O MIŁOŚCI, KTÓRA SIĘ SPÓŹNIA…


  • Marzec 29, 2020
Share this :   | | | |
O MIŁOŚCI, KTÓRA SIĘ SPÓŹNIA…

 

C

hciałoby się taki wpis w czasach pandemii zacząć jakoś wyjątkowo. Znaleźć wyszukane słowa, zbudować napięcie, powiedzieć coś, co poruszy tak, że to doświadczenie osamotnienia, zamknięcia, pustki, być może też rozgoryczenia, po prostu zniknie i zostanie zastąpione pokojem, uzdrowieniem sytuacji itp. Jednak nie znajduję takiego jednego zdania, jednej myśli, która mogłaby to sprawić. Która przyniosłaby pokój mi, moim bliskim. Tym, których kocham.
 
Liturgia w swojej treści jednak nie poddaje się wirusowi. Mimo że nie możemy uczestniczyć w niej często inaczej niż przez transmisję, że Triduum Paschalne pod względem celebracji będzie inne, liturgia pozostaje i prowadzi nas przez ten czas. Od dziś liturgia zabierze nam nawet oblicze Ukrzyżowanego – zakrywając krzyże i przechodząc do drugiej części tego czasu – czasu rozważania Męki Pańskiej. Teksty liturgiczne będą coraz mniej akcentować charakter pokutny, a coraz mocniej kierować naszą uwagę na zakryty krzyż. Co za paradoks.
 
W tym roku liturgia zaprasza nas do towarzyszenia katechumenom – czyli nieochrzczonym, przygotowującym się do przyjęcia sakramentów chrztu, bierzmowania i Eucharystii. Kościół odczytuje im konkretnie wybrane fragmenty z Ewangelii: dialog z Samarytanką (J 4, 5-42), uzdrowienie niewidomego od urodzenia (J 9, 1-41) i dzisiaj, w piątą niedzielę, odczytujemy perykopę, w której Jezus wskrzesza Łazarza (J 11, 1-45).
 
Jest to jeden z moich ulubionych fragmentów pod wieloma względami i zachęcam Was do przeczytania go w całości. W tym Wielkim Poście wzrusza mnie po raz kolejny w kontekście tego, co nas wszystkich spotyka.
 
Z tego długiego fragmentu Ewangelii zwróciłem uwagę na trzy momenty tej dynamicznej sceny:

Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego».

 
W naszej frustracji, osamotnieniu możemy mieć do Boga pretensje. Gdzie jest ten, który nas ponoć kocha? Gdzie jest ten, który powinien być przy mnie w każdej chwili mojego życia? Dlaczego jestem pozbawiony dostępu do sakramentów? Słowa Jezusa – raduję się, że Mnie tam nie było – mogą nas doprowadzić do rozgoryczenia.
 
Ale czy naprawdę Boga w Betanii, u tego Łazarza którego Jezus kochał, naprawdę nie było? Jezus doskonale wie, co się dzieje w domu Marii, Marty i Łazarza. Nie ma dodatkowych posłańców, którzy obwieszczają, że Łazarz umarł. To Chrystus tę śmierć ogłasza swoim Uczniom, wyprawia się z nimi w drogę, idzie do Betanii.
 

Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».

 
Powiedział do niej Jezus:

«Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»

 
W tym, co nas spotyka, możemy dojść do momentu, kiedy nie będziemy już czekali na nic. Kiedy będziemy operować suchymi faktami. Jak Marta, której słowa w dialogu z Jezusem, w wielkiej rozpaczy i bólu, mogą zostać odebrane trochę złośliwie, sarkastycznie, może też jako wyraz rozczarowania przyjacielem – tak zmartwychwstanie, ale jakbyś tu był, to by jeszcze na to zmartwychwstanie czekać nie musiał. Chrystus w odpowiedzi zadaje pytanie o wiarę. Możemy Panu Bogu „odpuścić”, przestać zadawać Mu pytania o Niego, o nas samych, o wiarę.
 
Zamiast zwrócić się do Niego, możemy odwrócić się od Niego i stać się obojętnym na wszystko. I to może się pojawiać. Jak Jezus każe odsunąć kamień, Marta znowu powie już cuchnie. Nie bójmy się konfrontacji z pytaniem o naszą wiarę, o sens, ból, niespełnione marzenia. Nie bądźmy obojętni. Chrystus, mimo że wydaje się być spóźniony, przychodzi, by dać przyjaciołom jeszcze więcej i jeszcze mocniej zapewnić o swojej miłości i przyjaźni i robi to pytając właśnie o wiarę i o nas samych.
 
[Jezus] zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
 
W naszym doświadczeniu #zostańwdomu, przyjdzie w końcu moment kiedy będziemy mogli wyjść na zewnątrz. Wielu z nas czeka na to z utęsknieniem, jednak na początku będziemy poruszać się bardzo po omacku. Jak Łazarz – będziemy mieli związane ręce i nogi. Mięśnie będą zastane. Będziemy mieli światłowstręt. Na nowo będziemy się uczyć ufności, bliskości, czułości, dotyku. Na nowo będziemy podejmować i mierzyć się z naszymi obowiązkami, radościami, smutkami, słabościami, grzechami itd. Będzie to jednak czas wyjątkowy, jeżeli pozwolimy działać Jezusowi w naszym życiu tak, jak On chce. Będzie znowu dla nas dostępny sakramentalnie, będzie znowu dla nas dostępny na wyciągnięcie ręki w drugim człowieku. I będzie nas uczył chodzić. Będziemy bezpieczni, zaopiekowani – jak nigdy wcześniej. Bo o to chodzi w Wielkim Poście, by zatęsknić za Jezusem tak, by odkryć, że On nigdy nie oddalił się od nas i zawsze będzie chciał być bardziej i mocniej. Bardzo mocno w to wierzę, szczególnie że sam widzę, jak ten Wielki Post odwrócił moje życie do góry nogami, zweryfikował marzenia i plany. Wierzę, że musimy Mu tylko pozwolić się spóźnić, nie bać się konfrontować z naszym cierpieniem, trudem, samotnością (ale też radością!) i ucieszyć się, że kolejne kroki możemy stawiać razem z Nim.
 
Tak jak katechumeni, przygotowując się przez Wielki Post, po chrzcie nie zostają sami – w Wielkanoc zdają sobie sprawę, że nigdy nie byli sami, że On jest i będzie ich prowadził w Kościele. Pozwólmy sobie przeżyć nasz drugi katechumenat, odkryjmy Chrystusa, który z miłości dla nas umarł i zmartwychwstał, by nam życie przywracać.

 


 

autor Mikołaj Walczak OP

Leave a reply