Łączenie paradoksów, zestawianie pozornych sprzeczności, integracja przeciwieństw – możesz nazwać to jak chcesz. Ktoś, kto rzeczywiście szuka Boga w swoim życiu, jest jak „Pan Nikt” – niepotrzebny, bezsilny i niegodny. Ale zarazem jest też jak „Siewca” – odważnie siejący Słowo postawą, czynami, językiem, pełen nadziei i świadomy swojej wartości. Tak, chrześcijanin, a zwłaszcza kaznodzieja, to człowiek często rozpięty miedzy dwiema skrajnościami.


Jak to jest? Chrystus mówi, by być roztropnym jak wąż, lecz zaraz dopowiada, by być też niewinnym jak gołąb (por. Mt 10, 16). Spójrz na Niego samego – „Lwa Judy” (por. Ap 5, 5) i równocześnie „Baranka Bożego” (por. J 1, 29). Brzmi to zupełnie jak średniowieczny, choć aktualny do dziś, etos rycerza. Rycerskość to wytwór sztuki, a nie natury, który ma łączyć w sobie brutalność w obliczu wroga i łagodność w czasie pokoju – dwie pozornie wykluczające się cechy.


I o tym właśnie pisze Jan Klimak. W dziele „Drabina do nieba” stwierdza, że „wyciszonym (hezychastą, czystego serca) jest ten, kto w mieszkaniu ciała stara się ogarnąć rzeczy niecielesne – co stanowi swoisty paradoks”. Jednak czy takimi ideałami mogli się kierować tylko Ojcowie Pustyni 13 wieków temu? A co z nami, dominikanami i wszystkimi żyjącymi charyzmatem św. Dominika?  Przecież wołamy dumnie: „Contemplare et contemplata aliis tradere”. Gdzie tu paradoks? – Ano w tym, że aby kontemplować, trzeba mierzyć się z samotnością, a żeby głosić, trzeba wychodzić do innych. I właśnie ten prąd zmienny napędza do poszukiwania Prawdy. To nasze główne powołanie. Ale nie jesteśmy monopolistami! Kontemplować i przekazywać innym owoce kontemplacji – to też zadanie każdego ucznia Chrystusa. A więc i Twoje. I nie jest to zadanie łatwe.


Dlatego warto uczyć się mistrza, od którego czerpał również sam św. Dominik. Zapraszam Cię na cotygodniowe spotkania z Janem Kasjanem i jego rozmówcami.