„Z powodu braku zainteresowania jutro nie odbędzie się” – o teologii Czesława Miłosza


Share this :   | | | |
„Z powodu braku zainteresowania jutro nie odbędzie się” – o teologii Czesława Miłosza

artykuł Adama Szustaka OP


Send to Kindle

 

Jestem tu. Dwa te słowa zawierają wszystko, co
można powiedzieć,  od nich się zaczyna, do nich się
wraca. Tu, to znaczy na tej ziemi, na tym, a nie innym
kontynencie, w tym, a nie innym mieście, w tej
epoce, którą nazywam moją, w tym stuleciu, w tym
roku. Nie jest mi dane żadne inne miejsce ani żaden
inny czas i od poczucia przemijalności mego ciała bronię
się dotykając stołu 2.

 

C

hciałbym kiedyś pojechać do Stanów Zjednoczonych. Nie po to jednak, aby zwiedzać zabytki (bo takich tam niewiele, jeżeli w ogóle), i nie po to, by podziwiać osiągnięcia gospodarcze, polityczne czy nawet kulturowe tego kawałka naszego świata. Chciałbym raczej doświadczyć sytuacji spotkania z obszarami tegoż kraju, które zdają się być nietknięte przez człowieka i jego cywilizację. Chciałbym zaznać owego stanu, o którym pisze Miłosz:

 

Wobec sosen o półtorametrowej średnicy przy Feather River czy na skalistych cyplach obryzgiwanych wybuchami oceanicznej bieli, dokąd wiatr przynosi ryki lwów morskich, czy na zboczach góry Tamalpais, skąd poszarpany w przylądki kres lądu i morza jest pierwszym dniem stworzenia, stoję odarty, pozbawiony 3.

 

Chciałbym poczuć się pozbawiony całego bagażu pochwał, podstępów, wyobrażeń, półkłamstw i niedomówień, których na co dzień używamy, aby zapewnić sobie stabilną i wysoką pozycję wobec ludzi, natury i samych siebie. Na chwilę choć uwolnić „schorowaną wyobraźnię”, która kształtuje moje patrzenie na świat przez pryzmat różowego szkiełka z zatartym i zapomnianym już znaczkiem prawdy.

Wyobraźnia człowieka jest przestrzenna i nieustannie tworzy się z krajobrazów zapamiętanych albo wyobrażonych, postępując „od bliżej do dalej”, jednak zawsze ześrodkowujących się wokół jednej osi, tej którą wyznacza miejsce styku jego stóp z ziemią. Taka jest natura rodzaju ludzkiego, która na tym polega, że jesteśmy „rzuceni w świat przedstawiający się nam jako nic albo jako chaos bezładnie pomieszanych klocków, które musimy połączyć w jakimkolwiek porządku” 4, aby choć trochę je ogarnąć i odczuwać w miarę względny spokój i bezpieczeństwo. Jaki jednak jest system tego porządku, skąd początek biorą jego założenia ? Czy jabłoń jest dla nas drzewem pobudzającym do wielu skojarzeń dlatego, że człowiek od dawna je sobie upodobał i posługiwał się jego wyobrażeniem przez wieki w religii, w poezji, w malarstwie, czy też może dlatego, że jabłoń jeszcze przed stworzeniem świata była przeznaczona do takiego użytku. Lew zawsze budził w myśliwych uczucia lęku i podziwu, ale czy przed pierwszym człowiekiem dzierżył już koronę wśród zwierząt ? Czy istnieje „pamięć starsza niż nasze życie, pamięć gatunku, krążąca w nas razem z krwią ?” 5.

W obrębie kultury europejskiej (a to ona zasadniczo Miłosza interesuje) nastąpiło zaburzenie wyobraźni, którą trzeba by nazwać religijną. Drzewo, któremu ludzie od niepamiętnych czasów składali cześć, przestało jasno wskazywać, że słuszny jest podział istnienia na trzy sfery. Pęd pnia, od podziemia pełnego korzeni, poprzez średni wymiar, do nieba, gdzie kołyszą się liście, nie przypomina nam już „Boskiej Komedii” wspinania się od piekieł do wysokich niebieskich kręgów. Wyobraźnia człowieka współczesnego, choć nadal działa poprzez sprowadzanie wszystkiego do stosunków przestrzennych, zasadniczo różni się od tej, kiedy to w symbolach Dantego – jak pisze Miłosz – przeglądał się światopogląd Tomasza z Akwinu 6. Podstawową przyczyną tej zmiany jest nastanie dominacji światopoglądu naukowego, podbudowanego radykalnymi odkryciami z dziedziny fizyki, biologii czy astronomii.

 

Wszechmoc i majestat Boga rozpoznawalne w kiełkowaniu, kwitnieniu, owocowaniu, w cudownym wyposażeniu ziemi, gdzie rośliny i zwierzęta dane na użytek człowieka; później: niezgłębiony rozum Wielkiego Zegarmistrza zdolny przewidzieć, jak będzie funkcjonować każda z biliona bilionów śrubek wielkiego mechanizmu; później: skłaniająca do trwożnego szacunku wieczna przemyślność i wynalazczość Matki Natury – znam te etapy postępującej sekularyzacji, wysiłki, żeby przyczyny najpierw rezydujące w „nad” przenieść „w”, przez co, niestety, misterium nie stało się nic a nic mniej tremendum 7.

 

 Samoświadomość i tożsamość człowieka zostały dotkliwie zachwiane. Bezpieczeństwo, które opierało się na wyniesieniu człowieka nad rzeczy, zostało zburzone w momencie, kiedy trzeba było się postawić w rzędzie ssaków. Nasza autonomia z Bożego nadania, moralność i prawo stają się wytworem właściwym dla naszego gatunku „podobnie jak buraki produkują cukier” 8.

Przestrzeń, rozumiana jako horyzont konstytuujący sposób istnienia człowieka w świecie, uległa drastycznemu zniekształceniu. Począwszy od miejsca, gdzie znajduje się konkretny człowiek, który dzięki naukowej wiedzy może wznieść się ponad ziemię, jak „niecielesny widz spoza układu”, aż po wszechświat jako całość, nabierający cech nieskończoności, traci wszelkie właściwości przestrzenne. Człowiek stracił w ten sposób możliwość podziału na to, co „w górze” i na to, co „na dole”. Wykreślając linię pionową nad sobą stracił granicę, na której kończy się świat i zaczynają się „sfery Nieba, owijające się dokoła tronu Boga”. Nie ma też już sposobu, który pozwoliłby człowiekowi na dotarcie w głębiny ziemi, do samego Piekła. „Wrząca nieskończoność otacza mnie zewsząd i wymyka się władzom mego umysłu” 9. To, co w tym wszystkim najgorsze i w zasadzie groteskowo tragiczne, to fakt, że strach przed tym, co niewiadome nie zniknął, to tylko Piekło zagnieździło się, „jak dla dawnych uczniów Manesa”, w nas samych, w naszej bezbronności wobec zmienionego świata, który nie jest już domeną kapłanów i świątyń, ale biologów, lekarzy, psychiatrów i laboratoriów.

Człowiek jest przede wszystkim organizatorem przestrzeni, zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej, czyli wyobraźni. Kiedy Zstąpienie i Wniebowstąpienie utraciły charakter dwóch przestrzennych biegunów, gdy Niebo i Piekło nie wyznacza już osi moralnej, która ukierunkowywałaby myślenie i działanie, runęły wszelkie zasady. Ład istnienia został zakłócony. Ludzkość została pozbawiona stałego punktu odniesienia, niezbędnego dla wytyczania podstawowych kierunków postępowania. Ale przełom ten, zdaniem Miłosza, sięga znacznie głębiej, bo samej istoty stosunku człowieka do Boga i do siebie. Człowiek przestał rozumieć i wyobrażać sobie to, w co miał wierzyć ? przestał zatem naprawdę wierzyć 10. Utrata wiary nie wykorzeniła jednak potrzeby religijnej, która nie będąc ukierunkowaną, zaczęła wytwarzać dziwaczne, karykaturalne formy obrzędów religijnych. Człowiek pozostał homo religiosus, ale bez religii, tak jakby uprawiał teologię bez Boga. „Wyobraźnia nie znosi ogólnego rozchwiania i chaosu, bez jednego Miejsca, do którego inne są odniesione, i kiedy staje wobec nieskończoności zawsze tylko wzajemnych odniesień, chwyta się jedynej dotykalnej ostoi, nazywanej JA” 11. Nie mogąc odnaleźć Boga pozostaje człowiekowi koncentracja na samym sobie. Właśnie w takiej sytuacji upatruje Miłosz początek zjawiska indywidualizmu, tak mocno znaczącego nasze czasy, który stawia jednostkę w centrum wszystkich rzeczy i uznaje w niej jedynego sędziego. Kiedy jednak człowiek uświadomi sobie swoją znikomość i nieważność we wszechświecie, o czym przekonują go boleśnie, mająca przynieść wyzwolenie, nauka i zwykłe codzienne doświadczenia, podstawy, na których dotychczas opierała się jego egzystencja zostają usunięte – pozostaje Ziemia Ulro, w której „bluźnierczo utożsamiono przestrzeń z nieskończonością” 12. Te wysokie przywileje JA okazały się niemożliwe do utrzymania. Człowiek zobaczył ziemię jako jeden z wielu okruchów w nieskończoności, a na niej siebie jako jeden z elementów powszechnego prawa przemiany ku nieistnieniu. Nie da się już dzisiaj myśleć bez obecnego w tle „łańcucha rozwoju”, którego jesteśmy tylko prawie nic nie znaczącą cząstką. Nie ma już kairos – czasu jedynego, momentu zbawienia. Powstaje w nas „monstrualna podwójność, monstrualna sprzeczność”. W takiej perspektywie również wszelkie formy religijności tracą sens i jakiekolwiek znaczenie. Wszyscy „doznali rozpadu hierarchicznej przestrzeni, a kiedy składają ręce i podnoszą oczy ku górze, nie ma już góry” 13.

W miarę postępującego oczyszczania przestrzeni z obecności Boga, rodzą się marzenia realizowania królestwa bożego ludzkimi rękami – już teraz i na tej ziemi. Ale równocześnie coraz bardziej wzrasta świadomość, że ludzka natura nie jest zdolna do funkcjonowania w takim jednowymiarowym świecie. Zwiększa się przekonanie, że jeżeli zabroni się jej sięgania poza siebie i ponad siebie, dojdzie do wynaturzenia. „Niewykluczone, że jesteśmy zdrowi tylko, kiedy staramy się wyskoczyć z własnej skóry, mając nadzieję, że jednak to się czasem udaje” 14.

Refleksja Miłosza przeradza się więc, niejako z konieczności, w eschatologię. Rozwój historyczny cywilizacji zmierza do wypełnienia apokaliptycznych przepowiedni Pisma. Przez Apokalipsę następuje przejście od planu historycznego do metafizycznego, w którym spełnienie dziejów, zgodnie z chrześcijańską wizją, nadaje dziejowości wymiar sakralny. Wszystko to znajduje swój odpowiednik w poetyckiej wyobraźni, która, poprzez unieruchomienie rzeczy w słowie, wprowadza na drogę przywrócenia i zbawienia przemijającego świata. Poezja stanowi więc pośrednią, w pewnym sensie zastępczą formę mitu religijnego 15 – dokonuje oczyszczenia i uporządkowania materii. Katolicyzm jako najbardziej antropocentryczna religia przekształca wszystkie te starania na innej jeszcze, zupełnie fundamentalnej, płaszczyźnie. Niebo i Piekło, Wniebowstąpienie i Zstąpienie nie są w nim stosunkami przestrzennymi, pomiędzy światami, ale pomiędzy osobami – pomiędzy Bogiem i człowiekiem.

Eschatologia prowadzi do soteriologii. Jak zauważyliśmy jedną z form ocalenia jest u Miłosza język poezji, czyli utrwalanie rzeczy lub zdarzeń w języku. Chodzi tu o tak ważny dla poety moment epifanicznego postrzegania świata: „Epifania przerywa więc codzienny upływ czasu i wkracza jako jedna chwila uprzywilejowana, w której następuje intuicyjny uchwyt głębszej, bardziej esencjonalnej rzeczywistości zawartej w rzeczach czy osobach” 16. Przedmiot nazwany, unieruchomiony w słowie nabiera odmiennych cech ontologicznych, zostaje wyłączony z ciągu czasowych przemian, zyskuje charakter wieczności. Dlatego podstawowym zadaniem poety jest „ponazywać rzeczy”. Utrwalając poeta przekracza granicę śmierci – poezja jest ocaleniem:

 

Zwracam się do was, daję wam istnienie,
nawet imię i tytuł w księstwie gramatyki,
żeby was koniugacją chronić od nicości 17.

 

Materialne istnienie przedmiotów i zjawisk w czasie stanowi swego rodzaju zespół danych, rejestrowanych i poddawanych obróbce, uporządkowanych w poezji, która tak ukształtowanym całościom daje przetrwanie poza ich materialnością. Ostatecznym celem tych zabiegów jest próba uformowania fragmentów rzeczywistości w takim kształcie, w jakim zostaną zrekonstruowane po wypełnieniu się eschatologicznej przepowiedni. Poezja zatem przygotowuje do zbawienia: inicjuje bycie w wymiarze pozaczasowym, jest pierwszym krokiem ku rzeczywistości Sądu Ostatecznego:

 

Jestem tutaj z nadzieją, że można zaczynać na nowo
i własne życie uleczyć myśląc mocno o rzeczach poznanych,
tak mocno, że miejsc i ludzi nie odejmie czas
i wszystko będzie trwało prawdziwiej niż było 18.

 

Ta rzeczywistość nie podlega już dynamice przeciwieństw, jest już pozbawiona przepływu czasu. Rzeczy trwają w niej równocześnie, wydzielone ze swych ziemskich przeznaczeń i unieruchomione w jakimś innym rodzaju bytu. Pochodzące z religijnych poszukiwań wyobrażenia Miłosza o tej rzeczywistości wiążą się ściśle z chrześcijańskim poglądem o celowości dziejów: wszelkie istnienie jest uzasadnione w niedostępnym człowiekowi, boskim planie. A jeżeli każdy będzie sądzony ze wszystkim, co uczynił i czego w życiu doznał, oznaczać to może, iż wraz z nim odtworzone zostanie wtedy całe jego otoczenie. Te intuicje są bardzo silnie związane z ideą zbawienia wyrażaną przez teorię apokatastasis – przywrócenia, odnowienia wszystkiego: „Apokatastasis (…) oznacza nie przepadanie szczegółów. Żadna chwila nie może przepaść. Ona jest gdzieś zmagazynowana i możliwe jest puszczenie tego kłębka czy filmu na nowo, odtworzenie jakiejś rzeczywistości, w której te wszystkie elementy będą przywrócone” 19. Odtworzenie wszystkich rzeczy materialnych w ostatnim stadium, po zakończeniu dziejów, ma być wypełnieniem religijnego zbawienia. Możliwość takiego aktu nie podlega już żadnym racjonalnym roztrząsaniom, całkowicie zawiera się w granicach wiary.

Akt taki nie jest jedynym sposobem wiecznego istnienia rzeczy. Miłosz broni się przed subiektywizmem: przypisuje rzeczywistości, która przeminęła inny, tajemniczy status ontologiczny. Świat w swoim doskonałym stanie istnieje nieprzerwanie i jakby równolegle do rzeczywistości historycznej. On nie nastąpi kiedyś, po skończeniu dziejów, ale jest w inny sposób już obecny. Doskonałość oznacza jego pełnię, czyli maksimum istnienia, które ograniczona świadomość człowieka może pojmować tylko fragmentarycznie:

 

Paulina umarła dawno ale jest
i jestem czemuś przekonany że nie tylko w mojej świadomości 20.

 

Gwarantem tego istnienia może być tylko Bóg.

 

W tym miejscu musi się jednak zrodzić pytanie, czy poezja rzeczywiście jest środkiem wystarczającym do odnowienia naszej wyobraźni religijnej, a przez to przywrócenia trwałego fundamentu dla naszej tożsamości ? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ czym innym jest poezja w sferze idealnej, spełniająca wymagane przez Miłosza warunki, a czym innym jest stan poezji w danym momencie historyczno-kulturowym. Niestety w wieku dwudziestym, jak twierdzi poeta, jej rola „świętej mowy” została zredukowana do „nieustającego lamentu, sarkazmu, pesymizmu pozbawionego punktu odniesienia 21. Poezja, która ze swej natury dysponuje niezbyt szerokimi możliwościami epistemologicznymi, w naszej epoce jeszcze drastyczniej została ograniczona. Jeżeli świat opiera się i uzasadnia na religijnym Absolucie, to powołaniem poety jest odsłanianie jego prawdziwego piękna i fundamentalnej wartości każdego istnienia. Ale jeżeli takiej podstawy nie ma? Bez nadrzędnego oparcia odtworzone formy rzeczy ulegają unicestwieniu wraz ze świadomością autora. Z czego wyrastać wtedy ma poezja, która jednocześnie współtworzy fundament wyobraźni religijnej – Błędne koło ?

Odpowiedź jaką daje Miłosz jest jednoznaczna: prawdziwa sztuka nie może się obejść bez wiary, zakładającej istnienie Absolutu, który wobec ludzkości i świata „ma pozytywne zamiary”. Istnieje zatem ścisły związek między estetyką a teodyceą. A Miłoszowa teodycea to „ciągle na nowo układane równanie, które rozwiązuje się tylko wtedy, gdy za niewiadomą podstawimy Boga” 22. Zogniskowanie tej problematyki wokół Boga nie jest jednak punktem docelowym budowania nowej przestrzeni religijnej i metafizycznej perspektywy – jest jej punktem wyjściowym, otwarciem zupełnie nowej perspektywy poznawania i rozumienia. Dzięki temu, na przykład, „fatalny” przełom spowodowany przez rozwój współczesnej nauki i dominacja naukowego patrzenia na otaczający nas świat może doprowadzić, paradoksalnie, do odnowy zniszczonej wyobraźni religijnej. Sam rozwój nauk i pędzący postęp zdobywanej wiedzy, okazuje się nie tylko coraz więcej wyjaśniać i umożliwiać zrozumienie, ale otwiera nowe obszary o wiele bardziej niezrozumiałe, niewyjaśnione czy wręcz tajemnicze. Wraz z powiększaniem obszaru rzeczywistości, którą rozumiemy i w której poruszamy się już całkiem bezpiecznie, rozszerza się niemożliwy do objęcia obszar świata nowego, czekającego na zbadanie 23.

Poezja powtarza więc niejako nieustannie akt stworzenia i zbawienia, stawiając czytelnika przed kolejną szansą odbudowania swojej kondycji na trwałym fundamencie – na wierze. Może wypełnić przestrzeń naszej świadomości, która stanie się użyźnioną glebą czekającą na Utraconego Boga. Może sprawić, że nasze czekanie na Godota będzie miało jakikolwiek sens. Musimy być jej wierni.

 

Tylko dźwięk dzwonów,
Tylko jarzenie monstrancji,
Głosy śmiertelne ogłaszające chwałę,
U Dominikanów i Franciszkanów
Posadzki wytarte stopami pokoleń
Chronią nas. Nawet jeżeli złudzenie
Łączy nas wiarą w nieśmiertelne trwanie,
Dzięki czynimy, proch, za cud wierności prochu 24.

 


 

1 Napis ołówkiem na ścianie w WC restauracji studenckiej w Berkeley. Cyt. za: Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, Kraków 1989.
2 C. Miłosz, Widzenia…, dz. cyt., s. 5.
3 Tamże, s. 11.
4 Tamże, s. 10.
5 Tamże, s. 14.
6 Por. tamże, s. 28.
7 Tamże, s. 21.
8 Tamże, s. 22.
9 Tamże, s. 31.
10 Ciekawe, że u Serbów źródłosłów wyrazu „obraz” jest ten sam, co w słowie „twarz”. Utracenie więc wyobrażenia („wyobrazowania”) jest utratą dostępu do twarzy. Otwiera się tu oczywiście cały horyzont myślowy obecny w filozofii dialogu – konkretnie filozofii twarzy (np. Lévinas). Por. Słownik etymologiczny języka polskiego, pod red. A. Brücknera, Warszawa 1957.
11 Tamże, s. 29.
12 O. V. de L. Miłosz, Les Arcanes, cyt. za: C. Miłosz, Widzenia…, dz. cyt., s. 29.
13 C. Miłosz, Widzenia…, dz. cyt., s. 30.
14 Por. tamże, s. 31.
15 Por. K. Zajas, Miłosz i filozofia, Kraków 1997, s. 99.
16 C. Miłosz, Przeciw poezji niezrozumiałej, „Tygodnik Powszechny” nr 21 z 27 maja 1990.
17 C. Miłosz, W słoju, w: Kroniki, Kraków 1988, s. 9.
18 C. Miłosz, Pod koniec dwudziestego wieku, w: Wiersze, Kraków 1987, t. 2, s. 370.
19 R. Gorczyńska, Podróżny świata. Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Komentarze, Kraków 1992, s. 183.
20 C. Miłosz, Po ziemi naszej, w: Wiersze…, dz. cyt., tom II, s. 101.
21 A. Kijowski, Tematy Miłosza, „Twórczość” 1981, nr 6.
22 K. Zajas, Miłosz…, dz. cyt., s. 110.
23 Dlatego pewnie tak bardzo na miejscu była decyzja amerykańskich astronautów, którzy lecąc nad powierzchnią Księżyca zwrócili się do mieszkańców Ziemi, odczytując początek Księgi Rodzaju.
24 C. Miłosz, Zdziechowski, w: To, Kraków 2000, s. 63.

Leave a reply