walce z zazdrością domagającą się głośno równości, partnerstwo również otacza troskliwa opieka miejsca słabe i zranione w sercu drugiego przez szczodrą cierpliwość w udzielaniu niezbędnej pomocy i zachowaniu dyskrecji. Uczestniczenie w misji przez przyjaciół będzie domagało się niekiedy ustąpienia miejsca drugiemu – jak to miało miejsce w przypadku przyjaciela Dawida – Jonatana. Partnerstwo dobrze również ilustrują słowa św. Jana Chrzciciela: „Trzeba abym się umniejszał , a ON wzrastał.” Zapewne jest to ofiara, ale ofiara złożona przez radosnego dawce.

 

 4. Zagrażająca wersja wydarzeń: Przyjaciele wobec zła.

Dopełnieniem misji, która zaaranżowała tę przyjaźń i podtrzymywała jej wzrost jest wolne rozdanie się przyjaciół. Przyjaźń powinna rodzic przyjaźń, ponieważ sama jest siłą uruchomiającą ukryte potencje człowieka, wywołującą rożne jego „barwy”. Przyjaciel cieszy się bogactwem palety, ale używa tylko niektórych kolorów. Te inne barwy nie spoczywają w drugim bezużytecznie, ale stają się okazją do włączenia się w nową misję, zakreślenia nowego horyzontu z kimś, kto tej barwy własnie potrzebuje. Przyjaciele więc rozdają się i poświęcają zachowując duchową jedność. Przychodzą z pomocą innym walcząc z wszelkimi podziałami. Jeśli wiec przyjaciele zostaną namierzeni przez zło, to uderzenie zostanie dokonane z ogromna precyzja. Zło będzie chciało rozdzielić przyjaciół. Oczywiście jest jakimś „złem” rozdzielenie przyjaciół „w przestrzeni”, brak możliwości codziennego oglądania drogiej nam twarzy, ale z tej próby przyjaciele zawsze wychodzą zwycięsko, staja się jeszcze silniejsi, a przyjaźń tak oczyszczona zyskuje znów nową, nieznaną im jakość. Jako posłańcy Boga wysłani w Jego misji odkrywają nowy sposób kontaktu i nowy sposób przezywania obecności drugiego. Najkrócej mówiąc jest to prosta i radosna świadomość istnienia tego drugiego. Jest to wezwanie do jeszcze intensywniejszej modlitwy za przyjaciela i za spełniane przez niego dzieło. Można to tez nazwać stałym , niezmiennym adresem.

Jak już powiedzieliśmy – zło będzie usiłowało rozdzielić przyjaciół. Może, jak nigdzie indziej, zło w spotkaniu z przyjaciółmi objawia swoją dia – boliczność. Wybierze oręż zdawałoby się bardzo skuteczny – rozdzielenie, ale przez niemożność przyjścia z pomocą. Śmierć społeczna jednego z przyjaciół jest jednym z wielu tego rodzaju działań, a jej formy mogą być bardzo rożne. Najostrzejszym przykładem wspomnianego wyżej ataku będzie opowiedzenie się za przyjacielem bez możliwości uzasadnienia tego świadectwa konkretnymi, uniewinniającymi dowodami. Zło będzie operować bardzo konkretnym bólem zadawanym drogiej nam osobie i nasza niemocą. Przypomina mi się często historia Tomasza Mertona i jego młodszego brata z kościoła opactwa Getsemani. Było to – jak się później okazało – pożegnalne spotkanie braci. Niedługo potem – Paul, amerykański lotnik, nie powrócił z lotu. Jak opisuje brat Ludwik – stali oddzieleni od siebie przepaścią nawy, Paul stal bezradny podobnie jak to robił w dzieciństwie, bo zgubił wyjście, a Tomasz nie mógł po prostu zakrzyknąć do niego wskazując odpowiednie drzwi. Myślę, że ten obraz jest dobra metaforą tego, co nazwałem niemożnością przyjścia z pomocą w przyjaźni.

Rozdzielenie jako niemożność przyjścia z pomocą rozumieją doskonale wszyscy oprawcy świata. Możliwość zła może być zrealizowana w pewnym momencie życia przyjaciół i jeden będzie zmuszony uczestniczyć bezwolnie w gwałtownej śmierci drugiego. Inny scenariusz to porwanie, wlokące się w nieskończoność negocjacje i wreszcie ich klęska. Lub ostatni telefon z uprowadzonego samolotu. Także śmierć „zwykła”. Odejście na raka. I świadomość, że tę bramę przyjaciel będzie musiał pokonać indywidualnie…. Zło – jeśli można się tak wyrazić – nie pragnie zniszczyć przyjaźni, bo wie, że jest to niemożliwe, zło pragnie zatrzymać misje przyjaciół, misje zleconą przez Boga.

Jaka jest odpowiedź przyjaźni w podobnych momentach? Jej odpowiedzią jest wiara w życie wieczne. Zmartwychwstały nie pozostawia nigdy swoich przyjaciół. W tak bolesnym doświadczeniu wkracza wyraźnie jako Ten, który śmierć zwyciężył. Rozdzielony przyjaciel własnie w nim znajduje punkt podparcia, w skale chroniącej przed nabiegającymi falami rozpaczy. Zmartwychwstały nie przynosi chwilowego pocieszenia, przynosi Dobrą Nowinę – postulat: życie ma być kontynuowane, bo chwałą przyjaźni i jej Stwórcy jest człowiek żywy. W ten sposób odwrócenie się od rozpaczy jednego z przyjaciół umacnia wiarę innych, jest świadectwem dla całego Kościoła i świadectwem samego Kościoła. A jeśli wybór życia to i przebaczenia. W niektórych przypadkach dopełnieniem misji zleconej przez Boga przyjaciołom będzie przebaczenie mordercy przyjaciela. Ze świadomością, że tego własnie oczekuje od nas przyjaciel….

 

 5. Najpokorniejsza wersja wydarzeń : oddanie życia za przyjaciół swoich.

Każda przyjaźń posiada strukturę eucharystyczną – fundowaną na ofierze i obecności – jest dla przyjaciół ustawicznym przejściem czy tez wychodzeniem ku wolności i światłu.

Przyjaźń czerpie swoje siły z całkowitego oddania się Chrystusa swojemu Kościołowi, swoim przyjaciołom. Oddanie całkowite to również zgoda na pewną formę zmarnotrawienia tego oddania, jednak – podobnie jak Chrystus – przyjaciel nie powinien nigdy cofnąć swojego oddania się, swojego „wykrwawienia się” dla drugiego, choć będzie miał czasami wrażenie „rozdrobnienia się”, gdy świat nawołuje do podsumowań i solidnej strukturyzacji osoby. Przyjaźń jest eucharystyczna, bo rezygnuje z używania siły i oporu, i wyraża się w nieposiadaniu. Jej siłą jest jej piękno i prawda, które zwyciężają mocą samego piękna i prawdy. Jest eucharystyczna, bo jest wstawiennicza – ukazuje Bogu, że między ludźmi możliwa jest głęboka wzajemność, która zawraca lud do Boga oczekującego przyjaźni – czyli wzajemności. Jest eucharystyczna, gdyż w jej przestrzeni człowiek potrafi oddać swoje życie za swojego przyjaciela. I czyni to nie z innego powodu, jak tylko z powodu tego właśnie człowieka. Eucharystyczna – czyli znająca cenę człowieka. Każdego człowieka, również tego, który przyjacielem nie jest. Przyjaźń będzie w końcu domagać się eucharystycznego rozszerzenia ofiary przyjaciół na wszystkich ludzi. A dzieje się to właśnie w ramach konkretnej, powierzonej przez Boga misji.

Przyjaźń jest eucharystyczna, bo sama w sobie jest ustawicznym dziękczynieniem za to jedyne w całej historii ludzkości spotkanie. Nie jest cudem. Cudem jest pragnienie Boga, aby być obecnym w historii ludzkości. Przyjaźń jest znakiem tej obecności. Wciąż nowej jak przaśny chleb, wciąż zapraszającej jak młode wino.Oby stała się jedyną wersją wydarzeń. Dla wszystkich.

Leave a reply