Koh 3, 1-11
Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.
Cóż przyjdzie pracującemu
z trudu, jaki sobie zadaje?
Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi,
by się nią trudzili.
Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie,
dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata,
tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł,
jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.

A w jakim czasie my żyjemy? W czasie wojny czy w czasie pokoju? W czasie płaczu czy śmiechu?
Zapewne nie da się udzielić uniwersalnej odpowiedzi. Sytuacja ciągle się zmienia: na świecie, w kraju, w naszym małym środowisku. Każdy z nas ma inną perspektywę, inne doświadczenia i w danym momencie może przeżywać inny czas.

Jest jednak coś, co łączy nas wszystkich – jeden wspólny czas dla mnie i dla Ciebie, dla każdego chrześcijanina i dla całej ludzkości. Czas ostateczny.

Łk 12, 54-57
Mówił także do tłumów: «Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: "Deszcze idzie". I tak się dzieje. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: "Będzie upał". I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?

Pozwólcie, że posłużę się pewnym przykładem.
Każdego dnia około południa nasza klasztorna wspólnota zbiera się na codziennej Eucharystii. Zwykle za prowadzenie śpiewu podczas liturgii odpowiada niewielka schola braci, której akompaniuje nasz nieoceniony organista.
Kiedy nadchodzi czas niedzielnej mszy świętej, procesyjne wejście asysty liturgicznej trwa nieco dłużej niż w zwykły dzień powszedni. Dlatego w uroczyste dni przed pieśnią na rozpoczęcie nasz organista gra zazwyczaj kunsztowne preludium. Czasami jest ono bardzo rozbudowane, a innym razem dość krótkie. Niekiedy takie preludium jest dobrze znane scholi, zwłaszcza gdy często śpiewamy daną pieśń, ale co jakiś czas pojawia się nieco inny wariant lub zupełnie nowe, piękne opracowanie tych utworów.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ ten czas, gdy rozbrzmiewa preludium, jest czasem niezwykłym.

Przede wszystkim jest to czas radosnego oczekiwania. Coś już się rozpoczęło, ale na coś ciągle czekamy. Przez bazylikę płyną piękne dźwięki piszczałek organowych, ale wciąż brakuje tekstu, wciąż czekamy na treść. Kapłan wykonuje już pierwsze gesty liturgiczne: przejście w procesji, przyklęknięcie, okadzenie ołtarza, choć jeszcze nie wypowiedział żadnych słów. Wszyscy stoją i oczekują na wydarzenie, które już za chwilę mamy rozpocząć w imię Trójcy Przenajświętszej.

Ale jest to również czas wzmożonej czujności, zwłaszcza dla uczestników scholi. Już za chwilę, na znak dyrygenta ma się rozpocząć śpiew pieśni na wejście. Ale kiedy to nastąpi? Czy organista zagra dzisiaj krótszy czy dłuższy wariant preludium? Czy przed nami jest jeszcze pięć taktów wstępu, czy dwadzieścia pięć?

Jedno jest pewne – kiedy przyjdzie czas na rozpoczęcie śpiewu, nikt nie będzie miał wątpliwości, że to jest właśnie ten moment. Gdy organista postawi ostatni akord organowego wstępu, to jest to tak wyraźny i czytelny znak, że nie da się go przeoczyć*. Jednak do tego momentu trzeba być przygotowanym i zachować czujność: otworzyć śpiewnik, włączyć mikrofony, przypomnieć sobie uwagi dyrygenta, zachować skupienie modlitewne. Jeśli tego zabraknie, to może się okazać, że ostatni akord preludium zastanie nas kompletnie nieprzygotowanymi do śpiewu.

To od nas zależy, czy będziemy gotowi,
by rozpocząć wyśpiewywanie Bożej chwały.

My wszyscy, jako Kościół Chrystusowy, jesteśmy dokładnie w takiej sytuacji. Czasy ostateczne już się rozpoczęły w momencie pierwszego przyjścia Chrystusa. Preludium przed końcem świata już trwa – wszyscy czekamy na powtórne przyjście Pana, choć nie wiemy, kiedy dokładnie ono nastąpi. “Procesja wejścia” już idzie. Jezus sam zapowiedział, że wkrótce nadejdzie, więc już możemy Go z radością wypatrywać.

Łk 12, 35-40
Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjść ma złodziej, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».

Choć to oczekiwanie trwa już wiele stuleci, nie wolno nam tracić czujności. Któż z nas może przewidzieć, ile taktów pozostało do końca tego preludium? Któż z nas może wiedzieć, ile lat, miesięcy, a może dni pozostało temu światu?

J 14, 1-6
Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie».

Nie wolno nam tracić czujności. Wiemy, co mamy robić. Chrystus zostawił nam wystarczająco wiele wskazówek, nauk i przykazań, byśmy potrafili się właściwie przygotować na Jego przyjście. Nie możemy więc trwać w roztargnieniu lub lenistwie. Nie możemy twierdzić, że Paruzja nie nadejdzie nigdy albo że przynajmniej nie nadejdzie za naszego życia.
Gdy nastąpi ten czas, na pewno nie przeoczymy przyjścia Pana. Czy jednak będziemy na nie przygotowani? Czy będziemy gotowi do tego, by wejść do radości naszego Pana i zacząć śpiewać Mu chwałę?

Łk 12, 41-48
Wtedy Piotr zapytał: «Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?» Pan odpowiedział: «Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby rozdawał jej żywność we właściwej porze? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w sercu: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; surowo go ukarze i wyznaczy mu miejsce z niewiernymi. Ów sługa, który poznał wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie poznał jego woli, a uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą.

Co jednak zrobić, by to oczekiwanie nie przerodziło się w lęk? Przecież ciągle upadamy, często w te same grzechy. Ciągle doświadczamy słabości naszej woli. Ciągle odkrywamy nasze mniejsze lub większe niewierności wobec Chrystusa. Czy nie powinno nas to napełniać lękiem przed nadejściem Paruzji, Dnia Pańskiego?

Posłużę się znowu porównaniem zaczerpniętym z naszych wspólnych klasztornych modlitw. Nieodłącznym elementem codziennych wieczornych Nieszporów jest piękna pieśń Maryi: Magnificat. Zarówno przed tą pieśnią, jak i po niej, śpiewamy antyfonę, czyli krótki tekst uwypuklający tajemnicę tego dnia. Niektóre antyfony są nam bardzo dobrze znane, gdyż często się powtarzają. Inne pojawiają się raz w roku, albo nawet raz na trzy lata, ale ich melodia jest łatwa lub intuicyjna do zaśpiewania. Są jednak i takie antyfony, które sprawiają nam trudności nawet po wielu próbach.

Choć teksty i melodie antyfon bardzo różnią się między sobą, to jednak wiele z nich ma pewną część wspólną. Gdy na końcu antyfony pojawiają się słowa: Alleluja, alleluja, to możemy być niemal pewni, że potrafimy je zaśpiewać.
Bywa więc tak, że tylko niektórzy z nas potrafią zaśpiewać poprawnie całą antyfonę, ale gdy przychodzi końcówka: Alleluja, alleluja, wtedy cały chór braci rozbrzmiewa gromkim śpiewem. Wielokrotne powtarzanie alleluja w ciągu roku sprawia, że tę melodię znamy już na pamięć i potrafimy się w niej odnaleźć.

Myślę, że możemy ten przykład przełożyć na nasze codzienne życie.
Prawdopodobnie dość często nasze dni są podobne jeden do drugiego – ci sami ludzie, te same zadania, te same lub bardzo podobne sytuacje. Potrafimy się w nich odnaleźć, potrafimy podjąć właściwą decyzję, potrafimy zdobyć się na miłość wobec tych, którzy żyją wokół nas.
Ale z pewnością przeżywamy też trudniejsze momenty. Być może w naszym życiu pojawiła się osoba, z którą kompletnie się nie rozumiemy. Być może postawiono przed nami zadanie, którego nie potrafimy ogarnąć. Być może nastąpiło wydarzenie, które całkowicie wywróciło do góry nogami nasze dotychczasowe życie. A może trudność, którą przeżywamy, nie jest tylko jednorazowym doświadczeniem, lecz krzyżem, który niesiemy dzień po dniu, tracąc czasami siły do dalszego wędrowania przez życie.

Ratuje nas wtedy codziennie powtarzane: Alleluja, alleluja.

Co to oznacza?
Każdego dnia starajmy się odnieść nasze myśli, plany i działania do Boga. Zaczynajmy dzień, pytając Go o to, w jaki sposób możemy go przeżyć na Jego chwałę. W ciągu dnia wracajmy myślą do Niego, szukajmy Jego woli, podnośmy się z upadków i na nowo podejmujmy wysiłek wierności. Pod koniec dnia zróbmy podsumowanie wszystkiego, co nas spotkało i co zrobiliśmy, odnosząc to wszystko do Bożej miłości: podziękujmy, przeprośmy, uwielbiajmy. W ten sposób dzień po dniu będziemy uczyć się śpiewać: Alleluja, alleluja Bogu na chwałę.

Czasami będzie tak, że nasz dzień będzie wypełniony dobrymi czynami, radością i miłością. To tak, jakbyśmy bezbłędnie zaśpiewali całą antyfonę. I bardzo dobrze!
Ale może być i taki dzień, gdy wszystko idzie pod górkę: upadek za upadkiem, porażka za porażką. A nawet jeśli próbujemy się podnieść, znowu z innej strony coś nas powala na ziemię. Jednak także wtedy możemy przyjść na modlitwę, stanąć przed Bogiem w pokorze i oddać Mu chwałę: podziękować, przeprosić, uwielbić i poprosić o siły na kolejny dzień.
Więc choć być może pogubiliśmy się w melodii antyfony, to jednak na koniec możemy się odnaleźć w codziennie powtarzanym Alleluja, alleluja.

Ez 33, 10-11. 18-19
Ty, o synu człowieczy, mów do domu Izraela: Powiadacie tak: "Zaprawdę, nasze przestępstwa i grzechy nasze ciążą na nas, my na skutek nich marniejemy. Jak możemy się ocalić?" Powiedz im: Na moje życie! - wyrocznia Pana Boga - Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył. Zawróćcie, zawróćcie z waszych złych dróg! Czemuż to chcecie zginąć, domu Izraela? (…)
Jeśli odstąpi sprawiedliwy od sprawiedliwości swojej i popełniać będzie zbrodnie, to ma za to umrzeć. Jeśli odstąpi występny od swojego występku i postępować będzie według prawa i sprawiedliwości, to ma za to zostać przy życiu.

Czuwajmy, módlmy się, słuchajmy Bożego słowa i próbujmy kochać ze wszystkich sił!
A wtedy z ufnością i radością będziemy mogli oczekiwać powtórnego przyjścia Chrystusa.
Bo z pewnością nadejdzie**.

Ap 22, 20
Mówi Ten, który o tym zaświadcza:
«Zaiste, przyjdę niebawem».
Amen. Przyjdź, Panie Jezu!

2 Kor 5, 1-10
Wiemy bowiem, że kiedy nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie. Tak przeto teraz wzdychamy, pragnąc przyodziać się w nasz niebieski przybytek, jeśli tylko odziani, a nie nadzy będziemy. Dlatego właśnie udręczeni wzdychamy, pozostając w tym przybytku, bo nie chcielibyśmy go utracić, lecz przywdziać nań nowe odzienie, aby to, co śmiertelne, wchłonięte zostało przez życie. A Bóg, który nas do tego przeznaczył, daje nam Ducha jako zadatek. Tak więc, mając tę ufność, wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Albowiem według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy. Mamy jednak nadzieję… i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana. Dlatego też staramy się Jemu podobać czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre.
1 P 5, 5b-11
Wszyscy zaś wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu. Wiecie, że te same cierpienia znoszą wasi bracia na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen.