Jestem bo Jesteś
na tym stoi wiara
nadzieja miłość spisane pacierze
wielki Tomasz z Akwinu i Teresa Mała
wszyscy co na świętych rosną po kryjomu
lampka skrupulatka skoro Boga strzeże
łza po pierwszej miłości jak perła bez wieprza
życie ludzi i zwierząt za krótka choroba
śmierć co przeprowadza przez grób jak przez kamień
bo gdy sensu już nie ma to sens się zaczyna
jestem bo Jesteś. Wierzy się najprościej

wiary przemądrzałej szuka się u diabła


x. Jan Twardowski, “Jesteś”

Trzeba odnowić w sobie zadziwienie – stare, dobre pytanie Leibniza: dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Z perspektywy życia chrześcijańskiego nie chodzi o żadną formę udawanego zaskoczenia – jakobyśmy się nie spodziewali, że jutro rano wzejdzie słońce. Skoro Bóg jest dobry, a dobro z natury chce się rozlewać, to nic dziwnego, że Bóg chciał stworzyć świat. “Tylko Ty, Boże, jesteś dobry i jako jedyne źródło życia powołałeś wszystko do istnienia, aby napełnić swoje stworzenia dobrami i wiele z nich uszczęśliwić jasnością Twojej chwały” (7. prefacja zwykła).

Dobroć Boga pozostaje jednak dla nas tajemnicą. Znamy część jej skutków – jesteśmy częścią jej skutków – ale nie wiemy czym jest ona sama w sobie, nie znamy jej miary. Nie widzimy jej. Zamieszkuje ona “światłość niedostępną”. Możemy dziwić się i pytać: “po co Bogu człowiek?”

Święty Tomasz pisze, że jest tym samym powiedzieć, że Bóg stworzył świat ze względu na siebie samego oraz, że stworzył świat ze względu na świat. (Idem est dictu, quod Deus omnia propter se ipsum fecit, et quod creaturas fecerit propter earum esse, quod dicitur Sap. I, 14: creavit enim ut essent omnia, De potentia, q. 5 a. 4 co.) Dziwna tożsamość i różnica zarazem: jestem dla Boga i dla siebie. Nie jestem sprowadzony do roli narzędzia w ręku Bogu (jakkolwiek szlachetnie to mogłoby brzmieć). Moje istnienie nie jest użytecznością. Bóg stworzył mnie nie po to, żeby mnie użyć. Stworzył mnie, żebym był szczęśliwy.

A jednak mówimy, że służymy Bogu i że mamy przynosić Mu chwałę. I słusznie, bo będę szczęśliwy tylko z Bogiem i dzięki Bogu. “Bóg szuka swojej chwały nie ze względu na siebie, ale ze względu na nas” (Deus suam gloriam non quaerit propter se, sed propter nos, IIª-IIae, q. 132 a. 1 ad 1). Moje szczęście leży poza mną, a jednocześnie najgłębiej we mnie samym – dokładnie tam, gdzie jest Bóg. Mogę Go osiągnąć miłością. Ale to osiągnięcie nie jest zdobyciem, ale przyjęciem Jego nadprzyrodzonego daru. Bóg rozlał swoją dobroć na mnie, na moje istnienie. “Chwałą Boga żyjący człowiek” (św. Ireneusz z Lyonu). Moje szczęście jest szczęściem Boga, bo o ile jestem, jestem dzięki Niemu i mam uczestniczyć w Jego szczęściu. W dziwnej więzi miłości łączy się: bycie dla drugiego i dla siebie jednocześnie. Bóg dla człowieka i człowiek dla Boga. I do tej więzi jestem stworzony. Więzi Boga z człowiekiem.

Trzeba się dziwić. “Kim jest człowiek, że o nim pamiętasz? Kim syn człowieczy, że troszczysz się o niego?” (Ps 8, 5).